Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
76 postów 2944 komentarze

ELEMENTARZ POJĘĆ

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przed rozpoczęciem dyskusji, warto ustalić znaczenie pojęć.

 

 

 

 

 

 

 

Większość dyskusji rozbija się  o różne rozumienie pojęć, których dotyczy spór;

-zamek można zrobić ze stali ewentualnie tytanu, trochę miedzi...

-czy ciebie porąbało, zamki buduje się z kamienia, cegieł, trochę metalu też, ale to ilości pomijalne

-ty jesteś chyba umysłowo chory, gdzie widziałeś zamek z kamieni, to jest skomplikowany mechanizm, ty nie wiesz o czym mówisz..

 

Czy większość naszych dyskusji nie wygląda właśnie tak?

 

Zresztą mam wrażenie, że to jest przez niektórych robione celowo. Nie mając racji ani argumentów, lepiej wprowadzić zamieszanie, używając  niejednoznacznie zdefiniowane pojęcia lub też, podkładać pod pewne słowa, nowe, niedookreślone znaczenia. 

 

Zaczynam więc mój blog od określenia tego, co ja rozumiem pod pewnymi terminami (wybrałem te, budzące najwięcej sporów;

 

  • ekonomia 

Co to jest ekonomia i do czego jest nam potrzebna? 

Rozumiem ekonomię, jako naukę o ludzkim działaniu. Nie, jako naukę o procentach, wykresach, popycie, podaży, rynkach finansowych... czyli o tym wszystkim, co dopiero wynika z faktu, że ludzie działają. 

Znajomość tak rozumianej ekonomii może uchronić przed uleganiem magii liczb, statystyki  , wykresów i agregatów. 

To, że pewne operacje sterujące ilością pieniądza, podażą kredytów, wielkością inwestycji popytem konsumpcyjnym, mogą dać w efekcie pożądany przez ekonomistów i polityków wzrost odpowiednich wskaźników, nie musi wcale oznaczać, że wynika stąd cokolwiek dobrego dla przeciętnego Kowalskiego. 

A ekonomia ma dać odpowiedź nie na to jak zadowolić polityków, rynki finansowe, świat biznesu, czy centrale związków zawodowych. 

Ekonomia ma pomóc w takiej organizacji państwa, która pozwoli ludziom osiągać wytyczone przez siebie cele, zaspokajać swoje potrzeby, jak najbardziej efektywnie. Ekonomiści nie są po to aby decydować o tym czego ludzie powinni chcieć i sterować ich działaniami lecz po to żeby stworzyć im warunki pozwalające działać tak jak chcą i osiągać takie cele jakie sami uważają za pożądane. 

 

  • aksjomaty ekonomii

Żeby zastanawiać się nad tym, co wynika z ludzkiego działania, niezbędne jest przyjęcie pewnych aksjomatów. Tak jak w geometrii. Bez tego ani rusz. 

Musimy więc przyjąć, że każde celowe działanie człowieka jest powodowane chęcią zmiany swojej sytuacji. Zmiany na lepsze - w jego subiektywnym rozumieniu. 

Człowiek stawia sobie cele, które uważa za przybliżające go do poprawienia swojej sytuacji, czyli zaspokajania jego potrzeb i realizuje je poprzez działanie. 

 

(tutaj może narodzić się pewna wątpliwość. Czy człowiek skaczący do wody aby uratować tonącego lub np. człowiek oddający majątek ubogim, nie zaprzecza temu aksjomatowi? Trzeba zwrócić uwagę, na słowo „subiektywnym”.  Nie możemy w tym aspekcie przyjmować, że istnieje jakaś obiektywnie lepsza sytuacja dla każdego człowieka. Każdy uważa co innego za lepsze. Człowiek, który ratuje tonącego uważa, że gdyby tego nie zrobił, znajdowałby się w sytuacji gorszej, niż po podjęciu takiego działania. Być może zmarznie, zachoruje, narazi swoje życie, ale dla niego poczucie obowiązku jest silniejsze, a jego spełnienie stawia go w subiektywnie lepszej sytuacji. Gdyby postąpił wbrew przyjmowanym przez siebie zasadom znalazłby się w sytuacji gorszej)

Zakładamy więc, że każde działanie jest podejmowane w celu poprawy swojej sytuacji. Nikt nie działa zakładając sobie cel - pogorszenie swojego położenia. Człowiek może popełnić błąd; podejmując działanie prowadzące do pogorszenia sytuacji, taka możliwość jest wpisana w działanie. Jednak nigdy pogorszenie sytuacji nie jest celem.

Kolejnym aksjomatem jest stwierdzenie, że każdy człowiek bardziej ceni dobra teraźniejsze niż dobra przyszłe. Chodzi o to, że to samo dobro, czy inaczej, zaspokojenie tej samej potrzeby wcześniej, jest dla przeciętnego człowieka bardziej cenne, niż zaspokojenie jej później. To wynika z tak  zwanej preferencji czasowej człowieka. 

 

  • zysk

Zyskiem jest właśnie, poprawa swojej sytuacji poprzez podjęcie celowego działania. Stratą jest pogorszenie sytuacji w wyniku popełnionego błędu.

Nie można zysku sprowadzać do ilościowego zwiększenia zasobu dóbr, pieniędzy... czegoś, co można ująć w matematyczne ramy. Ekonomia nie jest działem matematyki lecz działem prakseologii. Próba ujęcia wszystkiego w matematyczne formuły prowadzi do błędów. 

 

  • środki dla realizacji celów

Człowiek działający, dążący do zaspokojenia swoich potrzeb, do poprawy swojej sytuacji, potrzebuje do tego pewnych środków (czas, praca, narzędzia, dobra naturalne...). Środki dla realizacji celów nie są dostępnie w nieograniczonych ilościach. Ich zdobycie wymaga stawiania sobie celów pośrednich i przeznaczania na nie kolejnych środków. 

Niedobór środków wymusza na działającym człowieku dokonanie wyborów. Nie wszystkie cele mogą być zrealizowane. Zwykle realizacja jednego celu wiąże się z potrzebą rezygnacji z innego, co wynika właśnie z niedoboru środków. Człowiek więc,  podświadomie hierarchizuje obierane cele i przeznacza środki na realizację w pierwszym rzędzie tych zaspokajających najważniejsze potrzeby. 

 

  • dobrobyt

Dobrobyt jest związany z możliwością realizacji obieranych celów, zaspokajania swoich potrzeb. Im  łatwiej, człowiek może zaspokoić swoje potrzeby, zrealizować obrane cele, tym większy jego dobrobyt.  

Każdy człowiek ma inne potrzeby i błędem jest określanie dobrobytu jako wielkości stanu posiadania; pewnych rzeczy materialnych, czy pieniędzy. 

Sprowadzenie dobrobytu do reguł matematycznych - wzrostu PKB, czy szukanie innych wskaźników tego typu, jest błędem. 

Tak rozumiany dobrobyt można bowiem najprościej uzyskać,  zmuszając ludzi do większej produkcji, większego oszczędzania i do większej konsumpcji. To jest ślepa uliczka ekonomii. Człowiek kupujący co roku nowy telefon, niekoniecznie zaspokaja swoje najważniejsze potrzeby. Skoro wcześniej odebrano mu część środków (zmuszono do wykonania pracy), przeznaczając te środki do stworzenia linii produkcji telefonów - czyli do zmniejszenia kosztów ich produkcji, to powstaje sytuacja w której niejako zmuszono go do zapłaty dużej części ceny tego telefonu. I teraz on ma wybór; odebrać ten telefon za pozostałą część wypracowanych i zapłaconych już z góry środków, czy też, tą pozostałą część przeznaczyć na swoje realne potrzeby. 

Konsumpcjonizm, to niekoniecznie to samo co dobrobyt. 

 

  • pieniądz

Pieniądz jest specyficznym dobrem. 

Dlaczego specyficznym? Zauważmy, że każde dobro, każdy towar, wszystko, co jest środkiem do zaspokojenia ludzkich potrzeb posiada swoją wartość użytkową. 

Np. buty służą do chodzenia. Ich wartość użytkowa jest zależna od tego jak skutecznie pozwalają zaspokoić tą potrzebę - realizować cel, którym jest wygodne chodzenie, dobry wygląd itp. 

Buty mają również wartość wymienną. Jest ona związana z tym ile pieniędzy, czy innego towaru kupujący są gotowi za te buty oferować. 

Te dwie wartości, w przypadku zarówno butów jak i każdego dowolnego dobra są od siebie niezależne. 

W przypadku pieniądza jest inaczej. 

Jego wartością użytkową jest ułatwienie wymian, przechowywania wartości i parę innych. 

Jego wartość wymienną stanowi to, ile danego towaru ludzie są gotowi za określoną ilość pieniędzy oferować. Czy też ile pieniędzy, kupujący chcą zaoferować za daną jednostkę towaru. 

Ta wartość wymienna jest jednocześnie wartością użytkową. Szczególnie jeśli mowa o pieniądzu fiducjarnym. 

Wartość użytkową pieniądza stanowi to, ile dóbr możemy za jego pomocą wymienić. 

A to, ile dóbr możemy za jego pomocą wymienić, zależy od tego, jaka jest wartość wymienna pieniądza. 

Zauważmy, że jeżeli zwiększymy całkowitą ilość butów w państwie o 20%, to całkowita użyteczność jaką reprezentują te buty również się zwiększy. O 20% więcej nóg będzie wygodnie chodzić. Stanie się to niezależnie od tego, że cena (wartość wymienna) każdego buta się zmniejszy. 

Jeżeli natomiast, zwiększymy ilość pieniądza fiducjarnego o 20%, to wartość wymienna pieniędzy się zmniejszy. A co za tym idzie, za całkowitą ilość pieniędzy nie będzie można nabyć więcej towarów niż wcześniej. Czyli całkowita wartość użyteczna tej zwiększonej ilości pieniędzy będzie taka sama jak wcześniej.

Ale to nie znaczy, że taka operacja zwiększenia ilości pieniądza o 20% jest neutralna dla wartości wymiennej (siły nabywczej inaczej mówiąc) pieniędzy posiadanych przez konkretne grupy ludzi. 

Taka operacja spowoduje, że ci, którzy otrzymali owe 20% w pierwszej kolejności wydawali te pieniądze w czasie, kiedy miały one jeszcze starą (wyższą) siłę nabywczą - kiedy ceny jeszcze się nie zmieniły na skutek tego „dodruku”, natomiast ci, do których te dodatkowe pieniądze dotarły na końcu, kupowali już przy znacznie obniżonej sile nabywczej. 

Takie zwiększenie ilości pieniędzy zmienia więc, stan posiadania u poszczególnych grup ludzi. Powoduje transfer bogactwa od jednych do innych, według klucza, jaki ustalili sterujący tym „dodrukiem”. 

Co jest bardzo ważne, a co będę miał zapewne jeszcze nie raz wyjaśniać, to to, że wzrost ilości towarów nie wymaga zwiększania ilości pieniądza w tej samej proporcji. Zwiększanie produkcji towarów odbywa się jednocześnie ze spadkiem cen tych towarów, a więc ze zwiększeniem siły nabywczej pieniądza. Są to procesy w normalnej gospodarce nierozłączne. A skoro zwiększa się wartość wymienna pieniądza, to nie może dojść do sytuacji jego niedoboru. Nie ma żadnego sensownego argumentu za zwiększaniem jego nominalnej ilości. 

Do niedoboru pieniądza dochodzi wtedy, gdy banki zwiększają akcję kredytową dając impuls przedsiębiorcom do zwiększania kapitałochłonnych inwestycji, a następnie tą akcję wstrzymują. Nagle zaczyna brakować pieniędzy na dokończenie tych inwestycji, ludzie przy nich zatrudnieni odczuwają brak pieniądza, dalej ten brak odczuwają producenci dóbr nabywanych przez tych ludzi itd... 

Zanim nastąpi dostosowanie cen występuje niedobór pieniądza, którego powodem jest wcześniejsza ekspansja kredytowa na bazie wykreowanych pieniędzy. 

 

  • procent

 

Oprocentowanie jest prostą konsekwencją przyjęcia aksjomatu o preferencji czasowej. 

Człowiek udzielający pożyczki, niezależnie w jakiej formie, dokonuje wymiany dóbr teraźniejszych (które ceni bardziej), na dobra przyszłe (które ceni mniej). Zakładając, że są to dokładnie te same dobra, aby chciał dokonać takiej zamiany musi dostać jakąś dodatkową wartość wynagradzającą mu stratę wynikłą z zamiany czegoś co ceni bardziej na coś co ceni mniej. 

Procent jest niezbędny aby ludzie chcieli DOBROWOLNIE oszczędzać i przekazywać te oszczędności, za pośrednictwem banku czy bez, pożyczkobiorcom. 

 

Ale to, jaki procent żądają oszczędzający ludzie, kierując się swoją „preferencją czasową”, to jedna strona medalu. Druga strona, to przychód, jaki spodziewają się osiągnąć pożyczkobiorcy z inwestycji na które biorą pożyczkę. Ten przychód musi pokryć wszystkie koszty, a wśród nich właśnie koszt pożyczki, oraz musi zapewnić zysk przedsiębiorcy. 

Inwestorzy nie mogą rozpoczynać inwestycji, których zysk jest zbyt mały aby mogli zapłacić cenę za jaką oszczędzający chcą udostępnić kapitał. 

Wszelkie próby sztucznego obniżenia ceny kapitału będą skutkowały rozpoczynaniem inwestycji których nie da się ukończyć, bo oszczędzający dobrowolnie nie oddadzą swoich oszczędności po tak niskiej cenie. 

Twierdzenie, że można pozyskać kapitał drukując pieniądze i nie płacąc procentu jest tym samym, co twierdzenie, że można pozyskać pracę nie płacąc za nią. 

Bez procentu nie ma oszczędności dobrowolnych, a niewolnictwo jest bardzo mało efektywnym ustrojem. 

 

  • wolność

Pojęcie wolności wiąże się z tym, że człowiek może dowolnie wybierać i realizować swoje cele. Podejmować działania przybliżające go do zaspokojenia potrzeb. 

Jednak niezbędne jest zrobienie trzech zastrzeżeń, bez których to pojęcie nie ma sensu. 

Pierwszym jest to, iż niemożność realizacji celów, podejmowania działań, wynikająca z braku środków, nie może być traktowana jako brak wolności. 

To oczywiste założenie jest notorycznie pomijane w dyskusjach. A przecież jak wcześniej pisałem środki występują zawsze w niedoborze. Ich ilość jest zawsze ograniczona. Nikt więc, nie może zrealizować wszystkich celów które sobie zakłada. Co nam daje, w takim razie, przyjęcie definicji wolności, wedle której okaże się, że wolności nie posiada nikt? Wszyscy są zniewoleni. 

Przyjmowanie, że niedobór środków ogranicza wolność, jest sprytnym chwytem retorycznym tych, którzy chcą  sobie nadać prawo do ograniczania wolności innych. Bo skoro wszyscy są zniewoleni, to sprawa naruszania przez nich wolności  staje się bezprzedmiotowa. 

Drugie założenie, jest takie, że o naruszaniu wolności możemy mówić tylko wtedy, jeżeli odbywa się ono poprzez  działania innych ludzi. 

Jaki ma sens rozszerzanie tego pojęcia np. na działanie sił natury, zwierząt, roślin, bakterii? 

Trzecim założeniem jest to, że realizacja tych swoich celów, czyli wolność, jest ograniczona wolnością drugiego człowieka. Można więc, podejmować dowolne cele - o ile działania z tym związane nie naruszają czyjejś wolności. 

Tutaj znowu uparte nieuznawanie tego założenia i pomijanie go w dyskusjach jest tylko chwytem mającym na celu przykryć własną chęć do zniewalania innych. Jest powiedzeniem; przecież wolność jednych to niewola innych więc ja, propagując zniewalanie, jestem tak samo nie w porządku jak wy, propagując wolność. 

 

  • liberalizm

Liberalizm to filozofia organizacji państwa oparta na pojęciu wolności. 

Zgodzimy się, chyba wszyscy, że każdy człowiek ma prawo do obrony przed działaniami innych, ograniczającymi, naruszającymi, jego wolność. Życie w zbiorowości, wśród innych ludzi, siłą rzeczy obfituje w sytuacje, kiedy działający ludzie obierają cele stojące ze sobą w konflikcie. Realizacja celu jednej osoby jest równoznaczna z uniemożliwieniem tego samego innej i na odwrót. Ludzie od zawsze, spontanicznie przyjmowali pewne normy, zasady uwalniające ich od ciągłych konfliktów.  Organizując państwo, ludzie przyjmują, że będą utrzymywać władzę, stanowiącą prawo, egzekwującą jego przestrzeganie, organizującą obronę terytorium, przejmując na siebie stosowanie przymusu wobec jednostek nieprzestrzegających owych norm, pragnącym osiągać własne korzyści zniewalając innych. 

Oparcie na wolności, oznacza, że ten aparat przymusu, owo prawo, jest konstruowane wyłącznie dla egzekwowania zakazu naruszania wolności innych, jak również tworzenia, czy częściej kodyfikowania norm już istniejących nieformalnie. 

W sferze gospodarczej takie państwo opiera się na wolnym rynku - czyli na tym, że wymiany dóbr, usług, pracy... mogą się odbywać jedynie na zasadzie dobrowolnych umów.  

Przeciwieństwem takiej filozofii będzie ustalenie, iż państwo - czyli ów aparat przymusu i stanowienia prawa, ma się również zajmować zapewnieniem pewnym ludziom środków dla realizacji ich celów, jak również regulować podział efektów pracy na zasadzie subiektywnego odczucia tej władzy, a nie na zasadzie dobrowolnie zawieranych umów.

Wtedy mamy do czynienia z różnego rodzaju interwencjonizmami czy państwami socjalnymi

Jeżeli państwo, do tego, jest właścicielem znaczącej części środków produkcji, dzięki czemu może centralnie planować gospodarcze działania, takie państwo nazywa się socjalistycznym. 

Powstaje pewna trudność jak zakwalifikować państwo, w którym własność środków produkcji jest w większej mierze formalnie prywatna, ale ci prywatni właściciele są tak ograniczeni w swoich decyzjach dotyczących ich własności, że praktycznie władza steruje również tymi przedsiębiorstwami prywatnymi. 

Czy to jest interwencjonizm, czy już socjalizm? Trudno wyczuć. 

 

  • konserwatywny liberalizm

Wyobraźmy sobie, że w Polsce , ktoś publicznie pali biblię, organizuje parady propagujące pewne zachowania będące sprzeczne z ogólnie przyjętymi normami, tradycją, kulturą, propaguje kulturę, tradycję, normy moralne stojące w sprzeczności z ogólnie przyjętymi. 

Czy państwo powinno interweniować. Czyją wolność on narusza? Czy ma takie samo prawo do działań zgodnych ze swoją kulturą i religią, jak ktoś działający zgodnie z normami zakorzenionymi na obszarze tego państwo - w tym wypadku Polski?

 

Konserwatywny liberalizm odpowiada na te właśnie pytania. Konserwatywni liberałowie uważają, że tak samo, jak państwo ma organizować obronę granic, czyli bronić wolności wszystkich obywateli przed atakiem z zewnątrz, tak samo musi bronić ataków na kulturę, tradycję, wartości moralne narodu. Działanie przeciwko tym wartością jest działaniem naruszającym wolność narodu. Bo naród to nie tylko ludzie obecnie żyjący, ale też ci, którzy tworzyli tą kulturę. Naród, to również ci, którzy przyjdą po nas. I ich wolności również państwo powinno bronić; z czego wynika np. zakaz zadłużania państwa, czyli życia na koszt przyszłych pokoleń. 

W państwie konserwatywno liberalnym, miejsce bandytów, którzy okradają Naród z tego, o co walczyły przeszłe pokolenia, a jednocześnie okradają też  przyszłe pokolenia, zadłużając, żrąc i pijąc na ich koszt, jest w więzieniu, w odseparowaniu od normalnych ludzi. 

 

Należy tu zwrócić uwagę na to, że państwo, stworzone na bazie konserwatywno liberalnej ideologii, nie jest państwem narodowym, czy wyznaniowym. 

Państwo konserwatywno liberalne nie zezwala i zwalcza ataki na kulturę, tradycję, religię przyjętą przez dany naród. Ale to państwo nie zmusza nikogo do uznania owych wartości, religii tradycji. Każdy w domu może robić co chce, ale nie może propagować wartości wrogich danemu narodowi,  publicznie. Władze takiego państwa nie zaglądają nikomu do łóżka co z kim i jak robi, ale propagować mu tego nie wolno, zło nazywać dobrem nie wolno. 

 

 

KOMENTARZE

  • Witam nowego blogera :)
    Później przeczytam uważnie i z pewnością w 70% się nie zgodzę :)

    Powodzenia na NE.
  • @SpiritoLibero 09:24:56
    Na to liczę. Gdyby się wszyscy zgadzali było by nudno.
  • DEFINICJE POJĘĆ
    Imran ! Próbujesz zrobić to, co ja już ponad rok temu chyba próbowałem. Też uważam, że w zakresie pojęć jest największy problem.

    Są np. DEBILE, którzy zrzucają winę za to, co się złego w gospodarce dzieje na ... Wolny Rynek !!!

    Mamy szalejący interwencjonizm, a oni mówią, że to wszystko przez "liberalizm". Jako "liberalizm" oni rozumieją oczywiście Wolny Rynek.

    Samo słowo "liberalizm ma zbyt wiele znaczeń i nie ma sensu go używać.

    Natomiast większość obecnych na NE uzdrowicieli gospodarki to zwolennicy różnego rodzaju interwencjonizmu aż po "polski imperializm" jak w wydaniu Cywilizacji Wariackiej ...

    Kolejnym idiotyzmem jest popularyzowaniu tutaj ciągle chory pomysł na Wariacką Architekturę Finansową z idiotycznymi "pieniędzmi bezodsetkowymi" oraz z "rozproszoną emisją", czyli zaplanowanym złodziejstwem ... tfu !!!

    Oto pojęcia, które należałoby zdefiniować:
    - pieniądz
    - odsetki - wartość w czasie
    - praca
    - bezrobocie oraz walka z bezorobociem (niczym "walka o pokój")
    - export/import
    - zysk
    - wynagrodzenie
    - koszt
    - kryzys
    - cykle koniunkturalne
    - niewidzialna ręka rynku
    - Wolny Rynek
    - liberalizm
    - interwencjonizm
    - keynesizm
    - cła
    - swoboda umów
    - płaca minimalna
    - cena maksymalna/minimalna
    - dumping
    - monopol
    - ceny rynkowe
    - deflacja, inflacja
    - miejsca pracy
    - lichwa
    - zmowa rynkowa
    - utylitaryzm
    - sprawiedliwość społeczna
    - społeczna gospodarka rynkowa
    - spekulacja
    - bankructwo
    - prawa naturalne
    - własność
    - transparentność
    - krzywa Laffera
    - zasada Ceteris Paribus
    - kodeks pracy
    - związki zawodowe
    - ubezpieczenia społeczne
    - ochrona rynku
    - dotacje
    - korporacje zawodowe

    itp.
  • @imran 09:51:57
    Na mnie możesz zawsze liczyć :)

    O! i widzę, że mój ulubiony ekonomiczny adwersarz się od-obraził :)
  • @Ultima Thule 09:59:55
    >Samo słowo "liberalizm ma zbyt wiele znaczeń i nie ma sensu go używać.

    A może jednak o to słowo walczyć.
    Jeżeli oddamy takie ładne słowo, to zaraz w kolejności zabiorą nam słowo wolność, wolny rynek, sprawiedliwość, tolerancja, przedsiębiorczość...
    Będziemy zmuszeni rozmawiać na migi, albo się nauczyć łaciny.
  • Dobrze, że jesteś!
    Witaj Imran!!!

    Jak dobrze Cię widzieć wśród blogerów. Życzę sukcesów i wielu czytelników!

    Pozdrawiam i czekam na Twoje wpisy.
  • @Freedom 10:19:12
    Dzięki! Trzeba próbować.
  • @SpiritoLibero 10:02:47
    O nie ! Ja tylko przychodzę z odsieczą otoczonym przez hordy keynesistów obrońcom Wolnego Rynku !!!

    Nie zrobicie nam Stalingradu !!!
  • @Freedom 10:19:12
    a na moje nie czekasz ???
  • @imran 10:16:41
    problem w tym, że słowo Wolny Rynek jest WYSTARCZAJĄCE ...
    I POLSKIE, z nie ZAGRAMANICZNE ...
  • @Ultima Thule 10:50:13
    A to ja niby ten "keynesista"???????????

    UT... Raczysz żartować. Ja zdrowo-rązsądkowiec jestem :)
  • @SpiritoLibero 10:52:34
    ale za mało ! za mało !
  • @SpiritoLibero 10:52:34
    czy np. spaliłeś CHOĆ RAZ W ŻYCIU dzieła keynesa ???!!!
  • Ledwie zacząłem czytać już widzę oczywiste błędy.
    "Rozumiem ekonomię, jako naukę o ludzkim działaniu"

    No to źle kolega ekonomię rozumie, nawet nie rozumie. Tutaj jest definicja, daleko nie trzeba szukać.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekonomia

    Nauka o sprawnym działaniu, to prakseologia.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Prakseologia

    Nauka o działaniu człowieka w sensie bardzo ogólnym, to raczej by weszła do filozofii.

    Dalej.

    "Żeby zastanawiać się nad tym, co wynika z ludzkiego działania, niezbędne jest przyjęcie pewnych aksjomatów. Tak jak w geometrii. "

    To już jakiś żart jest. Bardzo specyficzny przypadek geometrii zastosować do ekonomii? Ekonomia jest w połowie nauką humanistyczną, a wręcz sztuką, to dokładna odwrotność geometrii. A może kolega, jak taki zdolny, opracuje system aksjomatów umożliwiający dobre tłumaczenie, bo ten tłumacz w Google ( i inne też) jakiś kiepski??? No niestety, do nauk humanistycznych nie udaje się opracować systemów aksjomatów, które miałyby ręce i nogi, i sens. Ci co opowiadają że można sensowną ekonomie wywieźć z pewnego układu aksjomatów, pokazują tylko poziom swojego prostactwa.
  • Usiłuje Pan zdefiniować zręby nowej "gry planszowej",
    w której "planszą" - jest język. A ściślej - jego część.
    Chyba będzie trudno.

    Pańskie "aksjomaty" - to redefinicje znaczeń słów już będących w obiegu. Znaczenia rozmyte i nieprecyzyjne - próbuje Pan uściślać.
    Chwalebne...-:) - kto z nas tego nie usiłował...

    Watro jednak sobie uświadomić, że takie "redefinicje" (bardzo pożądane dla społęcznej komunikacji) - aby miały szansę się przjąć - muszą być ostre i łatwe do zrozumienia. Inaczej stworzy Pan kolejną "nowomowę" - zrozumiałą jedynie dla wtajemniczonych.

    Na razie Pańskie "aksjomaty" - idą w kierunku tej nowomowy.
    Nie wiem, jak temu zaradzić...-:)
  • @Ultima Thule 10:54:10
    Nie palę książek, jeśli mi się autor nie podoba to go omijam.
    Ty jak rozumiem, palisz książkami w piecu? :)
  • @SpiritoLibero 10:59:26
    nie, na stosach ...
  • Napisał Pan:
    "Procent jest niezbędny aby ludzie chcieli DOBROWOLNIE oszczędzać i przekazywać te oszczędności, za pośrednictwem banku czy bez, pożyczkobiorcom. "
    ----------------------------
    Nie rozumiem, co ludzie mają/mieliby oszczędzać.
    Jak (w ogóle) to słowo rozumieć?

    Moja koncepcja na wzrost (ilości towarów i usług) - to nadprodukcja czegokolwiek ponad potrzeby własne - z nadzieją (ryzykiem) - że zamienimy to na inny towar, czy usługę.
    (tak naprawdę, to towar dałoby się chyba zredukować do sumy usług?...)
  • @vortex 10:55:27
    Cytat z wiki, który linkowałeś.
    "Ekonomia – nauka społeczna analizująca oraz opisująca produkcję, dystrybucję oraz konsumpcję dóbr."

    Chodzi teraz o to, czy analizować mamy produkcję, dystrybucję, konsumpcję na zasadzie funkcji matematycznych, czy wyprowadzać tą analizę z aksjomatów ludzkiego działania.

    Jeśli chodzi o aksjomaty, to ja nie stosuję specyficznego przypadku geometrii do ekonomii.
    Chodziło mi tylko o to, że tak w geometrii jak i w ekonomii, nie da się prowadzić analizy bez wcześniejszego uznania pewnych założeń, których nie da się dowieść, wyprowadzić z "czegoś" za pomocą analizy.
    W ekonomii też nie da się analizować, wyprowadzać pewnych tez bez zrobienia takich założeń.
    Jeżeli np. wyprowadzam tezę, że dobrowolne wymiany zawsze będą prowadziły do najefektywniejszego osiągania celów przez wszystkich uczestników tych wymian. To muszę najpierw założyć, że każdy człowiek działa w kierunku poprawienia swojej sytuacji, a nie jej pogorszenia.
    Nie jestem tego w stanie udowodnić. To jest aksjomat.
    Ale na tej podstawie mogę analizować, że skoro dwie osoby zawarły dobrowolną umowę, to musiała ona być dla każdej z nich korzystna. Więc obie musiały osiągnąć zysk.
    Natomiast przy jakiejkolwiek ingerencji czyli zastosowaniu przymusu, przynajmniej jedna z nich podpisała ją pomimo iż nie uważała takiej umowy za najkorzystniejszą.
    Można teraz wykazać, że seria takich umów w całej gospodarce musi przynieść lepsze efekty dla wszystkich, czyli dla ogólnego dobrobytu, niż seria wymian niedobrowolnych.

    Ale zanegowanie tego aksjomatu i przyjęcie założenia, że człowiek czasami może działać w kierunku pogorszenia swojej sytuacji, to analiza doprowadzi do przeciwnych wniosków; np. że skoro ludzie działają czasami na swoją niekorzyść, to należy ich za uszy doprowadzić siłą do dobrobytu.
  • @BTadeusz 11:03:27
    Czyli warto uściślić słowo - oszczędzanie.

    Oszczędzanie rozumiem jako zastosowanie pewnej ilości posiadanych środków (pracy, czasu, kapitału, surowców...) dla wytworzenia dóbr, których nie planuje się skonsumować (bądź wymienić na dobra konsumpcyjne) od razu, w teraźniejszości.
    Odłożenie konsumpcji tych dóbr w czasie jest oszczędzaniem.

    Dlaczego człowiek miałby przeznaczać te środki produkcji już teraz, do wytworzenia czegoś czego "już teraz" nie potrzebuje?
    Jeżeli uznajemy za słuszne to założenie, aksjomat, o preferencji czasowej, to możemy wyprowadzić wniosek, iż robi to bo liczy na większą o pewien procent konsumpcję w przyszłości.
  • @Skanderbeg 12:14:48
    Myślę, że pojęcie narodowy liberał, jest dość zbieżne z tym, co nazwałem konserwatywnym liberalizmem.
    Wolność nie tylko poszczególnej jednostki, ale też całego narodu.
  • Autor
    podpisuję się pod tym tekstem.
  • @imran 11:58:32
    Zgoda...-:)
    Ale pośrednik (bankier) - musi mieć na co pożyczyć pieniądze.
    Musi istnieć jakaś (czegoś) nadwyżka towarowa (lub czasu pracy) - na opłacenie której - kredytobiorca - kredyt wyda.
    Nadwyżka pracy - do kupienia - zmaterializuje się w formie wyprodukowania czegoś PONAD DORAŹNE potrzeby (albo robotnika, albo kredytobiorcy). To "coś" - kusi kogoś innego do wyprodukowania (ponad własne doraźne potrzeby) czego - na wymianę - za tamto "kuszące" coś.
    Jeśli nikt nie wyprodukuje niczego ponad własne doraźne potrzeby - to do kupienia - nie będzie NIC.
    Ktoś musi zaryzykować wyprodukowanie "nadwyżki.

    Oszczędności (czego?) - nie są konieczne, aby obrót rynkowy zaistniał.
  • @vortex 10:55:27
    przestan powolywac sie na wiki tumanie czerwony jakby to byla jakas wyrocznia
    rozumiem ze nie masz swojego mozgu to musisz tam zagladac
  • @BTadeusz 12:37:28
    Zróbmy założenie, że system bankowy jest jedynie pośrednikiem pomiędzy kimś, kto pożycza pieniądze bankowi, a kimś, kto pożycza je od banku.
    Bank pobiera opłatę za pośrednictwo.

    Jeżeli ktoś (nazwijmy go "O" przynosi pieniądze do banku i mówi; chcę je pożyczyć (zainwestować), to oznacza iż wcześniej musiał coś wytworzyć - jakieś dobra konsumpcyjne i wymienić na te pieniądze. Przekazując je bankowi na pewien okres daje bankowi prawo do odebrania innych dóbr za te pieniądze.
    Z kolei bank pożycza je przedsiębiorcy i ten otrzymuje prawo do odbioru tych dóbr.
    Dalej przedsiębiorca rozpoczyna inwestycję która zgodnie z przewidywaniem mam mu przynieść określony przychód.
    Przekazuje te pieniądze właścicielom środków produkcji, którzy tym samym zyskują prawo do odbioru tych dóbr konsumpcyjnych.
    I oni zamiast tego "O" odbierają owe dobra.

    Żeby mogła być rozpoczęta ta inwestycja ktoś musiał wytworzyć coś, tą nadwyżkę, której ekwiwalentu nie odebrał, a scedował prawo do jego odbioru poprzez cały łańcuch pośredników w końcu tym zatrudnionym czy właścicielom środków produkcji dzięki którym rozpoczyna się inwestycja.

    Dalej, ta inwestycja zostaje ukończona i przynosi przychód w postaci produkcji dóbr konsumpcyjnych, które przedsiębiorca wymienia na pieniądze i część z nich oddaje temu "O" plus procent. Ten procent wytworzyły dobra kapitałowe, powstałe z pieniędzy przekazanych przez tego "O" i on ten procent otrzymuje.

    Jeżeli natomiast bank przekazuje pieniądze wykreowane, to te pieniądze nie oznaczają wcześniejszego wytworzenia nadwyżki (tej którą wytworzył w pierwszym przykładzie "O") Więc nie ma na rynku nadwyżki, która może być odebrana z rynku przez właścicieli środków produkcji zatrudnionych przez przedsiębiorcę.
  • @Skanderbeg 13:33:25
    zgubiłeś Ultima Thule ...
  • @imran 13:17:39
    99% zgody-:)))
    Ale jeśli nie będzie nadprodukcji ponad potrzeby biologiczne "0"-wego wytwórcy - jeśli ON - nie zaryzykuje - to klapa.
    Tak więc twierdzę nadal, że źródłem rynku nie są oszczędności - lecz "ryzykowna" nadprodukcja.

    Dodam jeszcze, że za moją koncepcją świadczy fakt, ze wyjaśnia ona rynek barterowy - na którym pieniądz - dopiero zostanie wynaleziony.
  • @imran 13:17:39
    Pieniądz - to "przetrwalnik czasowy" wartości wytworzonej i zaakceptowanej rynkowo w danej chwili.
    Definiują się wzajemnie wrtościowo (w danej chwili).
    Pieniądz - to dowód (banknota) na rynkową transakcję - obarczoną ryzykiem - bo nigdy nie wiadomo - jaką "wartość" odbierzemy za jego pośrednictwem.

    Ta obserwacja skutkuje wnioskiem - że rozważnym będzie podział produkcji na "dla siebie" (na egzystencję) i na "rynkową" - na sprzedaż (barter, czy za pieniądze).
    Waluta - jest wtórna, a rynek - pierwotny.
    Możemy jedną walutę akceptować - inną - niekoniecznie.
    Mogą istnieć waluty opodatkowane, bądź nie. Oprocentowane, bądź nie...
  • @imran 11:45:44
    "Chodzi teraz o to, czy analizować mamy produkcję, dystrybucję, konsumpcję na zasadzie funkcji matematycznych, czy wyprowadzać tą analizę z aksjomatów ludzkiego działania."

    To zaczyna przypominać najgorszą naukową mowę trawę. I też ideologiczne mielenie z czasów komuny, oni uwielbiali takie mętne niby naukowe zdania, i tak nic z nich konkretnie nie wynikały, ale wyglądało poważnie.


    "Jeśli chodzi o aksjomaty, to ja nie stosuję specyficznego przypadku geometrii do ekonomii.
    Chodziło mi tylko o to, że tak w geometrii jak i w ekonomii, nie da się prowadzić analizy bez wcześniejszego uznania pewnych założeń, których nie da się dowieść, wyprowadzić z "czegoś" za pomocą analizy. "


    A ja myślałem, że trzeba realne życie ekonomiczne obserwować i wyciągać wnioski logiczne, bo inaczej można odlecieć z kosmiczny nonsens i bzdur zwyczajnych napleść. Ale okazuje się że można sobie zdefiniować swobodnie aksjomaty i dalej to już poleci, olewamy realny świat ekonomii, wyciągamy kolejne wnioski i budujemy teoretyczny gmach wiedzy ekonomicznej aż pod niebiosa, a nawet wyżej. Można się tak bawić, ale to absurd. Ekonomia bardzo przypomina naukę o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu, jest podobna do medycyny. Tam nikt rozumny nie postuluje stosowania metody - aksjomaty wnioskowanie. Pewnie dlatego że to oczywisty nonsens i każdy widzi z daleka że głupoty wyjdą. No i jeszcze, jak by tak lekarzowi kazali na sobie najpierw wypróbować?
    Spróbuj tą metodę aksjomatyczną najpierw zastosować do budowy gmachu wiedzy o tłumaczeniu tekstów. Jeżeli uda ci się coś takiego zbudować (co umożliwia dobre automatyczne tłumaczenie tekstów między różnymi językami), to nie sprzedawaj tego czasem za nędzny milion $. Byłbyś frajerem, takie coś spokojnie jest warte miliard $. Już dziesiątki lat trwają prace nad opracowaniem komputerowych metod/algorytmów dobrych tłumaczeń i okazuje się to bezowocne. Gdyby tobie się udało, zostałbyś krezusem.
  • @imran 13:17:39
    Używa Pan słowa "inwestycja".
    Ale używa go Pan na rynku "walutowym".
    Czy ma sens słowo "inwastycja" na rynku pierwotnym - barterowym?
    Czy te definicje będą tożsame?
    Nie.
    Proponuję więc, by inwestycją nazywać "nadprodukowane" środki materialne - umożliwijące intensyfikację nadprodukcji.
    Inwestycję w dodruk pieniądza, czy inny sposób jego "przelewania" - bez skutku w postaci intensyfikacji nadprodukcji - powinniśmy nazwać inaczej - bo będzi podlegała innym zasdom i wywoływała będzie inne skutki.
  • @BTadeusz 15:18:05
    Mylisz się. Inwestycją jest DOSŁOWNIE WSZYSTKO, co wynika z ludzkiego działania. każde nasze działanie wynika z przyjętego milcząco założenia, że dzięki niemu chcemy osiągnąć jakieś efekt.

    Zauważ, że efekt docelowy jest zawsze WYŁĄCZNIE EMOCJONALNY !!!

    Przykładowo: nie kupujemy "samochodu", ani "możliwości transportu", tylko np. dziadek kupuje "możliwość bycia razem z wnuczkiem", a rodzice kupują "możliwość bycia razem z dziadkami" itp. itd.

    I wszystko, co robimy, jest INWESTYCJĄ CZASU, aby uzyskać POZYTYWNE EMOCJE od życia ...
  • @Skanderbeg 15:34:15
    zarówno nauka jak i dyplomy ...

    Np. fałszywy dyplom magistra kupiony za fałszywe pieniądze też będzie inwestycją.

    Skłamanie o wyższym wykształceniu w celu uzyskania publicznego stanowiska też jest inwestycją (chwila strachu i upokorzenie, ale potem tylko korzyści)
  • @BTadeusz 15:18:05
    Ale ja nie użyłem slowa inwestycja dla dodruku. Pisalem o przkazaniu "talonów na odbiór dóbr" które są tą nadwyżką.
  • @vortex 14:46:05
    Bardzo ciekawy temat do dyskusji. Jak będę przu kompie to napiszę
  • @Ultima Thule 15:23:04
    Co to znaczy - że się mylę?
    Skąd Pan wie - co "jest"?
    Nic nie jest...-:)
    Wszystko - jakoś nazywamy, definiujemy.
    Poznał Pan "istotę rzeczy"?
    Korzystnym jest definiowanie pojęć na na ziorach minimalnych, w których pojęcie ma sens.
    Inwestycja - może istnieć bez pieniądza. Służy multiplikacji pożadanego efektu. I tyle.

    Baz sensu jest używanie pojęć oznaczających "wszystko"
    To dziecinada.
    Podobnie nieprzyemne są dyskusje z wolnościowcami i ich oponentami, bo jedni i drudzy idealizują słowo wolność - która też oznacza (w wersji idealnej) - wszystko.
    Język definiujemy - by się zrozumieć precyzyjnie - a nie - sobie nawszajem mącić w głowach synonimami słowa "wszystko".
    Polem naszej dyskusji jest szeroko rozumiana działalność gospodarcza. Proponuję, abyśmy nasze dywagacje ograniczyli do tego zakresu.
    Gdyby się nam to udało (unifikacja języka) - to i tak byłby to sukces niebotyczny. -:)
  • @imran 15:59:27
    Ja wiem...-:))
    Nieco aproksymowałem - (ku uwadze)
  • @Ultima Thule 15:23:04
    Potrzebne są nam pojęcia "analityczne - o ściśle zakreślonych i niepokrywających się znaczeniach. Na bazie takich pojęć można prowadzić syntezy - wnioski i propozycje konstruktywne.
  • Widzę że weszliśmy już dzielnie w zakres - papier toaletowy, a Marksizm-Leninizm.
    Młodzi o tym nie wiedzą, a szkoda, że za komuny były dwa życia - życie ideologiczne i życie normalne .
    Życie ideologiczne zajmowało się coraz subtelniejszym cyzelowaniem definicji, pojęć i praw jedynie słusznego systemu, a przede wszystkim wyciąganiem kolejnych finezyjnych znaczeń i sensów z jakiegoś już 100 razy analizowanego cytatu z Marksa.
    Natomiast w świecie realnym trwała nieustanna walka o utrzymanie na stałym, a nawet rosnącym poziomie dostaw papieru toaletowego - zazwyczaj przez partię i rząd przegrywana. No i była doroczna kampania mobilizacji kolektywów pracowniczych i ogniw partii w celu zabezpieczenia dostatecznej ilości sznurka do snopowiązałek (to w okresie żniw). Akurat tą kampanię czasem władza ludowa wygrywała, co wywoływało jęk zawodu wśród kabareciarzy. Bo w tej dość fajnej epoce Gierka, to z tych jawnych nonsensów już można się było śmiać. I ludzie się śmiali, i z tej walki o srajtaśmę, i z walki o ten sznurek. I jeszcze złośliwie gadali, że oni powinni ten swój jedyny i genialny system teoretyczny najpierw na szczurach wypróbować. Była w tym zjadliwa bardzo złośliwość, bo jak wiadomo nowe leki próbuje się najpierw na szczurach, żeby ludzie nie marli masowo od różnych niebezpiecznych świństw.
    Więc ja bym sugerował Imranowi, Ultima Thule, itd. - najpierw wypróbujcie ten wasz genialny system na szczurach.
  • @vortex 16:35:59
    Twoja analogia do czasów PRL jest błędna.
    To nie zwolennicy wolnego rynku wciskają ideologię jedynie słusznego systemu. Nie zauważyłeś jaka ideologia jest wciskana 24h na dobę.
    Kiedyś słyszałem w Tokfm wypowiedź ekonomisty z jakiegoś rządowego centrum czy czegoś równie durnego, który całkiem poważnie mówił, że to w sumie dobrze się stało, iż pewien odcinek autostrady został spartolony.
    Jak ten paradoks wytłumaczył? Zgodnie z ogólnie przyjętą nieśmiertelną ideologią Keynesa;
    - Trzeba będzie ten odcinek praktycznie zbudować od nowa. Zwiększy to o ileś tam milionów wydatki celowe bla, bla, bla... co spowoduje wzrost produktu krajowego o ileś tam procent.
    Skąd tym kretynom coś takiego przychodzi do głów?
    Słuchają wciskanej na Nowym Ekranie wolnorynkowej ideologii???
  • @BTadeusz 15:18:05
    Uporządkujmy kwestię inwestycje-oszczędności.

    Jeżeli człowiek wykonuje jakąś pracę tworząc dobra, których następnie nie konsumuje, do tym samym dokonuje aktu oszczędzania.
    (konsumuje, to znaczy wykorzystuje do zaspokojenia swoich potrzeb, realizacji celów związanych jak pisałem z poprawą swojej sytuacji)

    Ów człowiek może pozostać w posiadaniu tych dóbr, wymienić je na inne, wymienić je na pieniądze.
    Nie robiłbym tu jakiegoś rozróżnienia w jakiej formie te oszczędności posiada.

    Może on te oszczędności przeznaczyć na jeden z dwóch celów;
    - może je przeznaczyć na inwestycje
    - może je tezauryzować, czyli zachować w jakimś celu; jako rezerwę na bieżące wydatki, na czarną godzinę, dla zabezpieczenia się ... jest to bez znaczenia, to jego sprawa jego potrzeby. Jeżeli potrzebuje mieć jakiś zapas, to będzie starał się go utrzymać.

    I teraz zarówno inwestycje, jak i środki tezauryzowane mogą wstępować w różnej postaci. Tutaj też bym nie rozróżniał, że przekazanie dla inwestycji wytworzonych dóbr, wymienionych na inne, w formie pieniędzy, czy czegokolwiek innego, robi jakąś różnicę co do nazwania tego inwestycją.

    Inwestycje to po prostu wykorzystanie tych oszczędności dla tworzenia dóbr kapitałowych, które będą wykorzystane dla zwiększenia przyszłej konsumpcji. Zwiększenie efektywności podejmowanych działań.


    Dla mnie to jest zupełnie jednoznaczne i logiczne nazewnictwo.

    Chociaż czasami rozróżnienie, czy wystąpiła konsumpcja, czy inwestycja może być dość płynne.
    Jeżeli ktoś zbiera stare monety dla przyjemności, to zaspokaja tym swoją potrzebę czyli konsumuje swój czas, wysiłek...
    Ale ten zbiór jest jednocześnie inwestycją. Może nią być. A może nie być. To raczej zależy od subiektywnej oceny tego człowieka. W jakim celu podejmuje ten wysiłek.
    Dla jednego coś może być konsumpcją, dla innego dokładnie to samo inwestycją.

    UT pisze, że wszystko jest inwestycją. Ja bym raczej to uściślił, że wszystko, czy prawie wszystko (w sensie efektów ludzkiego działania) może być inwestycją. To zależy od subiektywnej oceny tego inwestującego.
  • @vortex 14:46:05
    >>To zaczyna przypominać najgorszą naukową mowę trawę. I też ideologiczne mielenie z czasów komuny, oni uwielbiali takie mętne niby naukowe zdania, i tak nic z nich konkretnie nie wynikały, ale wyglądało poważnie.


    Ale z mojej mowy trawy coś wynika. I to coś bardzo ważnego dla realnego życia i dobrobytu.

    Dla dobitniejszego wytłumaczenia posłużę się takim ekstremalnym przykładem.

    Jak ekonomista uprawiający tą dziedzinę nauki w sposób jaki jest Tobie jak rozumiem bliski, będzie analizował efektywność ustroju niewolniczego.
    - Oznaczamy przez Z zagregowaną cenę podaży produkcji przy zatrudnieniu N robotników. Zależność miedzy Z i N można przedstawić w postaci Z=f(N).
    Funkcja f, może być nazwana funkcją łącznej podaży.
    Niech D będzie przychodem spodziewanym przy zatrudnieniu N robotników.
    Zależność D do N można przedstawić D=f'(N). Funkcja f' będzie funkcją łącznego popytu.
    Miejsce przecięcia funkcji f i f' wyznacza punkt w którym wartość D jest określona funkcją łącznego popytu.
    Jeżeli zatrudnienie N zwiększymy o wartość C określającą ilość czarnych niewolników, to wartość D zwiększy się o wartość D'=f'(C).
    Zagregowana cena podaży produkcji nie zmieni się z powodu zerowej stawki wynagrodzeń czarnych niewolników.
    Spowoduje to przesunięcie punktu efektywnego popytu, które spowoduje większą siłę nabywczą wolnych robotników N.

    I tak dalej....
    Pewnie Ci się spodobało, sama mądrość.. ale nie chce mi się dalej robić sobie jaj z mistrza Keynesa.

    Jak to będzie analizował ekonomista biorący pod uwagę aksjomaty ludzkiego działania?

    Skoro człowiek zawsze dąży do osiągnięcia zysku a więc poprawienia swojego subiektywnego położenia, to można się spodziewać, że niewolnicy nie mogąc polepszyć swojej sytuacji poprzez zwiększenie efektywności czy ilości swojej pracy, będą starali się osiągnąć zysk, poprzez symulowanie i zmniejszanie wydajności, oraz skracanie czasu pracy.
    Próby zwiększenia wydajności, poprzez zastosowanie maszyn będą utrudnione po pierwsze z powodu braku odpowiednio wykwalifikowanych ludzi do ich obsługi. Zdobycie kwalifikacji wymaga od niewolnika włożenia wysiłku, który nie zostanie wynagrodzony, a więc ów, nie podejmie się tego z zaangażowaniem koniecznym dla prawidłowej obsługi maszyn.
    Co więcej, mała efektywność pracy, a więc średni dochód z zatrudniania niewolnika będzie dążył do zrównania się z kosztami jego utrzymania, a więc z upływem czasu coraz trudniej będzie uzyskać z jego pracy oszczędności potrzebne do zakupu niezbędnych maszyn, czyli dóbr kapitałowych.

    Konkludując zatrudnianie niewolników będzie dla właściciela mniej korzystne, niż wolnych pracowników opłacanych zależnie od krańcowej produktywności ich pracy.


    Nie chcę oczywiście powiedzieć, że analiza oparta na ludzkim działaniu będzie zawsze tak uproszczona i wolna od jakichkolwiek matematycznych obliczeń. To były przykłady pół żartem.

    Jednak nie jest przypadkiem, że ekonomiści zajmujący się makroekonomią, oddzielając ja od mikroekonomii nigdy nie byli w stanie przewidzieć ani wyjaśnić w sensowny sposób kryzysów - przynajmniej tych dwudziestowiecznych. Są bezradni wobec ciągle zaskakujących ich zmiennych sytuacji tworząc ciągle mądrości, nowe teorie, szukając nowych możliwości podtrzymania wzrostu gospodarczego za pomocą manipulowaniem podażą pieniądza, kredytu, wielkością konsumpcji itp...

    Natomiast ekonomiści Szkoły Austriackiej opracowali (bazując oczywiście na innych wcześniejszych dokonaniach) opracowali spójną, logiczną teorię, która nie tylko wyjaśnia genezy każdego z występujących kryzysów, ale jej przedstawiciele byli w stanie przewidzieć jakie będą skutki błędnych działań rządów i instytucji finansowych.

    Ele Ty oczywiście będziesz twierdził, że należy obserwować rzeczywistość, która do Ciebie krzyczy; nasi ekonomiczni guru są genialni i wiodą nas ku świetlanej przyszłości, bez oszczędzania, z konsumpcją rozdętą jak dmuchana żaba, być może bez procentu, z nieskończoną ilością kapitału do dyspozycji.

    Więc sobie obserwuj realne życie ekonomiczne, niech Ci będzie na zdrowie.
  • @imran 22:14:03
    Poprawka! powinno być;
    Miejsce przecięcia funkcji f i f' wyznacza punkt w którym wartość D jest określona funkcją EFEKTYWNEGO popytu.

    Przepraszam mistrza Keynesa.
  • @imran 20:57:15
    Nie zgadzam się.
    I nie zgadzam się w Pańskim interesie.-:)
    Jeśli che Pan tworzyć aksjomatykę (ujednoznacznić) - to nie powinien Pan już w pierwszych założeniach wprowadzać dwuznaczności (quasi synonimów).
    Gdyby Inwestycja miała = oszczędność - to jedno z tych słów należałoby wykreślić z listy aksjomatów.

    W moim rozumieniu - zaoszczędzić możemy coś (wytworzonego uprzednio) - zbędnego dla "egzystencjalnej konsumpcji". Oszczędność - to odłożenie (w czasie) konsumpcji czegoś (oczywiści wytworzonego uprzednio - jako nawyżka ponad potrzeby egzystencji).

    Już w epoce kmienia łupanego ludzie inwestowali. Bez "rynku", bez pieniądza, nawet bez barteru.
    Można było gonić zwierzaka z gołymi rękami - zużywając do tego pewną ilość czasu, wysiłku, talentu.
    Ale można było (uprzednio) zużyć trochę tego czasu, wysiłku i talentu na wykonanie dzidy.
    Na (każde wielokrotne) upolowanie - (po inwestycji) zużywając mniej - czasu, wysiłku, talentu.
    Pierwsze narzędzie - było pierwszą ludzką inwestycją.
    Inwestycja - ma atrybut - celowości.
    Oszczędność - niekoniecznie - oszczędzać można "na wszelki wypadek".
    O inwestycji - na wszelki wypadek - nie słyszałem.
    Wał przeciwpowodziowy - stawiamy na wypadek powodzi - a nie na wszelki wypadek.

    Moim zdaniem - tych pojęć nie wolno pomieszać - zwłaszcza na początku systematyki. Niezależnie od tego - ile ton papieru zużyto na utwierdzenie nas w przekonaniu - że to równoznaczność.
  • @imran 20:57:15 - tu racja:
    "To zależy od subiektywnej oceny tego inwestującego."

    (((UT pisze, że wszystko jest inwestycją. Ja bym raczej to uściślił, że wszystko, czy prawie wszystko (w sensie efektów ludzkiego działania) może być inwestycją. To zależy od subiektywnej oceny tego inwestującego.)))

    Właśnie chodzi o element celowości (motywacji) - dla wykonania czegoś ponad potrzeby biologicznej egzystencji.

    Oszczędność - to niezużycie (nieskonsumowanie) czegoś - co nam zużyć wolno.

    Inwestycja - to celowe wykonanie (w sensie uogólnionym) narzędzia.

    Są możliwe - inwestycje bez oszczędności.
    Są możliwe oszczędności - nie będące inwestycjami - (lecz odłożoną w czasie konsumpcją)

    Jeśli te "subtelności" zignorujemy - to dlasze wnioskowanie na takich aksjomatach - będzie obarczone błędem logicznym. Będzie fałszywe.
  • @BTadeusz 10:34:21
    Zgadza się. Idziemy w tym samym kierunku. Napiszę po południu jak będę przy kompie
  • @imran @BTadeusz
    :) Ile to potrzeba wysiłku żeby się przez klawiatury zrozumieć - a twarzą w twarz pewnie zajęłoby to nam parę minut :)

    Dodam tylko, że moim zdaniem warto sprawę postawić tak, (łącząc te pojęcia z pieniędzmi):
    - oszczędzanie - to NIE wydawanie pieniędzy, to odkładanie, zbieranie, gromadzenie pieniędzy.
    - inwestycja - to wydawanie pieniędzy dzisiaj po to, aby w przyszłości się to zwróciło (abyśmy w przyszłości wydawali mniej, czyli zarobili na tym)


    Jest to popularne dziś oszustwo marketingowe (zakłamanie) - że w reklamach wprowadza się ludzi w błąd sugerując, że można coś: "kupić i zaoszczędź tym samym"
    (save money by spending more!!!)

    A to jest kłamstwo, które połowicznie obnaża inna reklama "albo oszczędzamy naprawdę albo nam się wydaje" :)

    Jeśli kupujemy czegoś więcej - dlatego że jest taniej w większym opakowaniu czy w większej ilości - to oczywiście nie oszczędzamy - tylko wydajemy pieniądze - i wówczas możemy powiedzieć, że INWESTUJEMY - ale na pewno nie oszczędzamy - tylko wydajemy pieniądze.
  • @Freedom 11:55:29
    Hmmm... - inwestujemy?
    No, chyba, że inwestycję o ujemnym wskaźniku efektywności też nazwiemy inwestycją.

    Inwestuje w naszą naiwność - sprzedawca tego "ekonomicznego" opakowania - licząc na naszą zbyteczną konsumpcję.
    I czesto inwestuje skutecznie - jego wskaźnik efektywności - (na ogół) jest dodatni.

    Jest z tym "inwestowaniem" pewien problem. (z oszczędzaniem - również).
    Tym problemem jest RYZYKO, któe też - aż się prosi - by je wprowadzić do JAWNYCH I POWSZECHNIE ZROZUMIAŁYCH - aksjomatów.
  • @imran
    > Zaczynam więc mój blog od określenia tego,
    > co ja rozumiem pod pewnymi terminami

    Tu jest pierwszy błąd. Język bowiem to jest sprawa wspólna, a nie indywidualna. Dla dobra wspólnego należy tłumaczyć, jakie jest prawidłowe znaczenie (rozumienie) terminu, a nie, "co ja rozumiem" pod jakimś terminem tak, abyśmy mogli porozumiewać się jednym wspólnym językiem.

    > Żeby zastanawiać się nad tym, co wynika z ludzkiego działania,
    > niezbędne jest przyjęcie pewnych aksjomatów. [...]
    > Musimy więc przyjąć, że każde celowe działanie
    > człowieka jest powodowane chęcią zmiany swojej sytuacji.

    Na aksjomatach buduje się idealne koncepcje, które fałszują rzeczywistość. Przyjmując je za prawdziwe, oszukujemy samych siebie i innych. Każda ideologia, czy to komunistyczna, czy to liberalistyczna, jest taką utopijną koncepcją oderwaną od rzeczywistości. Hegel, na przykład, przyjął na wejściu aksjomat, że byt składa się z bytu i niebytu, inni to podchwycili, dołożyli swoje aksjomaty i na wyjściu uzyskaliśmy kilkaset milionów zabitych ludzi, w tym polskie elity.

    Tylko rzeczywistość jest prawdziwa, od niej trzeba wychodzić (nie od aksjomatów) i jej trzeba się trzymać. Nasze pojmowanie powinno być zgodne z rzeczywistością, a język (zbiór umownych znaków) powinien dobrze oznaczać, o jakie pojęcia nam chodzi. Wtedy mamy prawdę w myślach i w języku.
  • @Poruszyciel 18:47:35
    Nie bardzo rozumiem w czym jest ten błąd.
    Jeżeli różni ludzie uważają, że prawidłowe znaczenie jest takie a nie inne, przy czym każdy uważa za to prawidłowe znaczenie coś innego, a następnie dyskutują mówiąc każdy o czym innym (mimo że używają tego samego słowa), to chyba pierwszym krokiem powinno być wyartykułowanie tego, co dany osobnik uważa za znaczenie prawidłowe.

    "co ja rozumiem" jest równoznaczne z "co ja uważam za prawidłowe".

    Jeżeli inni wyjaśnią konkretnie, co z kolei oni rozumieją, to dopiero wtedy można zacząć ustalanie wspólnego języka.

    Aksjomaty o których piszę, są właśnie oparte na obserwacji rzeczywistości.
    Zgoda, że nasze pojmowanie powinno być zgodne z rzeczywistością.
    Ale skąd wiesz, że twierdzenie iż np. człowiek nie może przestawić się na picie słonej wody jest prawdziwe.
    Co byś powiedział, gdyby nasi umiłowani przywódcy stwierdzili, że całą słodką wodę można będzie w przyszłości używać do celów przemysłowych, a ludzi trzeba przestawić na picie wody z Bałtyku.
    Zaczęliby dolewać coraz większe ilości soli do wody pitnej. Choroby i mdłości występujące u obywateli tłumaczyliby tym, że ludzie nie stosują się do zaleceń i "podpijają" deszczówkę, która jest szkodliwa, albo też, że popełniony został błąd w dawkowaniu soli i teraz trzeba zacząć od nowa lepszy, skuteczniejszy system dawkowania...

    Chcąc udowodnić, że ten system prowadzi do zagłady mógłbyś eksperymentalnie wykazać wpływ poszczególnych komórek na działanie soli. Można łatwo udowodnić na bazie eksperymentu, jakie jest absolutnie maksymalne stężenie soli którego pewne organy nie będą w stanie tolerować.

    A co, gdyby zrobienie takich eksperymentów nie było możliwe?

    Jak byś to wykazał?
    A może rzeczywiście istnieje taki sposób dawkowanie w wyniku którego możemy się przestawić na słoną wodę?


    Niestety w dziedzinie ekonomii jesteśmy właśnie w takiej sytuacji.
    Nie można zrobić eksperymentu, ani obserwować rzeczywistości i na tej podstawie udowodnić słuszność danej koncepcji.

    Ludzie, ekonomiści tak postępujący są oszustami.
    Przeprowadzając prawdziwą obserwację, że wykreowanie X jednostek pieniądza spowodowało wzrost gospodarczy o Y% nie uprawnia do stwierdzenia jakiejkolwiek zależności pomiędzy tymi czynnikami.
    Wprowadzając pewien czynnik w danych okolicznościach można zaobserwować efekt X, a wprowadzając go w innych okolicznościach efekt przeciwny.
    Pozytywny efekt może w skutkach długofalowych przynieść katastrofę. Jednakże nigdy nie będziemy, na podstawie obserwacji rzeczywistości, w stanie stwierdzić, że ta katastrofa została wywołana przez ten efekt, czy przez jego kombinację z innymi, czy też przez coś zupełnie niezależnego.

    Nie ma absolutnie możliwości wyizolowania eksperymentalnego, działania tego konkretnego czynnika ceteris paribus.



    Jesteśmy skazani jedynie na opieranie się na logicznej analizie teoretycznej.
    Możemy jedynie robić pewne założenia na podstawie obserwacji rzeczywistości, a ściślej natury działania człowieka i na ich podstawie wywodzić słuszność danych teorii.
    Weryfikować te teorie można na podstawie tego jak wyjaśniają one pewne zjawiska obserwowane w rzeczywistości.

    Jest chyba rozsądne przyjmować za podstawę budowy systemu gospodarczego te teorie, które dobrze wyjaśniają rzeczywistość, są logiczne oraz opierają się na założeniach (jeżeli to słowo aksjomat jest tak kontrowersyjne) które nie budzą wątpliwości. Jeżeli nie można znaleźć przykładu podważającego dane założenie, to można je uznać za dobrą podstawę do budowy teorii.
  • @BTadeusz 10:34:21
    Panie Tadeuszu, spróbuję napisać następny post na ten właśnie temat i tam przeniesiemy dyskusje, bo takie przewijanie wszystkich komentarzy jest chyba dość niewygodne.
  • @imran 23:22:51
    OK.
    -:)))))))))))))
    Pozdrawiam.-:)
    Obiecuję krytykę KONSTRUKTYWNĄ. Wyłącznie.
    Mam wrażenie, że zaczynamy (po raz pierwszy) - mówić merytorycznie.
    Nawet czołowi "dyletanci" ulegli tej merytorytrości.
    Drążmy tę skałe.-:)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY