Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
76 postów 2944 komentarze

Czy wskaźnik PKB ma jakikolwiek sens?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Proponuję oderwanie się na kilka minut od tego co się dzieje na Ukrainie i zastanowienie nad kwestią liczenia wzrostu produkcji towarów i usług. Stawiam tezę, że jej wyliczenie jest po prostu niemożliwe.

 

 

 

 

W ubiegłym roku wzrost gospodarczy w Polsce wyniósł 3,3%!!!

 

Czy ktoś z Państwa zastanawiał się kiedyś nad tym, co właściwie oznacza ten wskaźnik?

Wzrost gospodarczy czyli wzrost PKB oznacza, że wzrosła ilość wyprodukowanych dóbr i usług w stosunku do roku poprzedniego. 

 

Czy rzeczywiście ilość wyprodukowanych dóbr i usług wzrosła o 3,3%? 

 

Otóż stawiam tezę, że wyliczenia GUS-u mają mniej więcej taką wartość poznawczą jak gdybyśmy poszli do bacy który pilnuje łowiecek i zapytali;

 

  • Baco, a jaki według was mamy wzrost PKB?

 

A baca by poślinił palec, wystawił na wiatr i odpowiedział;

 

  • Wicie panocku mnie się tak widzi, że jak nic produkcja wzrosła o 6,4%

 

I niniejszym postaram się tę tezę udowodnić. 

 

W jaki sposób można obliczyć wzrost produkcji?

 

Jeżeli w jednym roku sprzedano 1 mln ton jabłek, a w roku następnym 1,1 mln ton jabłek, to wzrost produkcji jabłek wyniósł 10%.

 

To jest jasne. 

 

Ale jak obliczyć średni wzrost milionów rodzajów, różnych towarów i usług?

Pomijając trudności techniczne prześledzenia zmian cen tego ogromu dóbr mamy problem o wiele poważniejszy.

Niewiele jest produktów takich jak jabłka, które co roku są takie same. 

Większość produktów ciągle się zmienia, powstają nowe modele, wzrasta jakość i użyteczność.

Wyobraźmy sobie, że w jednym roku sprzedano 1 mln iPhone4 a w następnym 1 mln iPhone5. 

Sprzedaż wzrosła, czy pozostała bez zmian?

A jeżeli wzrosła to o ile? 

 

Oczywiście nie moglibyśmy pominąć kwestii zmian jakościowych, bo inaczej trzeba by porównać ilość koni z XVII w. z obecnymi samochodami. I wyszło by, że wzrost PKB per capita nie był w tym okresie aż tak duży. 

 

A powstają również produkty i usługi, których wcześniej w ogóle nie było. Jak je uwzględnić w liczeniu średniej ważonej? 

Ekonomiści błyskotliwie rozwiązali te problemy porównując, nie wyprodukowane ilości, lecz sumy pieniędzy, które ludzie na te produkty wydali. 

Można przecież dokładnie obliczyć ile wydatków ludzie ponieśli na zakupione dobra i usługi w pierwszym oraz następnym roku  i porównać te wielkości. 

 

Ale czy rzeczywiście jest to tak doskonały i precyzyjny sposób?

 

Po pierwsze obliczyć tą metodą można jedynie wzrost sprzedaży tych dóbr, których sprzedaż jest w jakikolwiek sposób rejestrowana. 

Cała ogromna produkcja i sprzedaż w szarej i czarnej strefie nie może być wzięta pod uwagę. A ta produkcja stanowi sporą część gospodarki i jej zmiany mogą znacznie zmienić dane o całkowitej produkcji. 

 

Po drugie należy wziąć pod uwagę zmiany cen. Wydatki ogólne mogły wzrosnąć dlatego, że zmieniły się ceny a nie tylko ilości wytwarzanych dóbr. 

Tak więc, informacje o wzroście ogólnych wydatków trzeba skorygować o wskaźnik zmiany cen - tzw. deflator. 

I tutaj wracamy do tego samego nierozwiązywalnego problemu, który mieliśmy myśląc o obliczeniu procentowego wzrostu ilości poszczególnych produktów i uśrednienia go.

 

W jaki sposób wyliczyć średni wzrost cen (spadek wartości pieniądza)?

 

Znowu w przypadku produktów takich samych, tej samej jakości … nie ma problemu. Cenę jabłek sprzed roku porównujemy z obecną. Ale co z ceną komputera sprzed roku z 30% słabszym procesorem w porównaniu do ceny obecnego?

Jak porównać ceny telefonów analogowych wychodzących z produkcji z ceną smartfonów?

Jak uwzględnić produkty czy usługi których rok wcześniej w ogóle nie było?

 

Mamy więc dwa czynniki mające ogromny wpływ na wynik końcowy, które trzeba przyjąć całkowicie arbitralnie;

  • koszyk dóbr, które będą brane pod uwagę
  • współczynnik wzrostu jakości/użyteczności

 

Nie może więc dziwić, że inflacja podana przez GUS ma się nijak do inflacji odczuwanej przez każdego z nas. 

GUS może podać inflację 2% a jakiś niezależny ośrodek stosując inny koszyk dóbr (jego zdaniem właściwszy) oraz inne metody liczenia, może podać inflację 7%. 

W USA istnieją niezależne ośrodki badające inflację i według nich oficjalne dane są fikcją a rzeczywista inflacja liczona właściwymi metodami jest dwucyfrowa. Inflacja liczona oficjalnymi metodami z lat 80-tych daje kilkukrotnie wyższe wyniki. 

Trudno powiedzieć, kto ma rację, ale jedno jest pewne; wybór metody badawczej oraz przyjęcie takich a nie innych współczynników może zaważyć na końcowym wyniku dając znaczne - nawet o kilkanaście punktów procentowych odchylenie. 

A jednoznacznie, obiektywnie słusznej metody nie ma. Każda będzie nacechowana arbitralnym, subiektywnym wyborem. 

Jest oczywistym, że ośrodki rządowe są żywo zainteresowane zaniżaniem, a nie zawyżaniem danych o inflacji. 

Przecież od tego zależą wydatki budżetowe (np. waloryzacja płac, emerytur…), od tego zależy możliwość zwiększania ilości pieniądza (utrzymanie celu inflacyjnego), od tego zależy możliwość sprzedaży obligacji przy niższym oprocentowaniu (a niższe oprocentowanie jest niezbędne, bo oznacza wyższą wycenę obligacji stanowiących zabezpieczenie różnych transakcji w systemie bankowym i finansowym a od tego zależy stabilność „domku z kart”).

 

 

Podsumujmy więc wszystkie czynniki mające wpływ na końcowy wynik wyliczonego (z chirurgiczną precyzją)  wzrostu produkcji. 

 

1) nieznany i absolutnie nie do oszacowania wpływ zmian produkcji w szarej strefie. To może zapewne dać przekłamanie do kilku procent.

 

2) przyjęty współczynnik zmiany wartości pieniądza, który może dać przekłamanie nawet dwucyfrowe, zależny od kilku zupełnie arbitralnie przyjmowanych czynników jak;

  • wybrany koszyk dóbr
  • wybrana metoda liczenia
  • przyjęty wskaźnik wzrostu jakości dóbr
  • uwzględnienie bądź nie, powstawania zupełnie nowych dóbr i usług

 

 

Tak więc wyliczenie procentowego wzrostu ilości wytworzonych i sprzedanych dóbr i usług zawsze będzie czymś w rodzaju poślinienia palca przez naszego bacę i strzelenia jakiejś wartości w przedziale plus minus 10%. 

 

Ale nawet nie w tym rzecz, że te niby bardzo precyzyjne, do drugiego miejsca po przecinku, wyliczenia zawsze będą obarczone astronomicznym błędem, ze względu na czysto arbitralnie przyjmowane dane wejściowe. 

Podstawowa prawda jest taka, że coś takiego jak obiektywnie oszacowany wzrost ogólnej ilości wytworzonych towarów i usług nie istnieje nawet czysto teoretycznie. 

 

Jeżeli weźmiemy pod uwagę jakiś dowolny towar, oczywiście jest teoretycznie możliwe obliczenie wzrostu jego produkcji. Różni ludzie mogą inaczej to próbować liczyć, mogą robić błędy, mylić się, podawać różne dane… ale obiektywnie istnieje jakaś liczba wyrażająca ten wzrost. O jakąś wartość jego produkcja musiała wzrosnąć. 

 

Zupełnie inaczej jest w przypadku wzrostu ogólnego poziomu produkcji. 

Coś takiego jak określona obiektywnie ilość dodatkowo wytworzonych dóbr i usług nie istnieje. Bo każdy człowiek inaczej szacuje wzrost użyteczności różnych nowych modeli, typów i zupełnie nowych, nieznanych wcześniej produktów, zaspokajających nieznane wcześniej potrzeby ludzi.

A ten całkowicie subiektywny parametr trzeba uwzględnić oceniając wzrost PKB.

Dla mnie fakt wyprodukowania w jednym roku 1 mln iPhone4 a w następnym tyle samo iPhone5 nie stanowi specjalnego wzrostu produkcji, bo nie widzę między nimi specjalnej różnicy. A są ludzie, którzy są gotowi zapłacić 50% więcej za nowy model. Dla każdego subiektywne odczucie wzrostu produkcji będzie inne.

 

 

Czy wszystko powyższe oznacza iż taki wyliczony wskaźnik PKB nie ma żadnego sensu?

Wydaje się, że ma pewną wartość porównawczą. 

Jeżeli wzrost PKB w dwóch państwach liczony tymi samymi metodami wyniósł np. 1% w pierwszym, a 7% w drugim, to możemy z całą pewnością stwierdzić, że ten pierwszy rozwija się znacznie wolniej niż drugi. 

 

Jeżeli np. w Polsce wzrost wynosi 3,3% a w Niemczech - 0,5%, to jedynym co możemy stwierdzić jest to, że Polska rozwija się prawdopodobnie nieco szybciej od Niemiec. I to wszystko.

 

Jednak jeżeli chodzi o określenie tego w jakim stanie jest gospodarka, jak szybko się rozwija to istnieje jeszcze jedna wątpliwość dotycząca wskaźnika PKB. 

Mianowicie dlaczego uwzględniać wzrost produkcji jedynie dóbr końcowych (konsumpcyjnych), a nie wzrost produkcji na wszelkich etapach pośrednich? 

Rozwój gospodarczy rozpoczyna się właśnie na tych etapach, dopiero później jego efektem jest wzrost produkcji na etapach końcowych - tworzących dobra konsumpcyjne. 

 

Kolejnym problemem jest użycie tego wskaźnika do określenia wzrostu poziomu bogactwa.

Zwróćmy uwagę, że ponad połowa wydatków jest dokonywana w naszym imieniu przez urzędników państwowych. 

Oni decydują o budowie np. nowego wiaduktu czy stadionu, a również o dofinansowaniu, na różnych etapach produkcji, takich czy innych przedsięwzięć - co powoduje zmiany cen wyrobów gotowych a tym samym zmiany w popycie na nie. 

 

Być może jakaś część tych wydatków jest trafiona - to znaczy gdyby ci urzędnicy zamiast zbierać pieniądze w podatkach spróbowali owe dobra czy usługi sprzedać na wolnym rynku to by je sprzedali, ale z pewnością duża część nie zostałaby dobrowolnie nabyta. 

 

Skoro więc całe te wydatki dokonywane przez budżet są wliczane do PKB, to czy ich część nietrafiona (ta której ludzie faktycznie nie potrzebują a korzystają tylko dlatego, że pod przymusem za nią zapłacili) może być uznana jako wzrost bogactwa? 

W części może tak, ale w jakiej? Na to nie ma odpowiedzi. 

Skrajny przykład; jeżeli rząd sfinansuje budowę drogi, którą następnie trzeba będzie zbudować od nowa, bo została źle wykonana, to wszelkie koszty z tym związane wejdą we wzrost PKB. 

A czy to jest wzrost bogactwa?

 

A czy w ogóle musi rosnąć ilość wytworzonych dóbr rok do roku, żeby rosło bogactwo kraju? 

Zauważmy, że tylko niewielka ilość dóbr konsumpcyjnych to dobra szybko-rotujące, a więc takie, których konsumpcja trwa krótki okres. 

Większość dóbr jest konsumowana latami albo dziesiątkami lat. 

Np. wybudowany dom jest konsumowany (używany) przez ponad 50 lat. 

Czy aby rosła ilość domów w danym kraju musi rok w rok wzrastać ich produkcja? 

Jeżeli co roku będzie wytwarzanych 1000 domów (a więc wzrost produkcji zerowy), a tylko 200 będzie wyburzanych, to corocznie bogactwo będzie rosło o 800 domów.

 

Wzrost produkcji nie jest żadnym miernikiem wzrostu ilości dostępnych dóbr. 

 

Natomiast w obecnym systemie ciągły wzrost produkcji jest potrzebny do tego, aby ciągle zwiększać ilość kreowanych pieniędzy bez konsekwencji w postaci widocznego wzrostu cen. 

Część z tej kreacji to czysty zysk darmozjadów mających na nią monopol, a pozostała część idzie na pobudzanie produkcji i konsumpcji do granic możliwości. A pobudzona produkcja pozwala na dalsze zwiększanie kreacji i tak dalej. 

To wcale nie służy wzrostowi realnego bogactwa rozumianego jako możliwości zaspokajania i rozwijania naturalnych potrzeb ludzi, a granicą tego błędnego koła jest ilość dostępnych zabezpieczeń dla udzielanych kredytów. Zadłużenie tak ludzi jak instytucji jest coraz większe, zabezpieczeń coraz mniej a stosowanie fikcyjnych zabezpieczeń bezwartościowymi derywatami czy obligacjami rządowymi albo udzielanie kredytów bez zabezpieczeń tylko zwiększa ryzyko wielkiego krachu. 

Ten system wpada w coraz większą fikcję której wyrazem są manipulacje właśnie wskaźnikami inflacji, PKB, ratingami, kursami … 

 

KOMENTARZE

  • Autor
    Oczywiscie ze PKB nie ma bezposredniego przelozenia na sytuacje kraju.
    Sa raje podatkowe charakteryzujace sie duzymi przeplywami kapitalu i prawdopodobnie wykazujace duze PKB.Sa kolonie gdzie zyski zasilaja centrum albo szeikanaty gdzie prawie caly zysk skupiony jest w jednym osrodku.
    Metody statystystyczne maja to do siebie ze w zaleznosci od pozadanego wyniku koncowego tak manipuluje sie danymi wejsciowymi aby ostatecznie uzyskac satysfakcjonujacy wynik.
  • Wskaznik PKB nie ma zadnego sensu i sluzy tylko propagandzie sukcesu.
    Moge pojsc do fryzjera i ostrzyc sie za $10.PKB rosnie o $10 ale moj prywatny PKB zmniejsza sie o $10.Moge tez kazac ostrzyc sie zonie.PKB nie rosnie ale w mojej kieszeni pozostaje $10 choc moj prywatny PKB nie rosnie.Jaki to wszystko ma sens?Zaden.
  • @staszek kieliszek 20:06:20
    Jest jeszcze ciekawiej.
    Jeśli nad krajem przejdzie kataklizm wyrywając drzewa, niszcząc samochody, zrywając dachy, to PKB wzrośnie w wyniku poczynionych napraw.
    Jeśli ktoś jedzie samochodem i się rozbije trafiając na leczenie do szpitala, to PKB wzrośnie, bo trzeba zapłacić za leczenie, za naprawę samochodu, pomoc drogową, prawnika itp.

    To jest szaleństwo.
  • @staszek kieliszek 20:06:20
    Moim zdaniem jeżeli poszedłeś do fryzjera, to on wytworzył PKB a ten fakt został odnotowany ponieważ zaksięgował twoją wpłatę i zgłosił to do urzędu.
    Jeżeli ostrzygła Cię żona, to również wzrosła ilość wytworzonych towarów i usług, ale nie zostało to odnotowane więc oficjalny wskaźnik PKB nie wzrósł.
    Ale gdyby wszyscy obywatele postanowili być nadgorliwi i zaczęli takie fakty zgłaszać; np. poszedłbyś do Urzędu Skarbowego i zgłosił chęć zapłacenia podatku od przychodu uzyskanego w wyniku otrzymania darmowej usługi od żony, a za Tobą udałyby się do Urzędu miliony sumiennych i uczciwych obywateli zgłaszających wszelkie usługi wykonywane sobie nawzajem bez zapłaty, to nagle odnotowano by ogromny wzrost PKB.
    Pomimo, że faktycznie ilość wytwarzanych towarów i usług byłaby dokładnie taka sama jak wcześniej.
  • @staszek kieliszek 20:06:20
    Ale dokładnie ten sam paradoks nastąpi jeżeli fryzjer weźmie kasę i nie zaksięguje jej i nie zapłaci od tego podatku. Wtedy również oficjalny PKB ani drgnie.
  • @AlexSailor 20:38:42
    No i czy rządzący nie widzą tego oczywistego faktu, że wzrost PKB i wzrost bogactwa/dobrotytu ludzi to dwie rzeczy bardzo luźno ze sobą związane, a czasami nawet sprzeczne, czy też zdają sobie z tego sprawę ale z jakichś przyczyn omijają to szerokim łukiem i kierują wszelką energię i środki na wzrost PKB a nie na wzrost dobrobytu?
    Może po prostu to jest łatwiejsze.
    I do stymulowania wzrostu można wykorzystać matematyczne równania a do dobrobyt ludzi jest z natury niepoliczalny, bo subiektywnie przez ludzi odczuwalny?
  • @imran 21:08:21
    "Wydaje się, że ma pewną wartość porównawczą.

    Jeżeli wzrost PKB w dwóch państwach liczony tymi samymi metodami wyniósł np. 1% w pierwszym, a 7% w drugim, to możemy z całą pewnością stwierdzić, że ten pierwszy rozwija się znacznie wolniej niż drugi. "

    Poruszył Pan ważny temat, ale trochę Pan "przynudził" i też troszeczkę uległ Pan propagandzie na co wskazuje powyższy cytat.
    To , że zmienne przyspieszenie ścigającego w danym momencie jest większe, nie oznacza, że maleje różnica predkości między ścigającym , a ściganym. Więc aby wiedzieć , który kraj szybciej się rozwija
    trzeba znać różnice szybkości , a nie różnice we wzroście szybkości i to jeszcze wyrażoną względnie (%).
    Poza tym rządy nie skupiają się na PKB , tylko na swoich geszeftach, a PKB , to taka szybka, która sprawia , że patrząc przez nią można zobaczyć czarne , jako białe.itp.
    Przykład: leży kamieni kupa, patrzysz przez PKB - widzisz pałac z wieżyczką i ogrodem w stylu francuskim.
  • @Mariusz G. 10:43:36
    Nie za bardzo rozumiem.
    Przyjmuje Pan, że kraj w którym produkcja nie wzrasta w ogóle również się rozwija?
    To chyba zależy od tego jak zdefiniujemy to słowo "rozwój".

    Przyjęło się nazywać rozwojem wzrost produkcji rok do roku a nie wzrost bogactwa czy dobrobytu.
    I tak ja to ująłem.

    Jeżeli w jednym kraju produkcja wzrasta o stałą wartość 1% a w drugim o stałą wartość 7% to ten drugi rozwija się w wyższym tempie.
    I gdyby tak było zawsze, to teoretycznie kiedyś go "dogoni" ale tylko jeżeli chodzi o wielkość produkcji.

    Natomiast kwestia wzrostu bogactwa jest zupełnie odrębna od wzrostu produkcji.

    Załóżmy, że roczne PKB per capita Niemiec wynosi 10tys Euro a Bangladeszu 1000Eu.
    I Niemcy rozwijają się w tempie 10% a Bangladesz 1%.
    I Niemcy mają bogactwo pół miliona na głowę a Bangladesz zero.

    Czy bogactwo Bangladeszu może przewyższyć kiedyś Niemieckie bez zmiany tych parametrów wzrostu produkcji?

    Uważam, że może - czysto teoretycznie.

    Załóżmy, że mieszkańcy Bangladeszu co roku przeznaczają z tego tysiąca 800Eu na trafione inwestycje albo na trwałe środki polepszające ich standard życia - np. domy, samochody, coraz wartościowsze przedmioty domowego użytku itd...
    A Niemcy tylko 100 Euro na te wszystkie rzeczy a pozostałe 900 plus 10% od 10tys euro co roku na picie piwa i jedzenie golonki oraz na kompletnie nietrafione inwestycje rządowe np. walkę z klimatem i ptasią grypą.

    Każdy mieszkaniec Bangladeszu co roku będzie powiększał swoje bogactwo w formie materialnej (ale nie tylko bo np. wiedza to też inwestycja) o równowartość 12X700=8400Eu więcej niż Niemiec.

    Czyli po 100 latach będzie o 840 tys euro do przodu w stosunku do Niemca.

    Przeciętny Niemiec miał na początku majątek o pół miliona większy niż mieszkaniec Bangladeszu i został prześcignięty już po 100 latach ;) przez kraj rozwijający się w tempie o 9 procent niższym i z początkowym bogactwem nieporównywalnie niższym - o pół miliona na głowę.

    Dlatego właśnie twierdzę, że tempo rozwoju (wzrostu produkcji rok do roku), nawet gdyby było to coś realnego i możliwego do oszacowania ma się nijak do wzrostu bogactwa czy dobrobytu.


    Natomiast co do przynudzania, to zdaję sobie sprawę, że dla kogoś, kto rozumie bezsens prób dokładnego, czy nawet szacunkowego obliczania PKB jest to przynudzanie; rozwodzenie się nad oczywistościami.
    Natomiast jest ogromna ilość ludzi, którzy święcie wierzą w to, że np. polityka monetarna państwa powinna polegać na zwiększaniu ilości pieniądza dokładnie o tyle o ile wzrosła produkcja w danym roku.
    A więc, jak rozumiem, uważają, że wzrost produkcji jest to nie tylko jakiś realny byt, ale do tego możliwy do dokładnego wyliczenia.
    Więc trochę przynudzam żeby im to wytłumaczyć, żeby to do nich dotarło.
  • @imran 19:24:48
    Co do zarzutu przynudzania nie będę się upierał. Natomiast , co do reszty - spróbuję.
    Swój przykład ze wzrostem bogactwa trochę za mocno Pan steoretyzował, gdyż nie da się zwiększać produkcji golonki i piwa bez rozbudowy szeroko rozumianego zaplecza. Wie Pan , jak w starym wierszyku: "ale gdzie by co uszył, gdyby nie miał mieszkania"
    Ale wróćmy do przykładu w oparciu o notkę: Niemcy z produkcją 20 tys samochodów i wzrostem tej produkcji o 1 % i Bangladesz z produkcją 1000 samochodów i wzrostem o 7procent. w pierwszym roku Niemcy produkują o 19tys samochodów więcej, ale w drugim już o 19130 samochodów. Trudno więc powiedzieć , że Bangladesz rozwija się szybciej, bo nie tylko nie zbliżył sie wielkością produkcji, ale wręcz się oddalił.
    Generalnie nie zmienia to nic jeśli chodzi o wymowę Pana postu, ale diabeł tkwi w szczegółach, a mnie ten szczegół szczególnie razi od kiedy w TV usłyszałem , że Polska po raz pierwszy w jakiejś tam przestrzeni czasowej goni Niemcy ( bo wzrost PKB jest u nas większy).
    Jakie goni, po prostu Niemcy mniej dynamicznie sie oddalają.
    Oczywiście przy założeniu , że ten wskaźnik o czymkolwiek świadczy, bo nie wykluczone, że niemiecki PKB wzrósł o Mercedesa za 50tys. Euro, a nasz o 20 tys szkoleń asertywności dla pracowników sfery budżetowej za 200 tys. Euro.
  • @Mariusz G. 19:55:03
    W drugim roku ma Pan rację.
    W trzecim, czwartym itd. również.

    Ale już w pięćdziesiątym trzecim roku (sprawdziłem w excelu) ich produkcja się zrówna i wyniesie ok 33,5 tys.

    A po 80 latach produkcja Bangladeszu przewyższy niemiecką ponad czterokrotnie.

    Po stu latach Bangladesz będzie produkował 810 tys a Niemcy 53 tys.
  • @Mariusz G. 19:55:03
    Przy okazji zauważyłem jeszcze jedną ciekawą rzecz.

    Przyjęliśmy rozwój tych krajów 1 i 7 procent.
    Ale gdyby się okazało, że statystycy przyjęli nieco inny wskaźnik inflacji i przekłamali tylko o 1% w dół tak w jednym jak i w drugim przypadku, to zrównanie ich produkcji nastąpiłoby już po 15 a nie 53 latach.

    Więc tym bardziej widać, że za jego pomocą nawet przybliżonych porównywań ilościowych nie da się dokonywać.

    Można powiedzieć tylko " rozwija się szybciej" ale obliczanie po ilu latach dogoni nie wchodzi w grę.
  • @imran 21:08:10
    Wydaje mi się (bo zupełnie się na tym nie znam ), że PKB ma sens w jakichś wewnętrznych regulacjach ( kwestia ustalania stóp, deficytu itp. ) natomiast zupełnie nie ma sensu porównywanie PKB( a zwłaszcza jego względnego wzrostu) między państwami, to już służy wyłącznie manipulowaniu opinią publiczną. A mnie skojarzyło się właśnie z pytaniem , które w dzieciństwie zadawałem ojcu: " Tato, a kto jest lepszy : skoczek wzwyż, czy skoczek w dal?"
  • @Mariusz G. 21:29:00
    Do tego służy PSN (parytet siły nabywczej), najlepszym instrumentem porównania jest ten "per capita".

    Choć osobiście wolałbym, by zamiast zatrudniania szeregu niezbędnych dla biurokracji, a niczego nie produkujących ekonomistów, pracujących w GUS, ministerstwach wszelakich i urzędach skarbowych z naszych podatków, zapisać w konstytucji raz a dobrze nakaz corocznej waloryzacji wynagrodzeń o stopę inflacji.

    Wówczas nie byłoby tak jak teraz, że raz górnicy, innym razem niepełnosprawni, a jeszcze innym razem jakaś inna pechowa grupa zawodowa, pozbawiona własnego lobby, pali gumy z powodu braku waloryzacji wynagrodzeń od 12-13 lat, a i tak się zdarza.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY