Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
76 postów 2944 komentarze

System rezerwy 100%

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

O wyższości rezerwy 100% nad rezerwą cząstkową.

 

 

 

 

 

 

 

 Koncepcja bankowości z rezerwą 100% jest często zupełnie nieprawidłowo rozumiana. Niektórzy mówią; taki system jest niedorzeczny, bo z czego banki udzielałyby kredyty jeżeli musiałyby 100% środków utrzymywać w gotówce, czy w postaci elektronicznej na rachunku w Banku Centralnym?

Jest to kompletne niezrozumienie zagadnienia. Rezerwa 100% nie dotyczy środków, które bank pożycza na określony okres od ludzi. Jeżeli ktoś posiada np. 1000 zł wolnych środków, których nie musi wydać na bieżącą konsumpcję  (czyli oszczędności) i przewiduje, że np. przez najbliższy rok nie będzie ich musiał wydać, to może je pożyczyć bankowi na rok - bez możliwości wypłaty. Wtedy bank może użyć tych środków udzielając nimi pożyczki. 

Natomiast jeżeli ktoś potrzebuje tego 1000 zł ale nie wie dokładnie kiedy go wyda to składa je w banku jako depozyt avista. Nie pożycza ich, bo są mu potrzebne. To nie są oszczędności - to są pieniądze na bieżącą konsumpcję. 

I od tych właśnie pieniędzy bank musiałby utrzymywać rezerwę 100 %. Czyli oczywiście nie mógłby nimi udzielać pożyczek. 

Można zapytać; na czym więc banki miałyby zarabiać, po co miałyby przyjmować te depozyty? Po pierwsze pobierałyby opłaty za przechowywanie tych środków, po drugie tak jak obecnie, opłaty za dokonywanie transakcji w imieniu klienta. Natomiast procent zarabiałyby tylko na oszczędnościach pożyczonych im przez ludzi na określony okres - różnicy pomiędzy opłatą płaconą oszczędzającemu a opłatą płaconą przez pożyczkobiorcę. 

 

Następną kwestią jest to, na jaki okres można udzielić pożyczki. Zauważmy, że jeżeli bank te 1000 zł wykorzysta do udzielenia pożyczki na 10 lat, to po roku nie będzie miał środków aby zwrócić  klientowi, który pożyczył bankowi  owo 1000 zł (  na rok i po tym okresie chce je mieć z powrotem).  Wtedy bank musi szukać następnego klienta aby od niego pożyczyć i oddać temu pierwszemu. Czyli rolowanie długu. 

O tym mówi tzw. „Złota Reguła Bankowości”. Terminy zapadalności aktywów i pasywów muszą się zgadzać. 

Zauważmy, że wymóg rezerwy 100% jest w zasadzie szczególnym przypadkiem owej Złotej Reguły Bankowości. Bo depozyt złożony w banku czy nawet pożyczka z zastrzeżeniem, że bank zobowiązuje się te środki zwrócić w każdej chwili są tak naprawdę pożyczkami udzielonymi przez klienta bankowi na okres 0 dni. Więc zgodnie ze Złotą Regułą bank może również udzielić na 0 dni czyli faktycznie stosować rezerwę 100%.

Jednak tworząc absolutnie zdrową i uczciwą bankowość należałoby te dwie zasady oddzielić, ponieważ w przeszłości banki stosowały złotą regułę jednocześnie pożyczając środki z depozytów a więc nie stosując rezerwy 100%. 

Czy w takim systemie depozyty ludzi byłyby bezpieczne? Czy takiemu bankowi  grozi niewypłacalność?

Jedynym problemem jest niespłacenie zobowiązania w terminie przez pożyczkobiorcę. Jeżeli pożyczkobiorca nie spłaci tego 1000 po roku, to bank nie miałby z czego oddać klientowi który ma rachunek oszczędnościowy - a więc pożyczył bankowi na rok. 

Jednak to jest normalny problem każdego przedsiębiorstwa. Od tego właśnie są banki żeby oceniać ryzyko przeterminowanych lub niespłacalnych kredytów i uwzględnić to w swojej marży. Gwarantem tego aby banki nie stosowały zbyt dużych marż przerzucając wszystkie niespłacone pożyczki w koszta byłaby konkurencja banków. Bank lepiej oceniający ryzyko a więc nie udzielający zbyt dużo ryzykownych kredytów mógłby mieć niższe marże a więc wygrywałby konkurencję. Tak jak każda inna firma. Udzielenie pożyczki której klient nie może spłacić to błąd banku. Im mniej błędów tym większa możliwość wygrania z konkurencją, przyciągnięcia więcej klientów - zarówno pożyczkodawców jak i pożyczkobiorców. 

 

Dlaczego takie rozwiązanie nie ma zbyt dużej liczby zwolenników? 

Odpowiedź jest prosta; bo panuje całkowicie błędne przekonanie, że gospodarce potrzebny jest tani kredyt. Ci sami ludzie, którzy psy wieszają na obecnym systemie finansowym jednocześnie uważają, że gospodarce jest potrzebna jak największa ilość taniego kredytu. Bo drogi kredyt spowalnia gospodarkę, podwyższenie stóp procentowych odbija się od razu zmniejszeniem inwestycji upadkami firm, zatorami płatniczymi, zwolnieniami pracowników itd…

Wynika to z kompletnego niezrozumienia sytuacji. Obecnie mamy system rezerwy cząstkowej, który działa w ten sposób, że zwolnienie tempa udzielanych kredytów powoduje od razu zmniejszenie ilości pieniądza w obiegu na skutek spłacania zaciągniętych wcześniej kredytów. Dlatego w obecnym systemie każda zmiana stóp procentowych wywołuje efekt pobudzenia (bo ilość pieniądza wzrasta) lub spowolnienia (kiedy ilość pieniądza maleje).

W systemie rezerwy 100% ze Złotą Regułą Bankowości kredyt nie byłby ani drogi ani tani. Byłby zgodny z tym jaki jest na niego popyt  oraz z ilością oszczędności które ludzie chcą sprzedać. Istniała by więc rynkowa cena oszczędności a więc cena kapitału. 

W obecnym systemie rynkowa cena oszczędności nie istnieje. Ta cena jest wyznaczana przez NBP. 

Dlaczego jest tak ważne, aby istniała rynkowa cena oszczędności?

Bo oszczędności czyli kapitał są jednym z czynników produkcji. Tak samo jak praca, surowce, półprodukty z poprzedniego etapu produkcji. 

Przedsiębiorcy organizując proces produkcji muszą wybrać daną technologię produkcji oraz ustalić jakie czynniki produkcji w jakich ilościach i w jakich proporcjach zastosować. Decyzje te w zaawansowanej gospodarce nie mogą być podejmowane inaczej niż kierując się rachunkiem ekonomicznym, a do tego potrzebne są ceny poszczególnych czynników produkcji. Kapitał nie jest tu wyjątkiem.

Żeby to zobrazować wyobraźmy sobie w jaki sposób przedsiębiorca ustalałby to,  jaką technologię budowy dróg zastosować gdyby nie było rynkowych cen czynników produkcji. 

Otóż musiałby zasięgnąć rady inżynierów na temat; jaki materiał jest najlepszy i najtrwalszy dla nawierzchni takiej drogi. Załóżmy, że tym materiałem jest tytan. Jest bardzo twardy, trudno ścieralny, odpowiednio wygrawerowany miałby idealną przyczepność itd. 

Gdyby ceny czynników produkcji były ustalane tak jak obecnie ustala się cenę oszczędności a więc oprocentowanie kredytów, to wyglądałoby to tak, że pośrednicy handlu tytanem wystawialiby kwity na jego odbiór i obniżali ich ceny dopóki większość inwestorów nie zaczęłoby stosować ten materiał zamiast asfaltu. Rozpocząłby się wielki boom w budownictwie i trwałby dopóty, dopóki nie stałoby się jasne, że kwitów jest dużo ale kopalnie nie nadążą wydobywać fizycznego tytanu. Wtedy pośrednicy handlu tytanem zaczęliby w panice podwyższać jego ceny co zastopowałoby budowę większości tych dróg i boom przeszedłby w fazę krachu na rynku budowy dróg. 

Absurdalność twierdzenia, że kwity na tytan powinny być tanie, bo  ich sprzedaż wywołuje boom inwestycyjny, widać jak na dłoni. Czyż nie?

Ale to samo zjawisko występuje w przypadku każdego czynnika produkcji którego cena nie jest rynkowa, więc nie przenosi informacji o jego dostępnej ilości. I dokładnie tak jest z oszczędnościami. Ich cena, a więc oprocentowanie kredytów musi nieść informację o ilości dostępnych realnych oszczędności. Jeżeli ludzie nie są gotowi oszczędzać, a więc rezygnować z konsumpcji części wytworzonych dóbr, to ta cena musi być wysoka. Właśnie dlatego aby nie wystąpił boom inwestycyjny oparty na niewłaściwej ocenie dostępnych ilości jednego z czynników produkcji jakim są te oszczędności, bo taki boom musi prędzej czy później przerodzić się w krach i kryzys. 

I jeszcze jeden przykład z mojej działki;

Załóżmy, że przedsiębiorca chce wytworzyć w pewnym okresie milion metrów tkaniny. Wyliczył, że potrzebuje do tego 5 szt. nowych krosien. Cena za sztukę 200 tys euro  daje 1 milion euro inwestycji. Ale tą samą ilość tkaniny może wytworzyć stosując stare używane krosna w ilości 30 szt. Cena za sztukę 5 tys euro czyli 150 tys euro inwestycji. 

Ale musi też wziąć pod uwagę, ze do obsługi tych 5 szt nowych krosien potrzebuje jednego tkacza na zmianę czyli 3 osoby zatrudnione, plus 1 majstra na zmianę który jednocześnie zakłada osnowy i wykonuje inne prace pomocnicze.  Razem 9 osób. 

W przypadku krosien starych na 30 szt potrzebowałby 6 tkaczy na zmianę czyli 18 osób plus 1 majstra na zmianę czyli 3 osoby, plus 2 zmieniaczy osnów (bo osnowy są krótkie i trzeba częściej zmieniać) Razem 27 osób. 

Do tego trzeba uwzględnić cenę hali o wiele większej, większą powierzchnię do sprzątania a więc kolejni ludzie do pracy, ogrzewanie większej kubatury, więcej energii zużytej itd.

Decyzja zależy w dużej mierze od tego, ile będzie kosztowało pozyskanie kapitału czyli tej różnicy - 850 tys euro. Przy oprocentowaniu 30% opłacać się będzie zakup starych maszyn, ale przy tanim kredycie i dopłacie z UE oczywiście nowych. 

No więc, czy to dobrze czy źle, że państwo wymusiło niejako zakup tych nowych maszyn tanim kredytem i dotacjami? 

Wydawałoby się, że dobrze; więcej nowych technologii, więcej bogactwa. 

Problem w tym, że w skali całej gospodarki taka inwestycja to nie wszystko. Tkanina nie jest końcowym produktem. Jest nim np. koszula. Żeby te maszyny przynosiły zyski potrzebne są inwestycje w zakłady szwalnicze, produkcji nici guzików, opakowań itd… - czyli dopasowana cała struktura produkcji. A ilość realnych oszczędności jest o wiele mniejsza niż by to sugerowała cena kredytu i jego dostępność. A do zrealizowania tych inwestycji potrzebne są realne oszczędności - dobra konsumpcyjne a nie kupony na ich odbiór. Tak jak z tym tytanem z poprzedniego przykładu. Dlatego nastąpi tak zwane „niedostosowanie międzyetapowe” i część z tych inwestycji nie przyniesie oczekiwanych zysków, co spowoduje problemy ze spłacaniem kredytów, dalej problemy z płynnością banków, wstrzymanie dalszej akcji kredytowej, podniesienie oprocentowania wstrzymywanie dalszych inwestycji i dalsze bankructwa, czyli kryzys - jako następstwo wcześniejszego sztucznie wywołanego boomu. 

 

Taka sytuacja występuje obecnie. Można zaobserwować wiele inwestycji, które są dla danego przedsiębiorcy opłacalne, czyli z jego punktu widzenia podjęte racjonalnie, tylko dlatego, że cena oszczędności jest zaniżona a do tego dostał dopłatę z UE albo ulgę albo innego rodzaju czynnik przekłamujący rzeczywistość. Ale przecież nie są one opłacalne z punktu widzenia całej gospodarki. Są to w większości błędne inwestycyjne nie mające szans na powodzenie bo niedostosowane do całej struktury produkcji. 

A urzędnicy twierdzą, że im więcej takich błędnych inwestycji tym lepiej. 

Kandydat na prezydenta - Duda, powiedział na spotkaniu w Łodzi, że zwiększy ilość inwestycji w tym mieście. Czyli zapowiedział, że wymusi kolejne błędy inwestycyjne kierując strumień talonów na odbiór oszczędności których nie ma  i  wywoła kolejne kryzysy. 

A wszyscy się będą cieszyć jaki z niego „dobry Pan”.

 

Podsumowując;

Dopóki ludzie nie przestaną wierzyć w to, że aby gospodarka dobrze się rozwijała potrzeba dużo taniego kredytu oderwanego od ilości realnych oszczędności, to postulaty odrzucenia systemu rezerw cząstkowych nie zyskają realnego poparcia. 

Jeżeli ktoś chce taniego kredytu napędzającego sztucznie gospodarkę, to nie może jednocześnie żądać aby system bankowy tego kredytu nie kreował, bo to drugie jest konsekwencją pierwszego. 

I główny problem nie w tym, że banki zarabiają na tanim kredycie lecz w tym, że wywoływane są sztuczne boomy inwestycyjne, pompowane giełdy, bańki spekulacyjne… co musi skutkować krachem. Nie ma boomu bez krachu o ile ten boom jest wywołany sztucznie; pustym pieniądzem. 

System rezerwy 100% jest odpowiedzią na te problemy, jednak wyjście z obecnego systemu nie jest już takie łatwe. Skoro systemy gospodarcze państw na całym świecie zostały doprowadzone do takiego uzależnienia od ciągłego kreowania kredytu, że nawet zwolnienie tempa kreacji kredytu odbija się czkawką, to płynne przejście do rezerwy 100% może być niezbyt „miłe” i zdaje się, że idealnego i bezbolesnego  rozwiązania nie ma. 

KOMENTARZE

  • Tekstów
    i wiedzy Polaków w zakresie ekonomii, bankowości nigdy dość bo krucho u nas z tą wiedzą. W szkołach uczą młodzież głupot a nie uczą właśnie tego.
  • @Miksa 10:04:13
    >W szkołach uczą młodzież głupot a nie uczą właśnie tego.

    Dlatego gorąco polecam ten projekt:
    http://polakpotrafi.pl/projekt/wolna-przedsiebiorczosc
  • @Autorze
    Wnioski poprawne, bo utrzymane w rygorze równowagi towarowo-pieniężnej przy stałych cenach. Jednak gdy do systemy wkradają się zaburzenia w postaci inflacji i wzrostu PKB (też przy stałych cenach) potrzebne jest "dostojenie" systemu". Wyliczona ilość pieniądza powinna być wyemitowana i przeznaczona na dokapitalizowanie gospodarki. To pozwoliłoby na osiągnięcie nowego punktu równowagi.
  • UE drukuje fałszywe Euro !!!!
    Co to ? UE zaczyna drukować puste fałszywe euro i cisza tutaj ?!!
    Słowianie ! ścierwa żydowskie tak namiętnie głosili upadek Rosji w wyniku sankcji , a tu proszę ! EU by sie ratować zaczyna drukowanie fałszywych pieniędzy !!![ a tak mi przez 25 lat żydki z Polski tłumaczyli ze drukowanie to OKRADANIE ludzi z ich oszczędności !!!! A tu proszę miesięcznie ma UE drukować 60 mld euro fałszywych pieniędzy !!!
    !
    Co na to żydowscy dyżurni od krakania na Rosję ? [ Kodak Talbot ocean błękitny ,szczur nocny itp ? ! ] podobno to Rosja miała paść na pysk ! a tu widać ze żydo-UE robi bokami !!!!
    !
    Ireneusz Tadeusz Słowianin lach Aryjczyk ! Polska krajem Neutralnym !!!
    nadużycie link skomentuj usuń
    ele 25.01.2015 16:48:36
  • @nikander 12:49:55
    Ja akurat przychylam się do zdania, że równowagę towarowo pieniężną może zapewnić zmiana cen i dostrajanie ilością pieniądza nie jest potrzebne. Ale np. Milton Friedman uważa inaczej, nawet Korwin Mikke uważa tak jak Ty, więc tego pewnie nie rozstrzygniemy.

    Ale nawet zakładając, że ta równowaga musi być zachowana regulując ilością pieniądza, to dla mnie jednak "precyzyjne wyliczenie" tej ilości jest nieporozumieniem.
    Bo oczywiście bardzo precyzyjnie wyliczasz ilość pieniędzy które trzeba rozproszyć w zależności od wielkości wzrostu gospodarczego. To możesz zapewne zrobić precyzyjnie.
    Problem w tym, że samo pojęcie "wzrostu gospodarczego" jest bardzo nieprecyzyjne żeby nie powiedzieć umowne. Bo wyliczając to musisz się oprzeć na pojęciu średniego wzrostu cen, które jest całkowicie umowne - bo zależy od wybranego koszyka dóbr.

    Ale nawet to nie jest jakimś problemem. Można oczywiście bawić się w takie precyzyjne obliczanie rzeczy z natury nieprecyzyjnych, ale najważniejsze jest to, że sam chyba przyznasz, iż wszystko to, co proponujesz nie ma zupełnie racji bytu w obecnym systemie bankowym.
    Żeby w ogóle myśleć o tych wyliczeniach i rozpraszaniu emisji to nie może istnieć ten system rezerwy cząstkowej, bo wtedy ta rozproszona emisja spowodowałaby wzrost płynności banków i sraczkę kredytową.
    Więc pierwszorzędną sprawą jest zmiana tego systemu bankowego na system rezerwy 100% i Złotą Regułą Bankowości.

    Gdybyś był w stanie zaproponować realną możliwość likwidacji systemu rezerw cząstkowych, to pewnie połowa korwinistów by Cię poparła i zapewne większość środowiska Szkoły Austriackiej i innych środowisk wolnościowych.
    Ale właśnie to jest największy i najtrudniejszy do zrealizowania problem. Cała reszta, na której się skupiasz, to w porównaniu z tym - pikuś.
  • @Autor
    W pdodejściu do bankowości opartej na 100% rezerwie dostrzegam to, przed czym ostrzegał Hayek. Mianowicie pewne upojenie posiadaną wiedzą i wiarą w to, że się potrafi prawidłowo zaprojektować stosunku międzyludzkie. Czyli pomija się jakąkolwiek możliwość własnej pomyłki i lekceważy się całkowicie zbiorową wiedzę wszystkich pozostałych ludzi.
    Takie właśnie konstruktywiczne zapędy ujawniają się w próbie narzucenia ludziom bankowości opartej na 100% rezerwie i "złotej regule" bankowości - oczywiście wyłącznie dla dobra wszystkich pozostałych.
    Co może spowodować przyjęcie do realizacji takiej tezy w przypadku gdyby niektórzy ludzie jej nieakceptowali i chcieli by powierzać posiadane zasoby gotówki instytucjom opartym na rezerwie cząstkowej, szczególnie wtedy, gdy nie byliby w stanie określić dokładnego terminu na jaki mogliby własne środki tej instytucji powierzyć?
    Czy aparat państwowy i sądowniczy ścigałby takie przypadki i takie instytucje, by wymusić zaprzestanie takiej działalności? Czy przedstawiciele tego aparatu analizowaliby dokładnie różnorodne produkty finansowe by określić czy są to depozyty czy też nie?
    Najważniejsze bowiem pytanie jakie należy sobie postawić to, czy koszty poniesione na wyłapanie takich przypadków nie będą większe niż szkody związane z instnieniem takich instytucji tworzących substytuty pieniędzy?

    Czym innym jest bowiem poinformowanie ludzi o sposobie działania banków opartych na rezerwie cząstokowej, czym innym jest nawet rodzielenie działalności bankowej na depozytowo-rozliczeniową i inwestycyjną a czym innym jest wprowadzenie administracyjnych zakazów bez poszanowania wcześniejszej wielopokoleniowej tradycji. Takie zakazy są po prostu sprzeczne z rządami prawa i niszczą wolność.
  • @programista 19:08:55
    Ja się zgadzam z tymi argumentami, ale żeby w ogóle myśleć o tym, to nie mogło by być jednej oficjalnej waluty tylko wolna konkurencja walut i wolna bankowość.
    A to jest nierealne do zrealizowania. To znaczy o wiele mniej realne niż rezerwa 100%

    Jeżeli wszyscy są zmuszeni do przyjmowania złotówek, a wiadomo, że system rezerwy cząstkowej powoduje, że w wyniku jej stosowania wartość tej waluty się obniża, to na tym tracą inni. Więc to nie jest sprawa tylko między składającym depozyt i bankiem.
    Naruszana jest wolność innych.
  • @imran 19:37:51
    Realne jest za to, by bank centralny prowadził rachunki depozytowe dla indywidualnych klientów - to zapewniło by alternatywę dla bankowości rezerwy cząstkowej.
    To, że inni tracą na umowie pomiędzy dwoma podmiotami nie jest wystarczającym argumentem dla tekiej interwencji, jeżeli strata ta nie jest związana z fizycznym naruszeniem posiadanej własności.
  • @programista 20:07:52
    Ale ci inni sa zmuszani do akceptowania złotówek które tracą na wartości.
    Poza tym jak wyjaśniłem w artykule ten system umożliwia kreację kredytu i wywołuje permanentny stan cykli koniunkturlanych niekorzystny dla całego społeczeństwa.
    Jeżeli uznać, że państwo nie powinno tego uregulować, to tak samo należałoby stwierdzić, że państwo nie powinno na przykład regulować wypuszczania ścieków do rzeki.
  • @imran 20:24:57
    Moim zdanie porównanie z zanieczyszczeniem rzek jest o tyle chybione, iż można uznać rzeki i powietrze za własność państwa - zanieczyszczanie jest wtedy fizycznym naruszeniem które powinno być regulowane.

    Co do cykli koniunkturalnych to warto ten problem rozważyć w porównaniu do dzisiejszej sytuacji. Sytuacji w której jest bardzo mało prywatnych inwestycji długoterminowych, dokonywanych z kredytów. Raport NBP o podaży pieniądza pokazuje że kredytów indywidualnych jest dukrotnie więcej od kredytów przedsiębiorstw. Bo na inwestycje państwowe stan rezerw nie ma obecnie wpływu, gdyż obligacje państwowe są wymienialne na pieniądz w banku centralnym.

    Dla całego społeczeństwa wiele zjawisk jest niekorzystnych i zjawisk tych nie wyeliminuje jakikolwiek administracyjny zakaz - a może przyczynić się do spowodowania większych szkód. Konieczne jest to, by całe społeczeństwo poznało ich negatywne konsekwencje i wypracowało takie rozwiązanie które długoterminowo będzie najlepsze. Tak jak np. z powodziami - nic tak nie przekonuje do ubezpieczeń od klęsk żywiołowych jak doświadczenie jego efektów. Wypracowanie takich rozwiązań zajmie z pewnością społeczeństwu więcej czasu niż działanie administracyjne, ale efekt docelowy będzie dużo lepszy.

    Bardzo niebezpieczna jest pewnośc, iż zna się idealne rozwiązanie problemu, które można wprowadzić przemocą gdyż przyniesie ono dobre efekty dla całego społeczeństwa. Największą szkodę dla społeczeństwa sprowadza ograniczanie jego wolności.
    Socjaliści i zwolennicy państwa opiekuńczego popełniają ten właśnie błąd i powodują swoją działalnością więcej szkody niż pożytku. Nie wolno iść tą drogą, nie może cel uświęcać środków, nie można poświęcać wolności dla dobrobytu.
  • @programista 20:58:41
    Pieniądz też jest oficjalną walutą PLN, którą dodatkowo każdy musi przyjmować w rozliczeniach. Rzekę można omijać, korzystać z innej. Więc tym bardziej jest to podobny problem.

    Informowanie nie ma tu nic do rzeczy. Człowiek składający depozyt ponosi ryzyko tylko o ile istnieją transakcje gotówkowe. Kiedy banki zostaną ze zbyt małymi rezerwami może dojść do wstrzymania wypłat i runu na banki.
    Tak jak w Grecji.
    Ale wyobraź sobie, że banki tak dopracowały system płatności, że transakcji gotówkowych nie ma.
    Wtedy banki mogą mieć rezerwy nawet 1% a i tak będą dokonywać transakcji.
    Cykle koniunkturalne są powodowane zwiększaniem kredytu, ale są potęgowane w jednej z faz również zmniejszaniem się jego ilości. A to jest możliwe tylko w systemie rezerw cząstkowych.
  • @imran 22:05:18
    Moim zdaniem najważniejszą kwestią do wyjaśnienia jest to, kto ma decydować czy konkretna operacja bankowa jest depozytem czy nim nie jest. Czy ma to robić zawsze niezależny państwowy urzędnik czy posiadacz środków.
    Ja jestem przekonany, iż tę decyzję powinien podejmować wyłącznie właściciel środków.
  • @
    "Ci sami ludzie, którzy psy wieszają na obecnym systemie finansowym jednocześnie uważają, że gospodarce jest potrzebna jak największa ilość taniego kredytu. Bo drogi kredyt spowalnia gospodarkę, podwyższenie stóp procentowych odbija się od razu zmniejszeniem inwestycji upadkami firm, zatorami płatniczymi, zwolnieniami pracowników itd…"
    - to kwestia socjotechniki zwolenników takiego systemu państwa. Zamiast realnie podnosić dobrobyt można go chwilowo zawyżyć rozdając pieniądze zadowolonej gawiedzi tanim, masowo dostępnym powszechnie kredytem. Bez trudu i niemal natychmiast można się tak wykazać.

    Pan jest bardziej "demokratyczny" ode mnie -:)
    -"Dopóki ludzie nie przestaną wierzyć w to, że aby gospodarka dobrze się rozwijała potrzeba....."
    Zniewoleni ludzie bowiem nie przestaną się inaczej zachowywać nigdy bo większość z nich NIE MA oszczędności wcale i od większości zmonopolizowanych obszarów rynku, gdzie mogliby podnieść sami nieobciążone odsetkami pieniądze, są praktycznie odizolowani.
    Dlatego tani kredyt to zwyczajny miód jest -:))

    A swoją drogą to szkoda, że Neon to taki Woodstock jest, że ta skądinąd wartościowa notka utonie bez większego echa nie zmniejszając o nic tej grupy wiernych.
  • @programista 08:51:50
    Najważniejszą kwestią jest chyba to, czy zgadzamy się, że aby gospodarka funkcjonowała prawidłowo, aby struktura produkcji nie była zakłócana, czyli żeby mógł działać wolny rynek, to muszą być warunki do ustalenia się rynkowej ceny oszczędności.
    Moim zdaniem jeżeli ta cena może być wyznaczana przez kogokolwiek, to gospodarka nie będzie dobrze funkcjonować. A w systemie rezerwy cząstkowej faktem jest, że banki mogą obniżać ceny kredytów zwiększając ilości oferowane NIEZALEŻNIE od tego jaka jest podaż oszczędności.

    Zaproponuj inną możliwość żeby rynkowa cena oszczędności mogła się ustalić. Moim zdaniem jedynie rezerwa 100% albo całkowicie wolna konkurencja walut i wolna bankowość. Innych opcji nie ma.
  • @MSzach 10:55:09
    Jestem demokratą w tym sensie, że każdy może demokratycznie zadecydować o samym sobie, ale nie może demokratycznie decydować za innych. I oczywiście nad tym musi stać prawo niedopuszczające do naruszania wolności jednych przez innych.

    >Zniewoleni ludzie bowiem nie przestaną się inaczej zachowywać nigdy bo większość z nich NIE MA oszczędności wcale"

    Nie mają, bo nie mogą ich sprzedać po rynkowej cenie. Gdyby banki musiały zdobyć oszczędności nawet płacąc 20%, to chętni na oszczędzanie by się znaleźli. Zamiast pić wódę wpłacali by do banku. Ale obecnie banki i tak mają ich oszczędności tyle że im nie płacą. A potem się wszyscy dziwią dlaczego następuje koncentracja kapitału.
  • @imran 11:08:17
    Ja uważam, że przedstawienie kompletnego idealnego rozwiązania jest niemożliwe - z powodu niedostępności wiedzy zbiorowej dla pojedynczego człowieka.
    Dlatego też preferuję metodę kolejnych kroków, polegających na ciągłym zmniejszaniu ingerencji państwa w działalność ludzi. By gospodarka funkcjonowała prawidłowo to ludzie muszą mieć możliwość realizacji swoich celów. Uważam że ludzie będą w stanie wypracować taki model, który będzie najlepszy - być może będzie to właśnie 100% rezerwa. Być może jednak społeczeństwo uzna, że koszt rezerwy cząstkowej, koszt cykli koniunkturalnych, jest do pewnego stopnia akceptowalny w porównaniu do odnoszonych korzyści, których teraz nie jestem nawet w stanie wskazać.
    Jednak jestem przeciwny wprowadzaniu takiego rozwiązania arbitralnie przez państwo, nawet jeżeli taka decyzja jest bardzo dobrze umotywowana teoretycznie.
  • @imran 11:20:42
    "Zamiast pić wódę wpłacali by do banku."
    Wszystko nie da się tłumaczyć menelstwem.
    Wie pan dlaczego są manelami?
    Bo tam gdzie kiedyś, za Wilczka, podnosili pieniądze - tak ich już podnosić nie mogą.
    Wyjdź pan ze swojego banku trochę na ulice
  • @MSzach 12:03:37
    Zgoda. Ja nie miałem na myśli menelstwa.
    Ja też piję wódę. Posłużyła mi tylko jako symbol konsumpcji.

    Oszczędności to ta część dochodu, której nie konsumujemy na bieżąco lecz odkładamy myśląc o przyszłych wydatkach. Jeżeli jest szansa, że w przyszłości za tą samą ilość środków płatniczych będziemy mogli więcej skonsumować, to generalnie ta proporcja będzie się przesuwać w kierunku oszczędzania.
    Więc jeżeli kredyty udzielane przez bank mogą pochodzić tylko z oszcędności, to bank chcąc zwiększyć podaż kredytów, bo takie jest zapotrzebowanie przedsiębiorców i są gotowi więcej za nie zapłacić, musi również więcej oferować oszczędzającym. Bo to powoduje wzrost poziomu oszczędności (albo poprzez ograniczenie konsumpcji albo zwiększenie dochodów/produkcji)

    Jeżeli natomiast kredyty pochodzą z wykreowanych środków, to banki nie muszą podwyższać cen skupowania tych oszczędności, a zwiększają ilość udzielonych kredytów. Ale przecież te oszczędności które odbierają przedsiębiorcy płacąc środkami z kredytów nie biorą się z powietrza tak jak owe kredyty. Ludzie muszą je wypracować i nie skonsumować. A więc tak i tak oszczędzają tylko nie dostają za to oszczędzanie rynkowej ceny. Dlatego są biedni, ale też z tego powodu realnych oszczędności jest mniej, bo nie ma motywacji do oszczędzania i wytwarzania nadwyżki dóbr nieskonsumowanych. A przedsiębiorcy rozpoczynają dużą ilość inwestycji kierując się ilością kredytu a nie realnych oszczędności.
  • @programista 11:35:06
    Ale są sytuacje z zakresu tzw. "Dylematu Więźnia" w których ludzie działając każdy osobno racjonalnie i w swoim interesie na skutek tego że każdy tak działa uzyskują efekt odwrotny. To znaczy muszą uzyskać, bo taki jest mechanizm.
    Wtedy powinni się umówić, że ten mechanizm należy zniszczyć - to znaczy zakazać takiego działania pozornie racjonalnego.

    Tak jest właśnie z rezerwą cząstkową.
    Żaden człowiek nie zdecyduje się na zrezygnowanie z depozytu avista, bo otrzymuje procent a może z pieniędzy korzystać tak jakby je posiadał.
    Osiąga korzyść
    Bank nie zrezygnuje z takiego systemu bo może więcej zarobić dając więcej kredytów
    Osiąga korzyść
    Kredytobiorca będzie brał kredyty bo są tanie
    Osiąga korzyść

    Ale wszyscy razem tracą, może z wyjątkiem banku, to znaczy muszą stracić bo taki jest mechanizm.

    Ludzie nie odejdą od tego indywidualnymi decyzjami, bo każdy na takim odejściu by stracił. Dlatego muszą odejść zbiorowo, czyli umówić się, że trzeba zakazać. Kiedy wszyscy razem od tego odejdą, to wszyscy zyskają, jeżeli odchodziliby każdy indywidualnie to każdy by tracił

    Dlatego w takich sytuacjach państwo musi pomóc.
  • @imran 17:46:37
    Proszę także rozważyć następującą alternatywę:
    Po wprowadzeniu bankowości ze 100% rezerwą i złotą regułą bankowości, niewielkie kwoty oszczędności mogące być zaoferowane na niewielki okres czasu nie znajdą żadnych chętnych i cena oferowana za nie będzie praktycznie zerowa. Tym samym ludzie zbierający dopiero kapitał zostaną pozbawieni zachęt do oszczędzania i szans na szybsze uzupełnienie własnych dochodów dochodami z posiadanego kapitału. Z drugiej strony obecni posiadacze kapitału uzyskają wyższe ceny za użyczenie swoich środków.
  • @imran 20:42:38
    Ale to niszczenie mechanizmu za pomocą państwa będzie się sprowadzało do ciągłego tropienia kolejnych różnorodnych pomysłów finansowych produktów, które ludzie będą wymyślać dla oszukania państwowej kontroli. Będą tak robić, bo nigdy nie zrozumieją szkodliwości tego mechanizmu, a na dodatek to co zakazane bardziej kusi.
    To doprowadzi do tak chorej sytuacji że w porównaniu z nią szkody cyklu koniunkturalnego byłyby znikome.
  • @imran 17:46:37
    Ja bym wolał by oszczędności były oszczędnościami a bank bankiem zamiast kasynem oferującym interes na oszczędnościach.

    Ryzyko transakcji obecnie do opisanego przez pana 'jutra' gigantycznie by wzrosło.
    Pomimo ze państwo gwarantuje tą lichwę to DZIŚ bank nie ma większych problemów, a oszczędzający stale zarabia nawet gdy bank źle zainwestuje jego pieniądze. Wszystko dzięki temu, że kredyt nie jest realizowany pieniądzem f. lecz zapisem.
    Poziom ryzyka jest mały

    W pańskiej propozycji oszczędzający musiałby ulokować te pieniądze na określony czas bez prawa wcześniejszego zerwania umowy by bank udzielił kredytu.
    Ryzyko kredytowe wielokrotnie wzrasta.

    Jakie musiałyby być tego skutki?
    Nie jestem analitykiem ale wg mnie:
    1. kredyt musaiłby być bardzo drogi. Byłoby tak pomimo, że cos tam pan bajerzy o tym, że rynek by to musiał wyregulować z czasem na niższy poziom
    2. BYłoby i tak nieuczciwie bo złe transakcje krupiera obciążałyby nadal wszystkich oszczędzających. Mogłoby byc tak że np w ogólnej sytuacji zerowej (bez inflacji czy deflacji) oprocentowanie oszczędności w banku byłoby ujemne. Depozytów też? Czy tylko tych oddanych na ruch kredytowy.
    skutek: Wycofalibyśmy wtedy swoje pieniądze z takiego kasyna i ... przekazali do innego? Czy jednak zamienilibyśmy w większości na towar lub przy deflacji trzymalibyśmy w słoiczku pod drzewkiem?
    A moze państwo... by wypłaciło stratę zbiedniałym oszczędzającym?
    3. Zaczęłyby być popularne banki czysto depozytowe gdzie za przechowanie gotówki klient musiałby zapłacić.

    Tak czy siak jeżeli państwo nie gwarantowałoby by strat jestem jak najbardziej ZA. Bo pańska metoda by zabiła lichwę lepiej niz lewacki zakaz czy BTadeuszowe wyjecie jej z pod prawa.

    Ps. Ale juz pan wie dlaczego propozycja 100% rezerwy przy ZRB ma znikome poparcie. Bo obecna kreacja choc niemoralna rozdaje szansę na lepsze zycie gdy pan chce ta szansę zlikwidować nie dajac w zamian NIC. Propozycja bowiem zastapienia osobom tzw. 'fizycznym' wieksozści podatków podatkiem emisyjnym daje im NOWĄ szansę wygrać nawet z korporacyjną globalną zarazą monopolistycznie wykluczającą z rynku małych przedsiebiorców.

    Monopol jest pierwszym problemem nie tylko ten lichwiarski

    pozdr.
  • @MSzach 08:54:31
    Ad 1. Obecnie działają kantory w których jedni sprzedają waluty obce a inni je kupują. Kantory pośredniczą. Według Pana to nie jest dobry system, bo ceny walut będą bardzo drogie a kantory będą narzucały ogromne marże, a ja coś tam bajerze o tym, że skoro każdy może założyć kantor, to konkurencja będzie taka, że żaden kantor nie może narzucać jakiś ogromnych marż.
    Tylko monopol utrzymywany przez państwowy przymus może narzucać wysokie marże. Konkurencja to uniemożliwia.

    Ad 2. Dokładnie to samo co w p.1 Jeżeli bank dokonujący złych transakcji wliczałby je w marże, to przegrywałby konkurencje z bankiem udzielającym mniej ryzykownych kredytów. Bo tamten mógłby osiągać ten sam zysk przy mniejszej marży a więc mógłby zaoferować za oszczędności więcej i odbierałby tamtemu klientów.

    Ad 3. Zaczęłoby być popularne to, na co byłby popyt, czyli co ludzie by chcieli. To chyba dobrze?
    Wśród przedsiębiorców byłby popyt na kredyty. Jeżeli kredytów byłoby mało a więc mało inwestycji, to bardzo łatwo byłoby zainwestować w coś, co przyniesie duży zysk. A więc opłacałoby się kupić oszczędności po wysokiej cenie. Skoro byłby popyt na drogie oszczędności, to z pewnością bankierzy zwietrzyliby możliwość zarobku kupując od ludzi taniej. Z kolei ludzie widząc oferty dużego oprocentowania zwiększaliby poziom oszczędzania i sprzedawali swoje oszczędności po dobrej cenie. Im więcej byłoby dostępnych oszczędności, tym więcej przedsiębiorcy by inwestowali i tym mniejsze zyski osiągali a więc mniej chętnie brali drogie kredyty, banki by obniżały ceny, mniej oferowały za osczędności itd... aż do osiągnięcia równowagi, w której poziom oszczędzania byłby taki jaki jest potrzebny żeby gospodarka stabilnie się rozwijała. Bez nagłych boomów, ale i bez wielkich kryzysów.


    I myli się Pan, że obecnie oszczędzający zawsze zyskuje. Jest dokładnie przeciwnie. Wszyscy obecnie tracą. Ile kredytów banki udzielają rocznie?
    Proszę sobie sprawdzić i dodać do nich jeszcze inwestycje państwowe z podatków, obligacji czy wszsystko jedno z czego.
    Wszystkie te kredyty posłużyły do odbioru dóbr przez kogoś wytworzonych i nieskonsumowanych - czyli oszczędności.
    No więc pytam się KTO wytworzył ten ogrom oszczędności i czy dostał za nie zapłatę?
    Otóż wytworzyli je wszyscy pracujący ludzie i dostarczyli je ZA DARMO.
    Tracąc na tym ogrom pieniędzy.

    System rezerwy cząstkowej nie daje więc szansy na lepsze życie lecz po prostu potrafi przed ludźmi ukryć ten fakt, że tracą na tym ogrom pieniędzy, a co więcej daje im złudzenie, że jeszcze na tym zyskują.

    Bo w systemie rezerwy 100% te oszczedności które teraz dostarczają za darmo mogliby sprzedać po rynkowej cenie. Większej czy mniejszej to już zależałoby od popytu i podaży, ale zawsze lepiej chyba sprzedać niż oddać za darmo?
  • @programista 21:41:02
    > niewielkie kwoty oszczędności mogące być zaoferowane na niewielki okres czasu nie znajdą żadnych chętnych i cena oferowana za nie będzie praktycznie zerowa."

    No to chyba dobrze.
    Jeżeli ktoś ma niewielką kwotę na krótki okres, a nie ma na nią, na taki okres chętnych, to nie może jej sprzedać. Bo musiałby kogoś zmusić do jej kupna. A zmuszać nie wolno.

    A dlaczego ma tą kwotę tylko na krótki okres? Bo nie jest gotowy na "zaoszczędzenie" jej, bo jest mu ona potrzebna na bieżące wydatki.
    Więc nie może jej pożyczyć. I to jest normalność.

    Nienormalne byłoby gdyby ją mógł pożyczyć a jednocześnie mieć ją do dyspozycji. Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka.
    Jeżeli bank takie cuda oferuje, to znaczy, że okradł kogoś innego, bo ciastka się nie rozmnożyły.
    I nie ma znaczenia to, że ciężko jest dokładnie pokazać w którym momencie nastąpiła ta kradzież i w jaki sposób.
    Wystarczy wiedzieć, że ktoś zjadł ciastko i ma ciastko, a go nie wytworzył, i to jest wystarczający dowód na kradzież.
  • @imran 17:48:25
    Podał pan przykład wymiany jednych oszczędności na inne w ad1 a nie ryzykownej umowy postawienia swoich oszczędnosci w bankowej grze kredytowej w której bank musi dopiero zarobić na odsetki ....
    Ryzyko takiej wygranej właściciela oszczednosci w panskiej bankowości by jednak wzrosło?

    ad2 No nie panie imran. ZAWSZE ryzyko musi być wkalkulowane w marże. Jeden bank by miał ją bardziej przecenioną inny mniej. Ale w obu przypadkach porażki na rynku obciążałyby wszystkich grających oszczędzajacych, a przynajmniej tych co zagrali w grę banku: "duzo większe odsetki" po tym jak kredyt ktoś spłaci.

    Ludzie spłoszyliby sie w mgnieniu oka. Przy deflacji, a przy takiej założeniach bankowości byłaby ona normalna, wiekszosć uczciwych ciułaczy wybrałaby depozyt bądź towar, a kredyt bankowy stałby sie miejscem prania rynkowych brudów.

    W pozostałej części ma pan oczywiscie duzo racji. Ale obok tematu mojego komentarza. Ja pisałem o nastrojach oszczedzajacych nie bilansując skutków rzeczywistych.
  • @MSzach 21:15:42
    >Ryzyko takiej wygranej właściciela oszczednosci w panskiej bankowości by jednak wzrosło?"

    W porównaniu do rezerwy cząstkowej?

    Obecnie każdy bank jest de facto bankrutem, bo nie ma 90% środków do wypłacenia zobowiązań zapadających na dany dzień.
    Nie ma fizycznej możliwości żeby cały system finansowy w pewnym momencie nie upadł, jest tylko pytanie kiedy to się stanie.

    A w "moim" systemie nawet jeżeli jakieś banki będą upadać, to komornik zlicytuje majątek, odzyska ile się da i nikt akurat wpłacający nie będą najbardziej poszkodowani.
    Ale oczywiście muszą stracić, bo sprzedawanie oszczędności jest działalnością przedsiębiorczą i wiąże się z ryzykiem. Jednak wpłacanie do banku jest bez porównania mniej ryzykowne od pożyczenia konkretnej firmie czy osobie prywatnej. Właśnie dlatego, że banki ryzyko wliczają w marże i rozkładają na wszystkich, a po drugie są same zainteresowane aby to ryzyko jak najbardziej zmniejszyć, bo chcą być konkurencyjne a więc mieć niższe marże.

    Ryzyko wynika właśnie ze stosowania rezerwy cząstkowej a nie 100%.

    Rezerwa cząstkowa zaniża ceny realnych oszczędności i udziela bardzo ryzykownych kredytów.
    Czy wyobraża Pan sobie żeby prywatny bank, który musi kupić realne oszczędności po rynkowej cenie udzielał kredytów bezrobotnym murzynom? Wyobraża Pan sobie żeby płacił telenagabywaczom żeby wciskali kredyty bez zdolności, na dowód, bierz ile chcesz...?
    Ja by Pan miał swój bank w systemie rezerwy 100% to by Pan taką politykę prowadził?

    To gdzie jest większe ryzyko?
  • @imran 19:23:10
    "A dlaczego ma tą kwotę tylko na krótki okres? Bo nie jest gotowy na "zaoszczędzenie" jej, bo jest mu ona potrzebna na bieżące wydatki. "

    Dlatego, że przyszłość jest niepewna i wymaga utrzymywania salda bieżącego w określonej wysokości. Gdy eliminujemy stopniowanie płynności poszczególnych substytutów pieniądza to bieżące saldo utrzymywane w pieniądzu będzie musiało być większe. A faktyczne oszczędności - te które będą mogły być zainwestowane na długi czas, będą dużo mniejsze.
    Moim zdaniem takie zwalczenie cyklu koniunkturalnego, że się ogranicza drastycznie rozwój to wylewanie dziecka z kąpielą.
  • @imran 22:07:21
    I znów...
    Pytałem o skalę ryzyka dziśjutro ponoszonego przez SAM bank, przez SAMEGO oszczędzającego. Uzasadniając tą tezę, że przy bankowości ze 100% rezerwą i ZRB bankowość kredytowa praktycznie wygaśnie lub przejdzie do podziemia - szczególnie przy deflacji - a nie jak pan twierdzi że kredyt będzie nadal w miarę tani tyle ze trudniej dostępny.

    Przy czym, nie wiem czy pan zauważył, ja nie neguje sensu takiej bankowości ani nie bronię tej obecnej lecz polemizuje tylko z pana kojącym wróżeniem z fusów po tym gdyby taka omawiana przez pana bankowość juz nastała.

    Ps. Mając na uwadzę to, że nie tylko zmieniłaby się bankowość ale ludzie płacili by równy, ryczałtowy podatek tzw. pogłówny, sądzę, że wytworzyłby pan tym na powrót niezadowoloną ze wszystkiego klasę robotniczą (baranów do pasienia), która znów się by musiała zbuntować tak samo jak sie niegdyś juz zbuntowała ( a przynajmniej takie zagrozenie by powstało).
    Gdy ja wolę by te barany/lemingi czy jak tam jeszcze ich zwał posiadali trwale otwartą szansę stać sie uczciwym, nie zyjacym na garnuszku nikogo, zawdzieczajacym swój dobrobyt przede wszystkim sobie...
    .... czyli przedsiębiorcą prowadzacym działalność z pełną odpowiedzialnością.

    I taka jest między nami różnica -:))
  • @MSzach 08:38:24
    Ale forma zebranie podatku i istnienie bądź nieistnienie rynku oszczędności (czyli rynkowej ceny kapitału) to dwie różne rzeczy)

    Ta bankowość o której piszę odpowiada na niezbędność istnienia ceny rynkowej każdego czynnika produkcji w tym bodajże najważniejszego jakim są oszczędności.
    Jeżeli ludzie nie będą chcieli oszczędzać, to oszczędności będą drogie i inwestycje będą ograniczane do krótkich procesów produkcji. Jeżeli będą chcieli oszczędzać - odwrotnie. To jest jedyna możliwość istnienia zdrowej gospodarki.
    NIe można rozpoczynać rozbudowy długich procesów produkcji jeżeli ludzie nie chcą oszczędzać - czyli chcą więcej konsumować obecnie. Wtedy trzeba zwiększać produkcję bieżącą, żeby zaspokoić bieżące potrzeby. A kiedy zostaną zaspokojone zwiększy się chęć oszczędzania i wtedy przedsiębiorcy mając tańsze kredyty zaczynają rozbudowywać dłuższe procesy budując przyszły dobrobyt.
    To jest po prostu zdrowy system.
    Nie można tego procesu inwestowania w przyszłość wymuszać, to to się kończy niedostosowaniem poszczególnych etapów, marnowaniem środków i w końcu kryzysem.

    I przedsiębiorcy nic tu nie pomogą jeżeli nie będą mieli narzędzi w postaci rynkowych cen - nośnika informacji.
  • @programista 08:14:25
    Dokładnie tak.
    Saldo będzie musiało być utrzymywane z pieniędzy a nie z substytutów.
    Wtedy rozwój będzie dostosowany do preferencji czasowej ludzi a nie przekłamywany przez system bankowy.
    Rozwój nie będzie mniejszy, ale taki jak ma być. Bo inny być nie może jeśli taka a nie inna jest preferencja czasowa ludzi.
    Dokładniej o tym w komentarzu do MSzacha powyżej
  • @imran 12:07:05
    Poziom preferencji czasowej ludzi nie jest dany raz na zawsze - może rosnąć lub spadać. Uważam, że wprowadzenie ZRB będzie wpływać właśnie na wzrost poziomu tej preferencji. Faktycznie rozwój się do niej dopasuje - będzie coraz mniejszy.
  • @imran 12:04:08
    Nie wiem jak można tak teoretyzować bez kontekstu!? Przecież system bankowy nie działałby w próżni. Podatek pogłówny pewnie że to druga sprawa ale to włąśnie on bedzie konfiskował cżęść potencjalnych oszczednosci więc wpływ na sytuacje oszczędzających będzie miał nie tylko system bankowy

    Deflacja też bedzie wpływać na zachowania oszczędzających. Przecież na przykład gdy ilość pieniądza na rynku niemal bedzie taka sama bo bez dodruku i bez mozliwości kreacji to oszczędności jeżeli zakopie je pod drzewkiem nie stracą żadnej wartości, a to juz jest zysk w stosunku do dziś. Ludzie więc będą oszczędzać nawet bez banku.

    A globalizm? Nie jesteśmy przecież samowystarczalnym państwem. Przecież po nastaniu w Polsce takiego systemu bankowego za naszymi granicami nadal będą istnieć państwa wzmacniane okradaniem własnych obywateli za przyczyna kreacji która tam nadal będzie legalna. W kantorach zabrakłoby złotówek na wymianę :) Wszystko co wyprodukujemy musielibyśmy żreć sami bo kto by to kupował z tak mocną złotówką?

    Taki pieniądz posiadać w takiej jak wyżej sytuacji to złoty czas. Po cholerę ryzykować coś u bankiera?

    Taaak Urynkowienie czynnika produkcji to nie wszystko. W tym teoretyzowaniu nie bierze pan pod uwage sytuacji zwykłego człowieka panie imran, sytuacji której tylko małym elementem bedą oszczędności. Duzo ważniejszą rzeczą bedzie skąd je wziąć...
  • @MSzach 13:12:24
    Szanowny Panie MSzach,
    proszę zejść z obłoków na ziemię.
    Twierdzi Pan, że forma zebrania podatku wpływa na to czy ktoś ma czy nie ma oszczędności? Przecież to absurd.
    Nie ma znaczenia w jaki sposób zabierze się człowiekowi daną sumę. Efekt jest taki sam - już jej ów człowiek nie ma. I nie może jej zaoszczędzić.
    Niby podatek pogłówny konfiskuje oszczędności, a np. inflacyjny nie konfiskuje?

    Twierdzi Pan też, że deflacja wpływa na poziom oszczędności oddawanych do banku? Czyli jak ktoś spodziewa się, że w danym roku ceny spadną - nie wie o ile, nie wie czy w ogóle, po prostu spekuluje, że spadną, to to mu wystarczy i w związku z tym nie będzie chciał zarobić np. 10% oferowane przez bank? Pewne 10% zgodnie z umową. A ceny w normalnej gospodarce nie pobudzanej sraczką kredytową nie będą spadać więcej niż 2-3% rocznie. Więc tego nawet nie zauważy. Ceny różnych towarów spadają bądź rosną w róznych stopniach i żaden człowiek nie jest w stanie z całą pewnością wyliczyć ile ten jego koszyk dóbr spadł, a tym bardziej przewidzieć co będzie za rok.

    Jeżeli banki będą oferować 1% to chętnych będzie niewiele, jeżeli 100% to będzie bardzo dużo a pomiędzy tymi wartościami można wyznaczyć hipotetyczną krzywą podaży oszczędności w zależności od oprocentowania.
    To samo z krzywą popytu przez przedsiębiorców i chętnych do zaoszczędzenia czasu oczekiwania na konsumpcję.
    Poziom oszczędności oferowanych przez banki wyznaczy cena równowagi przy której będzie rozpoczętych tyle inwestycji ile jest dostępnych oszczędności.

    Co do walut, to ich ceny będą spadać na pysk. To nie złotówek by zabrakło na wymianę lecz walut.
    Boi się Pan, że bylibyśmy zbyt bogaci? Że za dużo dóbr konsumpcyjnych byśmy mieli? W normalnej gospodarce wymienia się towary za towary za pośrednictwem walut i nie mają znaczenia ich kursy. Jeżeli w Polsce potrafimy wyprodukować dużo towaru X pożądanego za granicą a chcemy nabyć towar Y tam produkowany, to ważna jest dla nas relacja wymiany tych towarów - ile towaru Y dostaniemy za towar X a nie po jakich kursach będziemy to przeliczać.
    Obecnie wygląda to tak, że chcemy jak najwięcej wyeksportować żeby mieć waluty na wcześniej pozaciągane długi za które wcześniej nabyliśmy towary.

    I właśnie myli się Pan, że nie biorę pod uwagę sytuacji człowieka. Rynkowa cena każdego czynnika produkcji jest niezbędnym elementem, narzędziem pozwalającym przedsiębiorczym ludziom działać. A dzięki ich działaniom powstaje dobrobyt, który służy każdemu człowiekowi. Zakłamywanie cen czynników produkcji działa dokładnie odwrotnie.
  • @programista 13:10:35
    Absolutnie się nie zgadzam.
    To obecnie poziom preferencji czasowej jest niesłychanie wysoki. Ludzie praktycznie nie oszczędzają. Wydają wszystko a jak już nie mają to kupują za kredyty. I to właśnie ten system doprowadził do takiej wysokiej preferencji. Bo odbiera ludziom oszczędności siłą niezależnie od ich preferencji czasowej a potem rozdaje im tanie kredyty.

    Właśnie w systemie 100% rezerwy preferencja znacznie by zmalała, bo wyższe oprocentowanie wkładów zachęcałoby do oszczędzania.


    Kluczową sprawą jest odpowiedź na pytanie;
    Jeżeli człowiek uczestniczy przez miesiąc w wytworzeniu pewnej ilości dóbr, dostaje za nie należne mu wynagrodzenie za które zamierza w całości nabyć tyle samo dóbr ile wytworzył, to czy on cokolwiek zaoszczędził czy nie?

    Moim zdaniem nie zaoszczędził i na tym opieram przekonanie, że ta suma z wynagrodzenia złożona w banku na rachunku avista nie może być przez bank wykorzystana do udzielenia kredytu. Bo to nie są oszczędności.
    A skoro to nie są oszczędności, to co bank pożycza?
  • @imran 19:20:08
    Ale wyższe oprocentowanie wkładów dotyczyło by tylko dużych kwot i długich okresów, natomiast dla niewielkich kwot i niewielkich terminów (rzędu kilku miesięcy) byłoby praktycznie zerowe. Po zastosowaniu ZRB nie będzie przecież można finansować długoterminowych inwestycji pożyczkami krótkoterminowymi. Wszelkie kasy oszczędnościowo kredytowe nie mogły by istnieć, bo nie spełniają wymogów ZRB.
    Zatem ci ludzie, którzy dopiero zaczynają oszczędzać, czyli ci o wysokiej preferencji czasowej, nie mają motywacji do jej zmniejszenia. Widzą bowiem, że uzyskanie dochodów z oszczędności wymaga bardzo dużych kwot, praktycznie dla nich nieosiągalnych.
    Z drugiej strony posiadacze dużych kapitałów otrzymają dużo większe dochody z pożyczek, lecz to w bardzo niewielkim stopniu obniży i tak już niską ich preferencję.

    Czy oszczędność na okreś tygodnia czy dwóch to już jest oszczędność czy jeszcze nie? Moim zdaniem są to tak delikatne kwestie, że nie można w nich wskazać jednoznacznego rozwiązania.
  • @programista 21:34:23
    No i rynek by to uregulował.
    Jeżeli ktoś ma do wyboru pożyczyć na rok za 10% albo pożyczyć na miesiąc, po miesiącu szukać nowej pożyczki żeby spłacić tą itd... i w sumie zapłaci np. 3% to by tak zrobił.

    Więc można by było finansować długoterminowe krótkimi.
    Ale ryzyko brałby pożyczający i nie mógłby przerzucać kosztów na wszystkich. Pod każdą miesięczną pożyczkę musiałby dać zabezpieczenie.

    Natomiast bank tego robić nie może. Bo załóżmy że pożycza na rok milion finansując to wkładem miesięcznym (albo tysiącem wkładów). Jeżeli po roku nie znajdzie możliwości pożyczenia tego miliona, to nie będzie miał zabezpieczenia. Bo zabezpieczeniem jest ta roczna pożyczka a nie majątek własny.

    Bank rezerwy cząstkowej po prostu oszukuje ludzi. Bo ma 10% gotówki i mówi im; pożyczcie mi na jeden dzień a jak będziecie chcieli wypłacić to wam wypłacę bo mam taką sumę. I to jest prawda. Ale kolejnym klientom pokazuje tą samą sumę, a to już jest oszustwo.

    Dokładnie tak samo prawo zakazuje temu człowiekowi pożyczającemu na 3% na miesiąc dając jako zabezpieczenie dom, pożyczać od 100 banków tą samą sumę dając ten sam dom pod zabezpieczenie. To też jest oszustwo.
  • @imran 22:16:32
    pomyłka;
    Jeżeli po miesiącu nie znajdzie możliwości pożyczenia tego miliona nie po roku.
  • @imran 19:05:39
    To diametralna róznica
    Bo p. pogłówny konfiskowałby pewnie większościowej grupie osób wszystkie potencjalne zaskurniaki, gdy emisyjny (inflacyjny) to podatek PROPORCJONALNIE traktujący te oszczędności.

    Biadolił pan w swoim tekście, że taka bankowość: 100% rezerwa, przy utrzymaniu ZRB ma mało zwolenników, że ludziki nie chcą zmienić swojej wiary na inną. Pewnie dlatego j.w. . Że system bankowy z pod pogłównym pięknie by ich podzielił na na NAS i was bez szans.

    Może jednak ci ludzie to nie do końca idioci i głupcy -:))
    Bo bankowość "100%" + pogłówny - oznacza pasienie głupich baranów.
    Gdy bankowość "100%" + emisyjny - to własna przedsiębiorczość i WOLNOŚĆ . (bo kim by król bez armii fiskalnej wtedy rządził? -:))) )


    pozdr. bez odbioru....
  • @imran 22:16:32
    "Bo zabezpieczeniem jest ta roczna pożyczka a nie majątek własny. "

    Czemu zobowiązanie wobec banku kogoś, kto pożyczył milion i spłaca odsetki nie może być zabezpieczeniem dla innych pożyczek które bank planuje zaciągnąć? Przecież to tak samo rodzaj aktywu jak nieruchomość, tak samo przynosi dochód.

    Dziwi mnie podejście, że jakiś przedsiębiorca mógłby takie działania podejmować, zabiegając o krótkoterminowe pożyczki od klientów na długoterminową inwestycję, rolując ich spłaty kolejnymi pożyczkami, ale takiemu przedsiębiorstwu co się nazwało bank nie wolno by było tego robić.
    To przecież jawne naruszenie prawa, które powinno wszystkich traktować równo.
  • @MSzach 07:15:24
    Przecież pogłówny byłby wysokości ok 100 zł na dzisiejsze pieniądze. Obecnie najbiedniejsi np o dochodzieminimalnym brutto 1750 zł miesięcznie płacą samego Vatu ok 100 - 150 w zależności co kupią. Plus dochodowy i wiele innych.

    Obecnie taki człowiek płaci ok 700 zł lekko licząc wszystkich podatków.
    Więc nie przesadzajmy.

    A jest bardzo możliwe, że wystarczyłoby mniej, np. 50zł miesięcznie. A przy ogólnej deflacji spadałyby mu koszty życia, więc tu w ogóle nie ma co mówić o jakimś płaceniu pogłównego.

    Poza tym, np. w propozycji podatkowej opracowanej kiedyś przez Korwina był zdaje się 3% emisyjny. Tyle, że on nie starczyłby nawet na bardzo minimalne państwo. Musi dojść od kopalin, od nieruchomości, pogłówny.

    Jeżeli by Pan chciał wprowadzić tylko emisyjny dużo wyższy niż te 3%, to on hamowałby rozwój poprzez wywoływanie inflacji. To jest trochę bardziej skomplikowane niż tylko rzucenie hasła; emisyjny i dobro ludzi.

    Niech Pan przeczyta książkę Korwina o podatkach. Cienka książeczka a bardzo dobrze opracowana omawiająca każdy podatek - wady i zalety plus całościowa propozycja podatkowa z nieaktualnymi oczywiście wyliczeniami, ale zasada zostaje bez zmian. To jest chyba jedyne takie opracowanie w przystępnej formie.
  • @imran 08:10:25
    No co pan? sto złotych straty - z deflacji zysk czyli praktycznie w ogóle nie płaciłby podatku a przy emisyjnym by płacił zawsze. Tak należy argumentować :)

    Pan nie bierze pod uwagę jednego ważnego elementu dla każdego człowieka. Wysokość podatków w pewnej skali nie jest najistotniejsze. Człowieczek-przedsiębiorca najbardziej boi sie wszelkich MONOPOLI, które utrudniają bądź uniemożliwiają(!) jemu samodzielne podnoszenie pieniążków na rynku. Emisyjny dla nieuprzywilejowanych to jak nagroda dla ludzi uczciwych - nie sznur lub potencjalny sznur.

    Podziwiam pana, że po tylu przykładach wierzy pan jeszcze w sterowane odgórnie państwo-:) To socjalizm taki sam jak dziś. Tylko z przemalowaną "warszawką"

    Pozdr.
  • @MSzach 10:10:46
    To tą "warszawkę" trzeba podmienić na przedsiębiorców (dz. z p. o.) a nie d***kracje zastąpić tyranem.
  • @programista 08:05:45
    Prawo wszystkich traktuje równo.
    Czy można zabezpieczyć kontrakt nieruchomością która jest zastawiona w banku pod kredyt na 20 lat?

    Nie można, bo przez 20 lat czasowo nie ma się do niej prawa własności, nie można nią dowolnie dysponować.

    Nie może być zabezpieczeniem coś, co na dzień zapadalności nie jest własnością pożyczkobiorcy.

    A jeżeli bank bierze od A 100 zł na miesiąc i te 100 zł pożycza B na rok, to ta pożyczka mimo że jest zapisana w aktywach nie może być zabezpieczeniem, ponieważ za miesiąc te pieniądze będą należały czasowo do B. Nie będą własnością banku.
    Będą dopiero za rok.

    Gdyby ktoś zrobił to samo; np. wziął kredyt i jako zabezpieczenie przedstawił coś, co stanowi już zabezpieczenie innego kredytu, albo co wynajął bez możliwości wypowiedzenia na pewien okres, to tak samo złamałby prawo.
  • @imran 11:30:43
    W aktywach banku nie są zapisane pieniądze pożyczone B, ale zobowiązanie do zwrotu określonej kwoty jakie podjął B - kwoty te są zwykle różnią się pomiędzy sobą. To zobowiązanie może być zabezpieczeniem bo jest własnością banku.
    Ponadto kredyt udzielony B podlega możliwości wypowiedzenia przez bank.
  • @programista 11:43:22
    No tak ale w umowie z klientem wpłacającym do banku ten zobowiązuje się wypłacić gotówkę. Więc zabezpieczeniem nie jest zobowiązanie, pomimo, że w aktywach tak to się uwzględnia.
    W aktywach są zapisane zobowiązania.
    Jednak zabezpieczeniem kredytu są te pożyczone pieniądze. Bo jeżeli bank nie miałby środków aby zwrócić klientom, to ci nie mogą przejąć aktywów - czyli tych zobowiązań.

    Nie ma ani praktycznej, ani chyba nawet prawnej możliwości, żeby klient, Kowalski, czy Kulczyk mając w banku milion PLN w przypadku braku płynności banku po prostu przejął zobowiązania tysięcy klientów mających kredyty w tym banku.
    Bo Kowalski czy Kulczyk nie ma prawa prowadzić takiej działalności.

    Gdyby tak można było zrobić, to Greckie banki po prostu oddałyby zobowiązania i po kłopocie. Banki w USA też mogłyby oddać niespłacalne kredyty mieszkaniowe swoim depozytariuszom.

    To jest niemożliwe. Depozytariusze musieliby czekać na gotówkę do czasu aż te aktywa się "zmaterializują".
  • @imran 12:55:32
    Przejęcie takich aktywów banku ma miejsce podczas procesu upadłości tego banku.
    Drugim takim przypadkiem jest zamiana długów na akcje banku - czyli na udziały własności w aktywach banku. Tak sytuacja miała miejsce chyba na Cyprze.
  • @programista 13:06:01
    Być może masz rację, że może przejąć aktywa w tym sensie, że likwidator komuś je odsprzeda za gotówkę.

    Ale jest inna kwestia. Jeżeli ktoś potrzebując kredyt na rok zaciąga co miesiąc nowy kredyt, to musi przedstawić jakąś zdolność kredytową. Że będzie w stanie ten kredyt spłacić w przeciągu miesiąca.
    A banki tego nie robią. Przyjmując milion depozytów 1000 zł na (teoretycznie) jeden dzień nie przedstawiają żadnej możliwości ich spłaty.
    Bo nie mają żadnej zdolności spłaty tego zobowiązania.
    Mają zdolność spłaty teoretycznie po wielu latach, kiedy zapadną terminy aktywów ale nie po 1 dniu.

    Jeżeli zwykły człowiek chce wziąć kredyt na milion, a nie ma zdolności kredytowej by go spłacić po miesiącu, to nie może tego obejść w ten sposób, że zaciągnie 1000 kredytów po tysiąc PLN za każdym razem przedstawiając tą samą zdolność kredytową (mam wpływy miesięczne 5000zł, więc na 1000 mam zdolność kredytową)

    A banki właśnie tak robią. Jeżeli zapisują w umowie o prowadzenie rachunku że zobowiązują się wypłacić w ciągu 3 dni, to znaczy że przedstawiają zdolność tej wypłaty. I rzeczywiście taką zdolność mają dla 10% zobowiązań. A pozostałe 90% to już jest oszustwo.
  • @imran 14:30:48
    De Soto o ile pamiętam wyjaśnia to w ten sposób, że umowy w których ktoś zobowiązuje się do czegoś, czego nie ma fizycznej możliwości a więc czego nie zamierza z założenia spełnić, jest z mocy prawa nieważna i powinna być zabroniona.

    Np. nie wolno zawrzeć umowy, że jeżeli dasz mi 1000 zł to za 50 lat sprowadzę na ziemię księżyc i postawię go na twoim podwórku.

    Taka umowa jest z mocy prawa nieważna i nie musisz swojej części spełniać nawet jak ją zawarłeś. A ja mogę być sądzony za próbę wyłudzenia. Takie powinno być prawo.

    Jeżeli więc bank zawiera umowę, że pożycza milion na miesiąc a wie, że w ciągu miesiąca nie będzie miał żadnych dochodów aby tą umowę wypełnić i jedyną możliwością jej spełnienia jest przedłużenie jej na kolejny okres, to takie działanie jest właśnie próbą wyłudzenia. A 90% umów kredytowych jest właśnie zawierane na tej zasadzie.
    I to powinno być zakazane dla każdej firmy, nie tylko dla banku.
  • @imran 14:30:48
    Zabezpieczeniem dla spłaty wszelkich pożyczek, które banki przedstawiają są ich sprawozdania finansowe w których są wyszczególnione kapitały własne, aktywa i zobowiązania banku. Te sprawozdania są sporządzane wg stałych jawnych reguł - z tego wynika to, że banki tworzą odpisy dla niepewnych kredytów, czyli eliminują je jako zabezpieczenia.
    A że nie przedstawiają ich indywidualnie każdemu swojemu klientowi lecz robią to w formie zbiorowej i co pewien okres czasu, to moim zdaniem szczegół, który klienci akceptują.
    Dodatkowo jako zabezpieczenie służą także gwarancje np. BFG oraz kontrola KNF stanu wypłacalności.
  • @programista 15:46:01
    Czyli chcesz powiedzeć, że bank ma środki na wypełnienie zobowiązać na czas ich zapadalności?

    I nie chodzi o to, że nie ma lecz o to że z założenia nie ma i nie może mieć.

    Czyli zgodnie z prawem zawiera zobowiązanie, którego nie zamierza spełnić. Z założenia nie dlatego, że coś się nie udało, że ktoś nie spłacił w terminie itp. więc tu nic nie mają do rzeczy odpisy niepewnych kredytów. Więc takie prawo jest złe i trzeba je zmienić.

    Bank z góry zakłada, ze zawieranych terminów nie spełni bo nie ma takiej fizycznej możliwości.

    Zresztą zauważ, że w KC rachunki avista są traktowane jako depozyty a nie pożyczki udzielane bankowi. Bo gdyby traktować to jako pożyczki, to właśnie powstałby problem - na jaki okres są one zawierane i czy bank ma możliwość wypełnienia tego zobowiązania.

    Więc według mnie nie ma problemu żeby ustanowić ogólne prawo, nie tylko dla banków zgodne z dobrą tradycją prawną, że nie wolno zawierać umowy której nie ma żadnej możliwości spełnienia i z założenia nie zamierza się jej spełnić.

    Jeszcze raz powtarzam; bank zawiera umowę z milionem klientów, że wypłaci im depozyt w każdej chwili czego nie jest fizycznie w stanie spełnić nie mając takiej ilości pieniędzy na tą chwilę ani nawet płynnych aktywów żeby na tą chwilę taką sumę zgromadzić.

    To jest niedopuszczalna umowa.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY