Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
76 postów 2944 komentarze

Państwo opiekuńcze

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czy Polskę można nazwać państwem opiekuńczym i co to ma wspólnego z Wiolettą Villas?

 

 

 

 

Pisząc krytyczne słowa o państwie opiekuńczym często spotykam się z reakcją wśród niektórych komentatorów zaprzeczającą jakoby obecnie w Polsce można było mówić o opiekuńczości państwa. 

Taki pogląd wynika zapewne stąd, że nasze państwo nie mając odpowiedniej ilości środków po prostu uchyla się od niektórych przyjętych na siebie obowiązków „opiekuńczych” - np. nie płaci wszystkim zasiłków przez cały okres braku pracy, nie zabezpiecza potrzeb zdrowotnych, nie zapewnia bezdomnym dachu nad głową i wiele innych rzeczy na które teoretycznie zbiera podatki. 

 

Czy w związku z powyższym nie można o takim państwie mówić jako o „opiekuńczym”?

 

To oczywiście zależy od przyjętej definicji. Można przecież przyjąć definicję państwa opiekuńczego jako państwa, które posiada środki z których zapewnia podstawowe potrzeby ludzi. 

Ale czy taka definicja ma jakikolwiek sens? Moim zdaniem najmniejszego, co postaram się w dalszej części pokazać.

 

Według mnie za państwo opiekuńcze należy uważać państwo, którego organa stanowiące prawo oraz urzędnicy podejmują za ludzi decyzje mogące (błędnie podjęte) mieć negatywny wpływ na ich los, zakazują podejmowania działań niosących zbyt duże (ich zdaniem) ryzyko lub też uzupełniają straty wynikłe z ryzykownych działań, wyręczają lub choćby pomagają im w zapewnianiu sobie środków do życia, zabezpieczaniu się na starość itp.

Wszystkie te działania podejmowanie są, przynajmniej w założeniu, dla dobra tych ludzi. 

 

Przyjmując kryterium wydatkowania środków na te opiekuńcze działania możemy dokonać podziału na trzy grupy;

  • działania opiekuńcze nie wymagające środków
  • działania zobowiązujące innych do ponoszenia tych kosztów
  • działania wymagające środków z podatków

 

Dwie pierwsze grupy są często trudne do klarownego oddzielenia. Koszty są często niewidoczne na pierwszy rzut oka, koszty ponoszą na przykład, ludzie nie chcący swojego „dobra” - płacąc kary za uchylanie się od przyjęcia „pomocy”. 

Tego typu działań państwa mamy bez liku. 

  • nakaz różnego rodzaju ubezpieczeń
  • obowiązkowe szczepienia
  • zakaz nabywania leków bez recepty, palenia i picia różnych szkodliwych świństw
  • obowiązek szkolny
  • przymus zapinania pasów
  • obowiązkowe wyposażenie samochodów w środki bezpieczeństwa…
  • kodeks pracy 
  • zakaz pracy za niższą stawkę,
  • zakaz pracy zbyt dużą ilość godzin
  • zakaz pracy w święta i wiele innych,
  • przepisy BHP
  • normy budowlane; żeby ktoś wbrew swojemu dobru nie postawił domu zbyt energochłonnego, zimnego, niekomfortowego, mało nasłonecznionego itp…

 

Praktycznie na każdym kroku spotykamy się z jakąś regulacją, która świadczy o opiece sprawowanej nad nami przez urzędników. Czy przeciętna nadopiekuńcza babcia jest w stanie przejawiać więcej chęci opiekuńczości nad wnusiami niż nasze państwo? 

 

Dodajmy do tego działania z trzeciej grupy - wymagające środków w budżecie. 

 

  • finansowanie edukacji
  • finansowanie opieki zdrowotnej
  • finansowanie opieki społecznej
  • finansowanie zasiłków dla bezrobotnych
  • pomoc socjalna
  • dofinansowanie stadionów, obiektów sportowych, ośrodków rekreacji, kin, teatrów, muzeów, transportu miejskiego …
  • dofinansowanie doskonalenia zawodowego
  • dofinansowanie kultury
  • finansowanie deficytowych przedsiębiorstw
  • ratowanie banków w przypadku niewypłacalności
  • preferencyjne kredyty
  • dotacje dla przedsiębiorstw
  • inkubatory przedsiębiorczości i inne takie

 

I tak można by długo wymieniać, ale tu właśnie zrodzi się pewna wątpliwość. 

 

Przecież nasze państwo faktycznie nie zapewnia każdemu bezrobotnemu zasiłku, nie zapewnia podstawowej opieki zdrowotnej, nie zapewnia dachu nad głową każdemu bezdomnemu, minimum przeżycia itd…

 

Powodem jest brak odpowiedniej ilości środków. Gdyby w Polsce odkryto złoża ropy lub gazu takie jak w Norwegii czy Libii to zapewne politycy zwiększyliby zakres opiekuńczości do takiego poziomu jak w tych krajach. 

Jednak w żadnym państwie w którym ta opiekuńczość jest pokrywana z podatków nie ma i nie może być wystarczającej ilości środków. 

 

Nie może być z wielu powodów, ale podstawowy i wystarczający powód jest taki, że przy takim zakresie opiekuńczości jaki zarysowałem powyżej nie ma jakiejś większości nie objętej opieką, która jest w stanie wytworzyć tyle środków, żeby finansować opiekę jakiejś mniejszości ludzi wymagających tej opieki. 

Faktycznie sytuacja wygląda tak, że państwo opiekuje się wszystkimi; od prezesów banków,  stoczni czy spółek węglowych do bezdomnego. Opiekuje się dokładnie wszystkimi i wszyscy muszą ponosić ogrom wydatków na tą opiekę. 

 

Działają tu dwa mechanizmy samonapędzające się;

 

Po pierwsze w systemie demokracji parlamentarnej każda grupa stara się wymusić od władzy jak największą ilość środków dla siebie. 

Wszyscy razem głosują więc za zwiększeniem zakresu finansowania opiekuńczości pomimo, że sami za nią płacą i to o wiele więcej niż sami chcieliby na te dobrodziejstwa wydać. 

 

Po drugie ludzie z których zdejmuje się odpowiedzialność za siebie, którym się pomaga i wyręcza w każdej decyzji którym odbiera się możliwość przedsiębiorczego działania, realnego wyboru, tacy ludzie przyzwyczajają się do tego bezpiecznego, wygodnego życia i z pokolenia na pokolenie stają się mniej zaradni, mniej pracowici, mniej przedsiębiorczy, mniej zapobiegliwi… a tym samym mają mniejsze możliwości wytwarzania środków potrzebnych przecież na tę całą opiekę. 

 

Dlatego właśnie kwestia braku środków jest nierozerwalnie związana ze skalą opiekuńczości państwa. A brakujące środki w pierwszym rzędzie będą zawsze odcinane tym, od których nie wracają one do budżetu; czyli np. do bezdomnych, bezrobotnych, niemogących pracować itp. czyli paradoksalnie tym, wydawałoby się głównym adresatom opiekuńczości. 

Pieniądze przeznaczone np. na dofinansowanie nieprzystosowanego, nieporadnego przedsiębiorcy częściowo wracają, bo coś tam jednak za nie zorganizuje, kogoś zatrudni, jakieś podatki zapłaci. 

Wpakowane w upadający bank też się zwrócą, bo ów pomoże w inny sposób, jakoś się odwdzięczy. A od bezdomnego nie wrócą.

 

 

Dlatego powinno być chyba jasne, że brak środków, będący przecież wynikiem opiekuńczości państwowej, nie może być warunkiem wykluczającym nazwanie państwa opiekuńczym. 

 

Jeżeli wszystko to, co wymieniłem nie miałoby być wystarczające do nazwania Polski państwem opiekuńczym, to już nie wiem co miałoby być? 

Posiadanie ropy, gazu, złota pod ziemią? 

 

Opiekuńcze państwo jest dla  Narodu tym samym, czym dla „biednych” kotków i piesków była  Wioletta Villas. Tyle, że ona tego nie robiła z chęci władzy, zysku, chciwości lecz z chorobliwej miłości do zwierząt. 

 

Jeżeli nie odrzucimy opiekuńczości urzędników to skończymy jak te biedne zwierzątka pod opieką chorej artystki.

KOMENTARZE

  • @partyzant 00:00:39
    Bronisz czegoś, czego się obronić nie da. I to jeszcze pod trzema nikami.
    Państwo tak funkcjonujące po prostu zbankrutuje a tacy jak ty będą dalej trollować i wmawiać ludziom, że trzeba więcej władzy i pieniędzy oddać urzędnikom.
    Bo urzędnicy muszą się tuczyć na pracy innych.

    Ja się nie muszę nigdzie wynosić. Poradzę sobie, ale szkoda, że taki piękny kraj jest niszczony przez waszą głupotę i pazerność.

    Wyjedź na Kubę i tam wychwalaj swój ukochany ustrój.
  • @imran 06:38:34
    Ciekawe jednak, czemu jest tak wielka akceptacja państwa opiekuńczego?
    Czemu argumenty iż jednak najpierw trzeba wyprodukować by było w ogóle co dzielić oraz że zarządzanie przez urzędników nie swoimi zasobami prowadzi do marnotrawstwa są odrzucane?
    Moim zdaniem nie jest to brak wiedzy ani nie jest to świadome pragnienie wykorzystania innych. Tylko że eliminując te dwie przyczyny dalej pozostaje niepewność.
    Czy może jest to aż tak wielkie nastawienie na dzień dzisiejszy, tak wielki stopień preferencji czasowej? Czy może jest to taka skrajna wrogość do innych ludzi, traktowanych wyłącznie jako konkurentów do skończonych zasobów materialnych?
    Jak znaleźć choć cień tej przyczyny - szkoda że komentarze przeciwników pomagają w tak niewielkim stopniu.
  • @programista 15:36:39
    Bo to jest mechanizm samonapędzający się.
    Im więcej państwo przejmuje od człowieka wolności, w im większej ilości działań go wyręcza, tym bardziej człowiek się od tego uzależnia.
    Są oczywiście ludzie na to odporni, albo tacy, co potrafią sobie w każdej sytuacji poradzić, ale oni też myślą; co będzie z tą resztą.
    Wydaje im się, że gdyby państwo nie pomagało, to byłoby tyle samo bezrobotnych, nieprzystosowanych, potrzebujących pomocy.
    Nie mogą zrozumieć, że jak człowiek nie musi, nie ma motywacji, to się nie wysila. Jak nie widzi sensu w podejmowaniu działania również.
    A jak się przyzwyczai do lenistwa, to na prawdę mu ciężko cokolwiek zacząć.

    Ja to widzę po sobie. Jak mam jakieś większe zlecenie i zapieprzam po 12h to po paru tygodniach się przyzwyczajam i czuje się dobrze, jestem szczęśliwy, tym bardziej, że nie za darmo.
    Ale jak miesiąc czy dwa siedzę w domu i tylko dzieci do szkoły, zjeść, spać, to z tygodnia na tydzień tracę zapał i jestem coraz bardziej zmęczony i nic mi się nie chce Nawet pisać na NE nie mam siły. A jak znowu gdzieś jadę, to pierwszy tydzień to jest makabra. Nie mogę się zmusić żeby znowu wpaść w ten rytm i zapieprzać o rana do nocy. A potem coraz lepiej znowu schodzę do normalnej wagi, zaczynam więcej pisać, czytać, ćwiczyć... zupełnie inne życie.

    Państwo opiekuńcze robi ludziom krzywdę uzależniając ich od siebie, odbierając im sens życia, prawo do ryzyka, poczucie wartości, motywację do działania.

    Ale nie chodzi tylko o biednych, bezrobotnych itp.

    Przecież przedsiębiorca też już bez pomocy, dofinansowania, dotacji... to nie wie co robić.
    Kupują maszynę, bo załatwili sobie finansowanie z UE, a nie mają żadnego pomysłu co na niej produkować.

    To jest państwo sabotujące.
  • @imran 17:51:24
    Jedyne co mi nie pasuje, to brak oznak apatii czy braku motywacji w opiniach zwolenników państwa opiekuńczego (jak widać w początkowych komentarzach). Szczególnie, że traktują oni poglądy przeciwne jako z gruntu szkodliwe i nieodpowiedzialne.
  • @night rat 19:51:14
    Wydaje mi się, że ci ludzie odbierają sytuację podobnie - uważają że to przeciwnicy państwa opiekuńczego nie chcą się niczego nowego nauczyć i tylko powtarzają bezrefleksyjnie wyuczone hasła. Że to zwolennicy wolnego rynku zbłądzili.
  • imran 'definiuje' :)
    "za państwo opiekuńcze należy uważać państwo, którego organa stanowiące prawo oraz urzędnicy podejmują za ludzi decyzje mogące (błędnie podjęte) mieć negatywny wpływ na ich los..."
  • A tak na poważnie...
    po pierwsze należałoby przyjąć zasadę stopniowego odejścia aż do całkowitej likwidacji wszelkich grupowych przywilejów, ułatwień czy ulg.
    Bo to jest czyste złodziejstwo pod pozorem opiekuńczości.

    A po tym dopiero można się zastanawiać czy państwo powinno się totalnie odlać na ludzi, którym nie wychodzi. Czy do tego stopnia może się odlać by nie reagować na głodujących, bezdomnych czy niezdolnych do pracy od urodzenia nawet w sytuacji gdy filantropów akurat zabrakło, a żyć trzeba. Do jakiego stopnia państwowa pomoc byłaby możliwa? Kiedyś już była tu o tym mowa, że taka pomoc, do poziomu minimum socjalnego, powinna być normalnością nawet w państwie wolnych już ludzi. Zaznaczę w tym miejscu, że ta pomoc dla ludzi zdrowych na ciele i umyśle nie powinna być nigdy bezzwrotna i stała. Kto i jak powinien ustalać to minimum? Nie wiem. Wolne wnioski.

    Kończąc. Opiekuńczość państwa nie złem. Złem jest opiekuńczość w obecnej demoralizującej formule, która wprost likwiduje poczucie sprawiedliwości.
  • @MSzach 12:12:09
    Tak, ale mój wpis powstał w odpowiedzi na twierdzenia niektórych, że Polska nie jest państwem opiekuńczym, bo nie opiekuje się tymi którzy naprawdę potrzebują, bo są ludzie przymierający głodem, zamarzający zimą bez dachu nad głową itp...
    No ale faktem jest, że opiekuje się milionami ludzi, którzy wcale żadnej opieki nie potrzebują. A skoro się opiekuje, to jest państwem opiekuńczym. To chyba logiczne.

    Jeżeli babcia silnemu osiemnastoletniemu wnusiowi każe założyć szalik i daje pieniądze albo przynosi obiadek do pracy, to jest opiekuńcza czy nie?

    Więc nie rozumiem dlaczego nie nazwać Polski po imieniu - państwem opiekuńczym?


    A mój wolny wniosek byłby taki, żeby najpierw założyć rzecz wydającą się oczywistą i normalną, że gdyby państwo przestało się wszystkimi opiekować i pozwoliło ludziom działać, to filantropów by nie zabrakło. Bo i ilość rzeczywiście potrzebujących zmalałaby do niewielkiej liczby.
    A dopiero gdyby z tymi filantropami się nie sprawdziło to zastanawiać się co dalej.
    Bo to jest niestety mechanizm "samosprawdzającej przepowiedni". Jeżeli państwo ogłasza; "wiemy, że ludzie nie są w stanie sami się o siebie zatroszczyć i z góry ustalamy, że każdy kto nie będzie w stanie temu podołać dostanie 1000zł" to oczywiście ta absurdalna teza może się sprawdzić i znajdzie się takich wielu.
  • @imran 16:43:05
    "Tak, ale mój wpis powstał w odpowiedzi na twierdzenia niektórych, że Polska nie jest państwem opiekuńczym"
    Pan to chyba lubi kopać sie z końmi... -:)

    Dlatego ja jestem od dawna za rezygnacją z obecnej demokracji na rzecz demokracji przedsiębiorców czyli do ograniczenia konsultacji, takich dyskusji wszelkich dywagacji tylko do przedsiębiorców dz. z p. o.

    Pozdr
  • @MSzach 12:12:09
    > czy państwo powinno się totalnie odlać na ludzi, którym
    > nie wychodzi. Czy do tego stopnia może się odlać by
    > nie reagować na głodujących, bezdomnych czy
    > niezdolnych do pracy od urodzenia nawet w sytuacji
    > gdy filantropów akurat zabrakło, a żyć trzeba. Do
    > jakiego stopnia państwowa pomoc byłaby możliwa?

    Spróbuję ten wywód z języka państwowej propagandy przetłumaczyć na język bardziej zrozumiały:

    Czy aparat przemocy mający terytorialny monopol na stosowanie siły powinien totalnie olać ludzi, którym nie wychodzi? Czy do tego stopnia może ich olać by nie reagować na głodujących, bezdomnych czy niezdolnych do pracy od urodzenia nawet w sytuacji gdy filantropów akurat zabrakło, a żyć trzeba? Do jakiego stopnia pomoc firmy ochroniarskiej, militarnej, zdrowotnej, edukacyjnej, ubezpieczeniowej, finansowej, medialnej etc... byłaby możliwa?

    I dokładam moje pytania: dlaczego opiekuńczość, pomoc, charytatywność to musi być kompetencja firmy mającej terytorialny monopol na stosowanie przemocy? Dlaczego pomagać nie mogłyby organizacje nie działające przy użyciu przemocy fizycznej? Dlaczego pomoc ludziom musi opierać się o inicjowanie wobec nich aktów agresji? Dlaczego nie można pomagać ludziom i się nimi opiekować za obopólną zgodą i za środki zdobyte metodami pokojowymi, bez wymuszania na nikim płatności za coś czego nie zamawiał?

    Dlaczego opiekować nami musi się aparat przemocy? Dlaczego opieka wymaga użycia wojska i policji? Dlaczego ten kto pomaga musi najpierw siłą odebrać nam owoce naszej pracy, by mieć na tę jego pomoc? Dlaczego nie jest możliwa opieka bez użycia pały, kałacha czy czołgu? Dlaczego minimum socjalne musi być realizowane przy pomocy armii i innych formacji mundurowych stosujących środki przymusu bezpośredniego i mających na to monopol?
  • @imran 16:43:05
    > Tak, ale mój wpis powstał w odpowiedzi na twierdzenia niektórych,
    > że Polska nie jest państwem opiekuńczym

    No ale to tak jak z hodowcą bydła. Taki hodowca trzyma bydło w zagrodzie i je karmi. Ale jeśli tylko trzyma w zagrodzie, ale nie karmi, to przestaje być hodowcą? Nadal jest hodowcą, ale nieudolnym, który zniewala bydło tak jak każdy hodowca, ale sam na tym traci, bo mu bydło wymiera i ucieka. Ale nadal jest opiekunem, nadal jest hodowcą. To, że opiekun jest nieudolny nie powoduje, że przestaje być opiekunem. Przestałby być opiekunem dopiero wtedy gdyby bydło wypuścił z zagrody na wolność. Dopóki bydło trzyma w zagrodzie jest jego opiekunem, nawet gdy marnie mu wychodzi karmienie bydła i ono mu wymiera.
  • @GPS 01:44:33 Upraszcza pan.
    Wychodzi, że jest pan albo chorym skrajnym anarchoglobalistą albo (przepraszam) zwyczajnym głupcem :))
    cyt: "Dlaczego ten kto pomaga musi najpierw siłą odebrać nam owoce naszej pracy, by mieć na tę jego pomoc?"
    Po pierwsze państwa własnego już prawie nie mamy i można łatwo teraz zaobserwować dokąd zmierzamy, Czy więc wyśniona wolność jest możliwa bez gwaranta w postaci państwa?
    Po drugie. A jeżeli państwo... to niestety musi byc ZAWSZE w jakiejś mierze despotyczne bo chyba pan na tyle ma oleum by zdać sobie sprawę że dobrowolne płacenie podatków oznacza nie płacenie ich wcale? To taka sama fatamorgana jak dobrowolna filantropia.

    Nie ma państwa bez podatków. Jeżeli jest gdzieś takie to daj pan znać.
  • @MSzach 07:30:53
    Albo jest Pan zwyczajnym głupcem. To kończy dyskusję. Z głupcem się nie dyskutuje.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY