Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
76 postów 2944 komentarze

Wolny kraj - USA

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przedstawiam opowieść o wolnym niegdyś kraju usłyszaną przy kuflu piwa.

 

 

 

Wczorajszego dnia miałem przyjemność spotkać się przy piwie ze swoim dawno niewidzianym kolegą - Niemcem. Poznaliśmy się piętnaście lat temu, kiedy zaczynałem pracę (dokładniej współpracę, bo nie byłem nigdy zatrudniony, tylko jako „wolny strzelec”) w niemieckiej firmie produkującej maszyny włókiennicze. Na początku wysłano mnie, w ramach nauki, razem z nim na uruchomienie produkcji w zakładach w Polsce, później byliśmy razem w Turcji i Syrii. 

Nasze drogi się rozeszły kiedy on „zwariował” i tak zakochał się w Syrii, że odszedł z firmy i został tam na kontrakcie prywatnie. Przed tym całym „burdelem” który wywołali nasi amerykańscy sojusznicy musiał wrócić do Niemiec. 

I tak się właśnie zdarzyło, że spotkałem go teraz w Rosji, w fabryce gdzie został zatrudniony jako szef projektu który ja realizuję. 

Tyle tytułem wstępu, bo nie o naszej znajomości chciałem napisać lecz opisać pewną historię, którą ów Niemiec opowiedział mi przy piwie. On potrafi  niesamowicie barwnie opowiadać, więc niestety nie będę w stanie tego  oddać, ale miałem kupę śmiechu.

Otóż, jeszcze pracując we wspomnianej firmie niemieckiej, został oddelegowany do USA, do amerykańskiego oddziału tej firmy dla udzielenia pomocy technicznej jednemu z większych klientów. 

Dostał samochód służbowy, którym codziennie podjeżdżał pod recepcję przy bramie głównej. I tak właśnie zaczyna się historia nazwana przez niego z niemiecka „Kindergarden”.

Najpierw dokładna kontrola posiadania wszystkich wymaganych przepisami wewnętrznymi „safety devices”. 

  • buty ochronne
  • okulary ochronne
  • kamizelka odblaskowa
  • ochrona słuchu

(dodam od siebie, że chodzi o zakłady włókiennicze, gdzie ochrona słuchu jest jak najbardziej niezbędna. Reszta to czysty idiotyzm. W zakładach europejskich o najbardziej wyśrubowanych standardach bezpieczeństwa (np. Michellin - opony=bezpieczeństwo... można zrozumieć) wymagają ochrony słuchu i butów, ale nie sprawdzają na wjeździe i nie robią takich cyrków a jedynie informują, że takie są wymogi)

Następnie otrzymał jakieś plakietki o różnych kolorach - na każdy dzień inny kolor - które trzeba było nosić, zdaje się na szyi (ale umknęła mi niestety ta część opowieści w której opisywał ową procedurę przydzielanie plakietek kolorowych - jak to bywa przy piwie). W każdym razie zdarzyło się, że pewnego dnia założył plakietkę udał się na produkcję, a tam dopadł go strażnik;

- Whaaaaat aaaare youuuuuuu doooing!!!!!!!!

- Jak to co robię? O co ci chodzi?

- Jaką masz plakietkę?

- Czerwoną. 

- Dzisiaj jest środa, powinieneś mieć zieeeeelooooonąąąąą!!!

- Ach, środa. Myślałem, że czwartek. Czy to jakiś problem?

- Wielki problem. Musisz zmienić plakietkę!  Czy masz ochronniki słuchu? 

- Mam ale tylko żółte :)))

- Nie ma znaczenia

- O really? Thank’s God

 

Zaraz, zaraz... trochę przeskoczyłem. Przecież żeby wejść do fabryki trzeba najpierw zaparkować samochód na parkingu fabrycznym. Do tego są stosowne procedury z którymi mój kolega „uważnie” się zapoznał. 

Wjechał na parking, zaparkował, zadowolony z siebie wysiadł z samochodu. 

I wtedy wyrosła jakby spod ziemi „parkingowa” - tłusta murzynka ze znakiem STOP w rękach. 

- Czy zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłeś. Za to grozi ci wydalenie z pracy i zakaz wstępu na teren fabryki. 

-Co zrobiłem? Zaparkowałem.

- Nie miałeś zapiętych pasów. 

- Miałem. 

- Odpiąłeś je. 

- Bo zaparkowałem.

- Nie znasz procedur? Należy zatrzymać się, zamknąć wszystkie okna, wyłączyć silnik, wyjąć kluczyk, odpiąć pasy, opuścić samochód.

- No i tak zrobiłem

- Nie! Odpiąłeś pasy jeszcze wyłączeniem silnika. Musisz teraz wyjechać poza teren i wjechać jeszcze raz zgodnie z procedurami. Wtedy otrzymasz jedynie ostrzeżenie.

 

Po ponownym  zaparkowaniu został pochwalony i mógł udać się do pracy. 

Nie minęło pół godziny jak otrzymał telefon z oddziału amerykańskiego swojej  firmy;

- Rolf, co ty wyprawiasz?

- Co znowu? W czym problem?

- Podobno nie zapiąłeś pasów! 

- Bo już byłem na parkingu.

- Musisz mieć zapięte przed wyjęciem kluczyka. Uważaj na to bo będziemy mieli kłopoty.

- OK. Najlepiej dla pewności odepnę po wyjściu z samochodu ;))

 

Ale to nie koniec „Kindergarden”

Codziennie musiał przeczytać małą książeczkę „Safety rules” i potwierdzić to własnoręcznym podpisem.

Po kolejnym dniu tej zabawy mówi;

- Już to czytałem, gdzie mam podpisać?

- Nie! Musisz to przeczytać codziennie.

Wziął do ręki, przerzucił wszystkie strony powiedział;

- Ok, już mogę podpisać?

- Nie, nie przeczytałeś.

Musiał więc codziennie kartka po kartce udawać, że czyta te bzdury pod czujnym okiem inspektora. 

 

I takie to wspomnienia z „wolnego kraju” - USA przedstawił mi niemiecki kolega przy piwie. Twierdzi, że oczywiście ten zakład to przykład ekstremalny, ale w większości zakładów tego typu procedury obowiązują. 

 

Powiem szczerze, że zawsze myślałem aby kiedyś dostać kontrakt w USA, ale po tym co usłyszałem, to nawet za podwójną zapłatę tego nie przyjmę. 

 

Ponieważ wiem, iż wielu z Was pisze właśnie z terenu USA, więc chciałbym poznać Wasze zdanie; czy to jest bardzo przerysowane i należy wziąć poprawkę na wypite kufle piwa, czy naprawdę ludzie w Stanach już do końca zidiocieli.

Ja sobie oczywiście zdaje sprawę, że wiele z takich procedur jest związanych z tym, że jeden z drugim matoł mógłby np. przywalić w mur podczas parkowania i oskarżyć firmę, że go nie ostrzegła przed waleniem w mur bez zapiętych pasów, albo mógłby włożyć rękę w maszynę i oskarżyć firmę, że go  zmusiła do przeczytania tylko dwa razy informacji o niepożądanych skutkach wkładania rąk w maszynę, a on mając krótką pamięć za trzecim razem o tym zapomniał... itd. ale to też świadczy o degeneracji jaka się w tym kiedyś wolnym kraju  dokonała.

KOMENTARZE

  • czy naprawdę ludzie w Stanach już do końca zidiocieli.
    Z autopsji wiem że nie. Oni byli, są i co najgorsze (a może i najlepsze) idiotami będą....
  • Powyzszy artykul jest w 100% dokladny.Przezylem to osobiscie.
    Ta durna drobiazgowosc jest okreslana po angielsku:"chicken shit".Musialem to znosic przez 35 lat.W latach 70 tych nie bylo to takie nachalne jak jest teraz.Pracowalem w podobnej branzy:projektowalem maszyny specjalne i je instalowalem po USA.Najczesciej maszyny do produkcji samochodow ale byly tez do produkcji pieluch czy dyskow komputerowych albo tkania Boeingow z tasiemek weglowych.To "chicken shit" zaczynalo sie juz w projektowaniu.Chcialbym miec tyle pieniedzy co stracilem czasu w pracy na pisaniu zer.Tak, zer jak 0.Kazda maszyna ma swoj numer seryjny, kazda czasc tej maszyny ma swoja nazwe i swoj numer.Przyklad numeru czesci DI-75002-0001-0001.DI to skrot nazwy firmy:Daley Incorporated.Kreseczka -, nie wiadomo po co.75 oznacza rok 1975.002 oznacza ze to druga maszyna zaprojektowana w danym roku w tej firmie.Nastepna kreseczka -, nie wiadomo po co.001 oznacza numer rysunku zlozeniowego podzespolu.Nastepna kreseczka -, nie wiadomo po co.001 oznacza pierwsza czesc na rysunku danego podzespolu.Firma nie produkowala wiecej rocznie niz 20 maszyn, podzespolow nigdy maszyna nie miala wiecej niz 15 a czesci w danym podzespole nie bylo nigdy wicej jak 70, wiec mozna by taki numer napisac tak:75020101.Osiem znakow zamiast 18 znakow, albo wogole pozbyc sie tych zer i pisac na wszystko kolejny numer zaczynajac od 1.Z reguly kazdy nowy wiceprezydent odpowiedzialny za projektowanie wprowadzal nowy system numerowania czesci i tak czesci zaczely posiadac po kilka numerow, stary, mniej stary, nowszy i najnowszy.Te numery trzeba bylo pisac na rysunkach, listach czesci,fakturach, rachunkach, listach przewozowych.Jak to mowia amerykanie:"busy work"- praca majaca duzo roboty.
  • u nas też się to robi
    ja to nazywam - >>coraz więcej systemu -coraz mniej jakości.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY