Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
76 postów 2944 komentarze

Moje komentarze

  • @goodness 10:12:15
    Spojrzałem, czy to nie 1.04 ale nie.
    Przypomniałem sobie, że kiedy miałem jakieś 5 albo 6 lat, to też wymyśliłem coś takiego. Narysowałem schemat i pokazałem dziadkowi "perpetuum mobile"
    Wykombinowałem tak; bierzemy butlę ze sprężonym powietrzem, odkręcamy kurek i powietrze dmucha w wiatraczek. Wiatraczek napędza sprężarkę, która spręża powietrze do butli.
    Wystarczy tylko raz butlę napełnić, a potem pracuje w nieskończoność.

    Jak tylko poszedłem do szkoły to zrozumiałem, że to niemożliwe.
    VI wykład socjologii złodziejstwa. Brexit a teoria systemów.
  • @AgnieszkaS 04:35:12
    A na czym polegała według Pani szkodliwość monopolu Beers?

    Bo chyba nie na tym, że zawyżał ceny skoro od kilkudziesięciu lat Beers traci udział w rynku do ok. 35% obecnie a ceny od lat 90-tych rosną w szybszym tempie niż wcześniej.
    To oczywiście można wytłumaczyć inflacją, ale porównując diamenty ze złotem ich cena rosła szybciej niż złota.
    Więc jeżeli całkowity monopol Beers zawyżał ceny w XIXw. to rozdział tego monopolu na kilka firm zawyża je jeszcze skuteczniej.

    Chyba, że widzi Pani jeszcze jakieś inne szkodliwości niż wysokie ceny.
    Postęp a bezrobocie
  • @AgnieszkaS 18:06:40
    A mogłaby Pani podać jakiś przykład szkodliwego monopolu, który nie powstał albo nie utrzymuje się w wyniku przemocy stosowanej przez państwo (przepisy prawa) albo w wyniku tego, że państwo nie eliminuje takiej przemocy stosowanej przez monopolistyczny podmiot pomimo, że ma środki i obowiązek konstytucyjny taką przemoc eliminować?
    Postęp a bezrobocie
  • @programista 07:57:37
    >Podany przez szanownego Autora sposób wytwarzania, polegający na tym iż najpierw trzeba koniecznie wytworzyć całe zaplecze do produkcji i to na poziomie od razu dostosowanym do wielkoseryjnej produkcji"

    Po pierwsze; nie twierdzę, że to całe zaplecze musi wytworzyć ten, kto chce wytworzyć wyrób końcowy. Ale faktem jest, że to zaplecze musi być wcześniej niż powstanie wyrób końcowy. No przecież nie ma fizycznej możliwości wytworzenia najpierw wyrobu końcowego a później półproduktu czy narzędzi niezbędnych do jego wytworzenia. Widzisz taką możliwość?

    Po drugie; nie ma znaczenia wielkość produkcji. Aby wytworzyć coś w kilku egzemplarzach potrzebne jest inne zaplecze czyli inna struktura produkcji a do wytworzenia milionów egzemplarzy inne.
    Tak samo do wytworzenia czegoś mniej zaawansowanego technologicznie wystarczy krótka struktura a do bardziej zaawansowanego niezbędna jest długa.
    Ale jeżeli już ustalimy, że do wytworzenia produktu X w ilości y egzemplarzy niezbędna jest taka a taka struktura produkcji, bo inaczej się nie da, to faktem jest, że ta struktura musi istnieć najpierw, zanim wytworzymy ten produkt w takiej ilości.

    Jeżeli np. wymyśliłeś jakiś rodzaj robota, który zastąpi jakiś rodzaj pracy, to aby go wytworzyć w jednym egzemplarzu musisz mieć jakąś minimalną strukturę produkcji niezbędną do wytworzenia jednego egzemplarza.

    Jeżeli dalej będziesz chciał zwiększyć produkcję do 10 szt. to NAJPIERW musi powstać struktura niezbędna do produkcji tych 10 szt. (nie musi jak mi imputujesz powstać struktura do produkcji 1000 szt. Ale musi do tych 10 szt)

    Jeżeli masz popyt już na 1000 szt. to nie zrobisz ich jeżeli wcześniej nie będzie struktury minimalnie niezbędnej do produkcji 1000 szt.

    WAŻNA UWAGA!
    Możesz oczywiście wytworzyć (teoretycznie) 1000 X 1 szt. używając struktury niezbędnej dla 1 szt. Problem w tym, że ich nie sprzedasz bo czas i koszty wytworzenia będą takie, przy których można sprzedać 1 szt. a nie 1000 szt.

    A więc moje twierdzenie jest takie;

    Jeżeli te roboty w ilości 1000 szt. zlikwidują np. 5000 miejsc pracy, to wcześniej powstanie popyt na taką albo nawet większą ilość miejsc pracy w strukturze produkcji niezbędnej do wytworzenia takiej ich ilości oraz w różnych miejscach bez których stosowanie takich robotów nie miałoby sensu. (na przykład wytworzenie wysokowydajnych krosien do produkcji tkanin nie miałoby sensu - nie byłoby zbytu na nie, gdyby nie powstały w odpowiedniej ilości szwalnie i cała struktura produkcji zapewniająca im narzędzia, budynki, środki transportu..., gdyby nie powstały sklepy, biura projektowe, krajalnie... itp.....)
    (I nie ma sensu Twoje argumentowanie; że przecież 1 krosno wydajne można zbudować bez tej całej struktury. Bo to jedno krosno nie zlikwiduje żadnych miejsc pracy a o tym przecież mówimy)

    Więc patrząc na to, że krosna wydajne zlikwidowały wiele stanowisk pracy np. tkaczek czy mechaników bo jedno zastąpiło 100 starych, to trzeba też zauważyć, że do produkcji 100 starych wystarczyło kilku ludzi którzy je wystrugali z drewna, a do jednego nowego potrzeba wielu ludzi na każdym z etapów produkcji.
    I na pewno na etapie ostatnim; montowania, potrzeba ich o wiele mniej np. 3 zamiast 100 ludzi, ale na etapie dostarczającym różne części pracuje już kilkudziesięciu, na etapie wyższym produkującym narzędzia do wytwarzania tych części 50 na etapie tworzącym materiały wyjściowe; blachy, odlewy, pręty, farby, płytki elektroniczne, przewody... itd... zatrudnionych jest dziesiątki kolejnych, itd, itp....

    Więc te krosna nie mogły zlikwidować per saldo miejsc pracy. Przeciwnie, żeby taki postęp nastąpił musiało przybyć ludności aby obsadzić niezbędne stanowiska pracy na poszczególnych etapach.
    I musiało się to stać przed, a nie po fakcie wytworzenia tych krosien w takiej ilości, bo jak mam nadzieję klarownie wyjaśniłem nie da się najpierw stworzyć wyrobu a potem wszystkiego co niezbędne do jego stworzenia.
    Postęp a bezrobocie
  • @programista 11:09:42
    >Produkty nowe w sporej części powstają metodami "chałupniczymi" jako produkty jednostkowe, unikalne."

    Jeżeli Ford robiąc pierwszy prototyp musiał zastosować łożyska kulkowe, to musiały istnieć zakłady produkujące takie łożyska. A żeby te istniały to musiały istnieć zakłady produkujące odpowiednie urządzenia do tych zakładów, musiały istnieć laboratoria będące w stanie zbadać twardość, wytrzymałość różnych stopów i ocenić ich przydatność do takiego a nie innego zastosowania.
    Słowem, najpierw musiała zostać stworzona cała ogromna infrastruktura żeby Ford mógł gdzieś zamówić tylko odpowiednie łożyska.
    Być może wytopił je sobie w dymarce i wyszlifował pilniczkiem, ale to i tak nie miałoby znaczenia, bo żeby uruchomić sprzedaż kilkudziesięciu nawet samochodów rocznie musiał mieć normalne łożyska a nie takie co po minucie pracy w takim prototypie się rozlecą.

    A mówimy o tym przecież w kontekście zastępowania pracy ludzkiej.
    Dopiero uruchomienie takiej produkcji może spowodować jakieś efekty np. likwidacja kilkuset miejsc pracy hodowców koni i ludzi zatrudnionych w produkcji zaprzęgów.

    Najpierw musiał zbudować fabrykę, a żeby ją mógł zbudować musiała wcześniej powstać ogromna struktura produkcji różnych rzeczy niezbędnych do produkcji samochodu. Gumy na opony nie zrobił sobie sam lecz musiały już istnieć zakłady chemiczne, musiała istnieć infrastruktura, transport sprowadzający półfabrykaty z innych rejonów świata itp...

    A dalej po sprzedaży kilku pierwszych sztuk samochodów zanim doszło do likwidacji pracy tych kilkuset ludzi związanych z dorożkarstwem to inni przedsiębiorcy wietrząc interes zaczynali uruchamiać produkcję jakichś dystrybutorów benzyny, inni zaczęli zapewne swoje kuźnie przygotowywać do przejścia na produkcję wyposażenia wieży wiertniczych do wydobycia ropy, kombinując, że gdyby nastąpił boom w przemyśle samochodowym to oni już będą pierwsi dostarczając tym, którzy chcą wydobywać ropę.

    Przecież nie było tak, że dopiero gdy ludzie zakupili parę tysięcy samochodów to te samochody stały w garażach i czekały aż jakiś zakład będzie w stanie wytworzyć specjalistyczne urządzenie dla spółek wiertniczych.

    Inwestycje zaczynają się zawsze najpierw od tej góry piramidy czyli na wyższych etapach, nie na etapach produkcji dóbr konsumpcyjnych.

    Oczywiście, że prototyp np. roweru, batyskafu, łożyska kulkowego czy nawet helikoptera został wykonany z drewna przez Leonarda. Ale te urządzenia mogły zacząć zastępować poszczególne rodzaje pracy człowieka dopiero gdy była już gotowa cała struktura produkcji na wyższych etapach. Żaden helikopter nie wyeliminował stanowisk pracy ludzi opryskujących pola zanim nie została stworzona cała struktura produkcji zatrudniająca miliony ludzi dzięki której można było wbudować w ten helikopter jakiś komputerek odpowiedzialny za synchronizowanie pracy tych różnych wirników (tak strzelam ale chyba się nie mylę, bo nie wyobrażam sobie aby to uzyskać czysto mechanicznie).

    Samą ideę mógł sobie Leonardo wystrugać, ale postęp zaczyna się od podstawy tej piramidy, od inwestycji w rozbudowę wyższych etapów a nie od eliminacji miejsc pracy na etapach niższych.
    Postęp a bezrobocie
  • @programista 20:04:26
    Poza tym w normalnej sytuacji bez wymuszania inwestycji wprowadzenie do produkcji czegoś, co zastępuje pracę; np. samochodu zamiast zaprzęgu powoduje zwiększenie popytu na wiele elementów których produkcja wymaga rozwoju określonej struktury produkcji a więc zatrudnienia wielu osób. Najpierw powstają liczne zakłady produkcyjne wytwarzające poszczególne części do samochodu, narzędzia do ich produkcji, kalibracji, kontroli, montażu... a dopiero potem wchodzą do sprzedaży samochody. Jeżeli przedsiębiorcy nie stworzą tej struktury to nie powstanie samochód, a nie stworzą tej struktury dopóki nie znajdą odpowiednio wykwalifikowanych ludzi.
    Więc te procesy dzieją się równolegle i nie może dojść do sytuacji, że najpierw powstanie urządzenie zastępujące pracę niewykwalifikowanych, a dopiero potem ci niewykwalifikowanie będą się przekwalifikowywać szukając pracy w strukturze produkcji będącej bazą dla produkcji tego urządzenia.
    To nie ta kolejność.
    Postęp a bezrobocie
  • @programista 20:04:26
    No więc o to chodzi, że nie postęp likwiduje miejsca pracy lecz blokowanie przedsiębiorczości. Jednym z mechanizmów tego blokowania jest to o czym pisałem czyli wymuszanie inwestycji, które przy rynkowych cenach kapitału i pracy nie byłyby nigdy podjęte bo by się nie opłacały.
    Postęp a bezrobocie
  • @laurentp 19:36:08
    >W skrajnym przypadku "potrzebujemy" kadry "high-tech". I robotów.

    W sensie technologicznym być może masz rację, ale ja pisze z punktu widzenia ekonomicznego. Można zastąpić np. pracę pracownika który dokonuje smarowania maszyn, wymienia olej, układa towar paleciakiem, zamiata ulice... i miliony tego typu czynności pracą jakichś wysoko zaawansowanych robotów.
    Natomiast wytworzenie każdego z tych robotów, tak jak pisałem, wymaga rozwoju ogromnej struktury produkcji a więc ogromnej ilości zaangażowanego kapitału - oszczędności.
    Skąd znajdziesz tylu przedsiębiorców idiotów, którzy będą chcieli zaangażować tak ogromne środki na zastąpienie pracy taniego bo niewykwalifikowanego pracownika? Taka inwestycja zwróci się za milion lat.
    Oczywiście wariaci rządowi mogą do pewnego momentu takie inwestycje wymuszać, ale taka gospodarka zbankrutuje "dziesięć razy" zanim dojdzie do tego poziomu zastępowania ludzkiej pracy o którym piszesz.
    Postęp a bezrobocie
  • @Jasiek 18:28:10
    Dobrze by było wyjść z Unii ale obawiam się, że dla Polski takiej możliwości nie ma, przynajmniej dopóki Unia się nie rozpadnie.

    Nawet gdybyśmy zagłosowali za, to procedura wychodzenia zakłada negocjowanie wzajemnych rozliczeń. Polska w przeciwieństwie do Anglii ma słabą pozycję negocjacyjną mając ogromne zadłużenie zagraniczne oraz będąc teoretycznie przez lata beneficjentem środków, które w większości nie posłużyły do tworzenia niczego pożytecznego a jedynie na kupowanie błyskotek.
    Musielibyśmy zapewne najpierw to wszystko spłacić. To by musiała być z naszej strony naprawdę wielka determinacja. Raczej liczyłbym prędzej na rozwiązanie problemu przez bankructwo Unii
    Postęp a bezrobocie
  • @anthony1 16:26:03
    Obciążenia pracy podatkami są tak oczywistą przyczyną zwiększające bezrobocie, że nawet się specjalnie nad tym nie rozwodzę.
    Ale czy samo zlikwidowanie ZUS spowodowałoby zniknięcie bezrobocia to miałbym wątpliwość.
    To znaczy; na pewno poprawiłoby to sytuację w tych okresach w których jak pisałem akcja kredytowa jest zwiększana i ta podstawa piramidy jakoś się trzyma. Wielkie firmy są sztucznie podtrzymywane dotacjami i tanim kredytem oraz zamówieniami publicznymi. Obecnie jesteśmy chyba raczej u schyłku tego okresu.

    Natomiast kiedy nastąpi kolejny taki czas w którym; firmy przede wszystkim wydobywcze, budowlane, resztki przemysłu ciężkiego, czyli ta podstawa piramidy struktury produkcji, zaczną mieć poważne kłopoty z obsługą długu i utrzymaniem produkcji a rząd straci możliwość finansowania deficytu i podtrzymywania bankrutów, kiedy spadną ceny walorów będących zabezpieczeniem kredytów, wtedy ujawni się to bezrobocie o którym piszę. I tu już obniżki podatków nie pomogą.
    Postęp a bezrobocie
  • @Mufinek Sposypkom 21:40:44
    Szkoła Austriacka nie proponuje żadnego konkretnego systemu, a tym bardziej opartego na złocie.
    Ta szkoła daje tylko pewną teorię, której nikt logicznymi argumentami nie podważył.
    To co jest najważniejsze w tej teorii to zwrócenie uwagi na fakt, iż zmiany ilości pieniądza nie są neutralne dla gospodarki nawet jeżeli idą zgodnie ze wzrostem ilości towarów i nawet jeżeli ceny pozostają na tym samym poziomie.
    Zmiany ilości pieniądza wywołują zaburzenia w dostosowaniu wielkości inwestycji na poszczególnych etapach produkcji i powodują nieadekwatny rozwój etapów wyższych i dłuższych procesów produkcji.

    Te prawdy mogą być stosowane albo nie, w każdym systemie; czy to opartym na złocie czy jakimkolwiek innym. Chodzi po prostu o to żeby na to nie zamykać oczu jak to robią zwolennicy teorii ilościowej; patrząc wyłącznie na ogólną równowagę a pomijając zakłócenia pionowe w procesie produkcji wywołane podkreślam zmianami ilości pieniądza a nie zmianami cen.
    Nowa Ekonomia - Tezauryzacja
  • @Mufinek Sposypkom 22:22:56
    "Ale początek inicjatywy rodzi się w firmie z oszczędności własnej, a nie z emisji od systemu"

    Dlatego to, co proponujesz jest oczywiście lepsze, w kontekście o którym piszę, od systemu obecnego który powoduje (poprzez takie boomy inwestycyjne w kapitałochłonnych procesach/etapach produkcji) ogromne marnotrawstwo środków, błędy inwestycyjne, które albo muszą upaść w momencie krachu albo zostanie uruchomiona następna akcja kredytowa utrzymująca te inwestycje na skraju dochodowości, bo są "za duże by upaść"

    Ale zwracam uwagę, że pomimo iż w mniejszym wymiarze, jednak każde dokładanie wyemitowanych środków do "pieca" takie problemy będzie powodować.

    Żeby tego uniknąć musi być rynek oszczędności a w związku z tym ich cena - niosąca informację o ich dostępnych ilościach. Więc żadne oszczędności nie mogą być "darmowe".
    Ceną jest albo podział zysków z oszczędzającymi; różne formy akcjonariatu, czy innych udziałów w zyskach (bankowość islamska np).
    Albo oprocentowanie czy to obligacji czy pożyczek w bankach (ale nie w bankach kreujących pieniędze tylko w bankach działających wyłącznie jako pośrednicy pomiędzy oszczędzającymi a kredytobiorcami) czy pożyczek prywatnych...
    Albo też koszt oszczędzania przez samego inwestora czyli koszt utraconych korzyści - rezygnacji z bieżącego konsumowania zysków.

    Musi być w gospodarce sprzężenie zwrotne - więcej oszczędzających- więcej dostępnych wolnych dóbr konsumpcyjnych- tańszy kredyt- tańsza możliwość pozyskania tych wolnych dóbr- większe możliwości rozpoczynania inwestycji w dalsze (kapitałochłonne) procesy produkcji/etapy produkcji- większy popyt na oszczędności- zmniejszanie ich ilości- wyższa cena- niższy popyt na inwestycji na wyższych etapach a większy na niższych... itd... aż do stanu równowagi międzyetapowej - dostosowania długości procesów produkcyjnych do chęci ludzi do oszczędzania czyli do dostępnych oszczędności w skali kraju.
    (każde rozpoczęcie wydłużania procesów produkcji bez oparcia w realnej chęci ludzi do oszczędzania to początek kryzysu, krachu który jest tylko kwestią czasu)

    Jeżeli jakiś system takiego mechanizmu nie uwzględnia to nie jest kompletny.

    Dlatego zachęcam do zapoznania się z ekonomią "austriacką" a szczególnie teorią cykli Hayek'a.
    Ostatnio ukazała się książka "Pieniądz i kryzysy" będąca zbiorem wykładów Hayek'a wygłaszanymi w latach 20-tych w Europie.
    Prostszym językiem ale mniej jednoznacznie, moim zdaniem, pisze o tym Huerta de Soto "Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne"

    Sam wszystkiego nie wymyślisz niestety.
    Nowa Ekonomia - Tezauryzacja
  • @Mufinek Sposypkom 23:20:54
    "Zwróć uwagę, że pozyskanie kapitału, nie wpływa na poprawę eskalacji produkcji. To tylko zapełnia lukę, która się pojawiła po eskalacji produkcji desek"

    Nie zgadzam się z takim rozumowaniem.
    Jeżeli przedsiębiorca na jakimś etapie produkcji chce zwiększyć możliwości produkcyjne, to wie, że musi zgromadzić (albo pożyczyć) oszczędności na
    - zakup środków trwałych np. urządzeń
    - na zwiększenie zakupów półproduktów i surowców z poprzednich etapów
    - na zwiększenie funduszu płac dla dodatkowych ludzi
    - na inne wydatki związane z tą dodatkową produkcją

    Jeżeli wie, że na to wszystko potrzeba np. 100 jednostek pieniądza to musi tyle zaoszczędzić albo nabyć.
    Z tym jest związany konkretny koszt dlatego musi przewidywać odpowiednio wysoki zysk żeby taką inwestycję rozpoczynać. Inaczej zadecyduje o inwestycji na etapie bliższym końcowemu produktowi, gdzie aż tyle kapitału nie potrzeba.

    Natomiast jeżeli wie, że z tych 100 jednostek np. 60 otrzyma za darmo dla zapełnienia luki płynności to uwzględni to w swoich planach. I rozpocznie inwestycję na tym etapie pomimo, że gdyby całe 100 jednostek musiał nabyć po rynkowej cenie (lub ponieść przykrość oszczędzania samemu) to by jej nie rozpoczął.

    Więc moim zdaniem niezależnie jak to nazwiesz i jakiego podziału dokonasz to te dodatkowe środki spowodują eskalację.
    Nowa Ekonomia - Tezauryzacja
  • @imran 15:34:26
    Dodam jeszcze, że dla mnie możliwy byłby ewentualnie taki system w którym to zwiększenie masy towarowej na dalszych etapach (produkcja desek) poprzez inwestowanie powodowałby emisję pieniędzy dla konsumentów mebli. Wtedy boom i przepływ środków produkcji na dalsze etapy byłby wstrzymywany wzrostem popytu na meble a więc wzrostem ich cen a przez to zyskowności.
    Wtedy wzrost zyskowności na dalszych etapach byłby równoważony takim wzrostem na niższych a więc ten sztuczny boom nie nakręcałby się.
    Tylko wtedy pytanie; po co to wszystko, skoro przy stałej ilości pieniądza następowałaby taka regulacja automatycznie w naturalny sposób poprzez zmiany cen właśnie.
    Nowa Ekonomia - Tezauryzacja
  • @Mufinek Sposypkom 12:19:21
    " A jak łożysko zakupi firma, to stanie się od razu elementem produkcji w toku. Częścią do nowego produktu. Uczestniczy nadal jako masa towarowa do równoważenia zasobów pieniędzy w makro skali. To wynika z ilościowej teorii pieniądza."

    "Pieniądze na płynność dla firmy, pojawią się od razu w formie przyrostu emisji na tyle, ile wynikło z obrotu towarami. Od ilości pracowników również. Wystarczy np dwa miesiące ich pracy i pomiary to wykażą."

    No więc tartak sprzedał więcej desek do stolarni, firmy produkujące części maszyn sprzedały je tartakowi, każda z tych firm zatrudniła dodatkowych ludzi.... więc rozumiem, że zostanie wyemitowana dodatkowa ilość pieniądza na kapitał obrotowy, dla zapewnienia płac itd...

    Czyli te zwiększone inwestycje spowodują większą ilość pieniądza w firmach produkujących półprodukty oddalone w czasie od dobra końcowego - w tym przypadku gotowych zapakowanych mebli w sklepie.

    Te firmy będą miały więcej pieniędzy na dodatkowe zakupy półproduktów i innych środków produkcji, co wywoła większe zyski w firmach te produkty dostarczających a więc większe inwestycje i dalsze przyciąganie środków produkcji i pracowników.
    Ponieważ zyski na tych etapach na skutek tego boomu będą wyższe niż na etapach produkujących produkty końcowe (np. w montowniach mebli) to środki produkcji będą przepływały w takim kierunku. A więc nastąpi to, o czym pisałem na początku - przeinwestowanie wyższych etapów produkcji w stosunku do niższych.
    Skoro te inwestycje i wyższe zyski na wyższych etapach - np. w tym naszym tartaku i u producentów pił, maszyn... spowodują przenoszenie środków produkcji i pracowników z etapów produkujących dobra konsumpcyjne, to spadnie produkcja tych ostatnich, a popyt będzie wyższy, bo właściciele środków produkcji zatrudnionych na tych wyższych etapach chcą przecież cały czas konsumować. Mają więcej pieniędzy bo następuje emisja na środki obrotowe na tych etapach.

    To musi spowodować wzrost cen a więc większą opłacalność na etapach bliższych dobrom kocowym. A wtedy mamy kryzys i upadek tych rozdmuchanych inwestycji w tartaki i produkcję pił bo środki produkcji uciekają z nich do zwiększenia produkcji mebli - czyli przenoszą się na odwrót z etapów wyższych na niższe (dalszych na bliższe dobrom końcowym)

    Uniknąć tego typu kryzysów można tylko wtedy, gdy kapitał (oszczędności) ma rynkową cenę a nie jest przekazywany tam gdzie zwiększa się obrót za darmo z emisji.
    Wtedy (jeżeli kapitał ma cenę wynikającą z jego podaży i popytu) wzrost inwestycji na wyższych etapach spowoduje wzrost zapotrzebowania na oszczędności a więc wzrost ich ceny - wzrost oprocentowania i to daje mechanizm sprzężenia zwrotnego wstrzymujący owe inwestycje w dalsze, bardziej kapitałochłonne, etapy.
    Takie sprzężenie ujemne jest niezbędne aby utrzymać prawidłowe proporcje w inwestycjach na poszczególnych etapach. Kierowanie darmowego pieniądza , które proponujesz, tam gdzie zwiększa się obrót dało by efekt odwrotny - nakręcanie boomu, zachwianie równowagi i kryzys.
    Nowa Ekonomia - Tezauryzacja
  • @Mufinek Sposypkom 00:14:20
    Nie napisałem, że firma ma pozyskiwać pieniądze tylko, że aby zwiększać jakiekolwiek inwestycje potrzebne są oszczędności pozyskane od ludzi. Jaką metodą nie ma znaczenia. Dodatkowa emisja to też forma pozyskania tych oszczędności, obligacje, akcjonariat, współuczestnictwo w inwestycjach... jest wiele opcji ale nie ma inwestycji bez oszczędności.
    Oszczędności to wytworzona nadwyżka dóbr konsumpcyjnych nad bieżącą konsumpcję.

    Każde zwiększenie jakiegokolwiek kapitału czy to środków obrotowych czy trwałych wymaga zgromadzenia tak rozumianych oszczędności.

    Może ja nie do końca rozumiem, wytłumacz mi jedną rzecz;
    jeżeli np. tartak chce zwiększyć produkcję desek, zatrudnia nowych ludzi, kupuje maszyny, producent tych maszyn zwiększa produkcję, zatrudnia nowych ludzi ... i tak dalej, to czy te podmioty mają prawo ubiegać się o darmową emisję dla zachowania płynności wypłat dla tych nowych ludzi?

    Czy jeżeli tartak wytworzył nowe deski zwiększając stan magazynowy, to powstaje nowy pieniądz na poczet nowej produkcji którym tartak opłaca dodatkowe środki produkcji w postaci; pracy, prądu, pił, zakupu półproduktów, transportu.... itd...?

    Czy producenci tych środków otrzymają darmowe środki na poczet tej dodatkowej produkcji?

    Z tego co czytam to wydaje mi się, że taka jest logika tego co piszesz. Nowe produkty nowy pieniądz czy tak?
    Nowa Ekonomia - Tezauryzacja
  • @Mufinek Sposypkom 09:18:11
    Problem z ilościową teorią pieniądza jest taki, że jest ona niby oczywistością, bo ogólnie to jest prawda, ale nie uwzględnia ona zmian struktury cen w wyniku zmian ilości pieniądza. I nie ma znaczenia czy te zmiany ilości pieniądza powodują czy nie powodują zmianę czegoś, co określimy ogólnym poziomem cen.

    Co mam na myśli pisząc o strukturze cen; jeżeli np. dodatkowo wyemitowane pieniądze dotrą do przedsiębiorców, to mogą oni rozpoczynać różnego rodzaju inwestycje o różnej zyskowności na jednostkę zainwestowanego kapitału.
    Jest jasne, że będą się starali inwestować tam, gdzie ten zysk jest największy.
    A gdzie zysk jest największy? Pomijając oczywiste kwestie związane ze strukturą popytu, gustów ludzi... itp., to co nas w omawianym aspekcie bardziej interesuje to czasowe oddalenie danego przedsięwzięcia od końcowego produktu (dobra konsumpcyjnego).
    Chodzi o to, że każdą rzecz można wytworzyć w dłuższych albo krótszych procesach produkcji.
    Krótki proces to np. otworzenie szwalni gdzie jedna osoba szyje od A do Z garnitur, potem go prasuje pakuje i odwozi do pobliskiego sklepiku.
    Długi proces to zamiast miliona takich szwalni otworzenie jednego zakładu produkującego miliony szablonów dla wykrojów, innego produkującego maszyny automatyczne do krojenia, następnego zszywającego poszczególne elementy, kolejnego prasującego i pakującego, sieci hurtowni, dostawców, firm przewozowych itd...

    Gdyby sobie wyobrazić, że ten milion właścicieli szwalni ma do wyboru; albo zainwestować swój niewielki kapitał w taką szwalnie i na następny dzień zainkasować pieniądze ze sklepu albo wejść w spółkę tworzącą zakład produkcji automatów do takiej wielkiej krojowni gdzie będą mogli się spodziewać pierwszych zysków po roku, to czy ktoś by zainwestował w ten drugi sposób, w długi proces?

    Tylko wtedy gdyby się spodziewał większych zysków prawda? Inaczej woli mieć zysk od razu.

    Dlatego takie długie procesu muszą być z natury rzeczy bardziej zyskowne w porównaniu z krótkimi bo inaczej nie byłyby tworzone.

    Więc jeżeli się z tym zgadzamy, to jest chyba oczywiste, że wracając do tej dodatkowej emisji, przedsiębiorcy zaczną ten kapitał inwestować długie procesy, bo tam jest większy zysk.
    Większy zysk, ale też kapitał jest zablokowany na dłużej.

    Kolejna ważna kwestia. długi proces potrzebuje znacznie więcej kapitału niż suma krótkich procesów.

    W skrajnym przypadku milion ludzi może nie mając żadnych oszczędności rozpocząć szycie igłą i nitką i uszyć milion garniturów tygodniowo.
    W długim procesie ten sam milion może być uszyty przy setki razy mniejszych nakładach pracy ale potrzebuje ogromu oszczędności aby najpierw stworzyć wszystkie dobra kapitałowe; maszyny, budynki, kapitał obrotowy na każdym z etapów...

    A więc aby wydłużać procesy produkcji musi być dostępna większa ilość oszczędności, a więc ludzie muszą chcieć ograniczać konsumpcję poniżej tego co wytwarzają.

    Cały problem polega na tym, że jeżeli tych oszczędności nie będzie, a przedsiębiorcy mając darmową możliwość pozyskania pieniędzy na rozpoczynanie produkcji będą ją rozpoczynać na dalszych a więc bardziej zyskownych etapach, to te etapy będą przeinwestowane w stosunku do etapów bliższych dobrom konsumpcyjnym.

    Pan widzi to w ten sposób, że przedsiębiorca dostaje darmowy kapitał i decyduje gdzie go zainwestować, a potem jeżeli ma zyski to inwestuje dalej a jak nie ma to inwestycję ogranicza.

    Ale problem jest taki, że parcie wszystkich inwestujących na dalsze etapy powoduje boom a więc wyższe ceny na tych etapach i wyższe zyski.
    Ten boom odbiera środki produkcji z etapów bliższych co powoduje jeszcze większe niedostosowanie. Brak koordynacji międzyetapowej.
    Ten boom musi się skończyć na którymś kolejnym bliższym etapie ponieważ nie ma fizycznie takich ilości kapitału (oszczędności) które pozwoliłyby rozwinąć inwestycje na bliższych etapach w odpowiednich proporcjach do tych rozpoczętych na etapach dalszych.

    Obrazowo; zwiększenie o miliard pln inwestycji na wyższych etapach wymaga może 20, 30 albo 50 miliardów na bliższych etapach. A jeżeli tyle realnych oszczędności nie ma, to samo wydrukowanie tych 50mld nie ma znaczenia bo spowoduje tylko wzrost cen.
    Więc bezinflacyjnie tego się wydrukować nie da.

    I wtedy boom przeradza się w kryzys. Te inwestycje upadają bo nie mogą dawać zysków jeżeli inwestycje komplementarne na bliższych etapach nie są dokończone.

    Podsumowując; pana propozycja nie zawiera rozwiązania problemu braku możliwości skoordynowania tego procesu inwestycyjnego, dostosowania inwestycji na poszczególnych etapach w prawidłowych proporcjach dostosowanych do ogólnej możliwości pozyskiwania realnych oszczędności od ludzi.
    Nie mając podstawowego narzędzia w postaci rynkowych cen tych oszczędności (emitując niby oszczędności ale przecież nie zwiększając tym samym ilości "zaoszczędzonych" dóbr konsumpcyjnych zakłóca się te ceny, a dostarczając za darmo w ogóle eliminuje).

    Obecnie też takiego narzędzia nie ma bo o cenach decydują banki emitujące pieniądz i kredyty. Dlatego mamy ciągle do czynienia z boomami a potem kryzysami.

    Oparcie się wyłącznie na teorii ilościowej jest błędem. Pomimo, że jest prawdziwa to nie uwzględnia kluczowych kwestii.
    Nowa Ekonomia - Tezauryzacja
  • @Mufinek Sposypkom 21:00:55
    Nie rozumiem ostatniego akapitu.
    Co to znaczy na niezbędnym minimalnym poziomie? Kto ten poziom wyznacza?
    Jeżeli np. mam sklep obuwniczy, to mogę mieć 20 fasonów a mogę mieć 5.
    Mogę z każdego mieć pełną rozmiarówkę na wszelki wypadek po 3 pary z każdego rozmiaru a mogę mieć tylko najbardziej chodliwe.

    Czyli mogę uważać, że dla funkcjonowania sklepu jest mi niezbędne 20 tys pln albo 200tys pln.
    I to, na co się zdecyduję zależy od ceny rynkowej oszczędności, a ta od tego ile osób jest chętnych na kupienie tych oszczędności po danej cenie oraz od tego ile osób jest skłonnych zrezygnować z bieżącej konsumpcji na rzecz przyszłej spodziewając się, że będzie ona większa o procent na który te oszczędności pożyczyli - czyli o ich cenę.

    Proponuje Pan system w którym ta rynkowa cena jest zastępowana czyjąś decyzją o tym ile wyemitować za darmo. Taki system może się wydawać sensowny, ale nie ma w nim podstawowego narzędzia umożliwiającego dostosowanie ilości inwestycji na poszczególnych etapach produkcji do podaży oszczędności - czyli chęci ludzi do produkowania więcej niż obecnie konsumują.
    Ten sam problem mamy w obecnym systemie w którym o podaży kredytu decydują banki i Bank Centralny. Jak wytworzą więcej kredytu, to ludzie będą musieli dostarczyć towary (wymuszone oszczędności). Nazywa Pan to słusznie złodziejstwem.
    Ale problem kradzieży to jedno a problem braku dostosowania inwestycji na poszczególnych etapach produkcji to drugie.
    I tego drugiego Pan nie likwiduje. A to jest równie ważny problem
    Nowa Ekonomia - Tezauryzacja
  • @programista 21:58:47
    No nie przekonasz mnie, że gdyby wystąpiła w USA inflacja rzędu kilkadziesiąt procent rocznie to rząd by nie zwiększył nominalnych wydatków na te wszystkie rozdmuchane programy typu medicare i że wszyscy lekarze, nauczyciele w szkołach publicznych, żołnierze, urzędnicy, policja... uznaliby, że spadek realnych płac o kilkadziesiąt procent rocznie za coś z czym muszą się pogodzić. Cała ogromna w USA sfera socjalna pogodziłaby się ze spadkiem dochodów w wielu wypadkach poniżej minimum socjalnego?

    Tym bardziej, że płace w dochodowych sferach gospodarki prywatnej zaczęłyby rosnąć.
    Polska, Europa, świat...
  • @programista 20:02:01
    Realne wpływy z podatków by spadły a nie wzrosły. A rząd nie mógłby obniżyć realnych wydatków budżetowych. Więc deficyt by rósł a nie malał moim zdaniem. Potrzeby pożyczkowe by wzrosły a FED nie mógłby zwiększać dodruku w czasie hiperinflacji.
    Polska, Europa, świat...

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

ULUBIENI AUTORZY